Szpital ma pretensje, my odpowiadamy (śladem publikacji)

Po publikacji listu naszej Czytelniczki na temat Szpitalnego Oddziału Ratunkowego otrzymaliśmy pismo od Anny Kowalskiej, rzecznika prasowego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Publikujemy je w całości z odredakcyjnym komentarzem.
Szanowna Redakcjo,
Nie rozumiemy, dlaczego Redakcja (ciesząca się opinią rzetelnej) zdecydowała się na publikację artykułu "Szpitalny Oddział Ratunkowy oczami pacjentki". Na jakiej podstawie uznali Państwo, że można opublikować list (anonimowej dla nas) Czytelniczki, stawiający w złym świetle nasz Szpitalny Oddział Ratunkowy, podczas gdy szpital - jako druga strona opisanych w tym liście wydarzeń - nie otrzymał szansy, by je skonfrontować, mimo że chcieliśmy to zrobić rzetelnie?
Państwa Czytelniczka (a nasza Pacjentka) ma oczywiście, jak każdy, prawo do subiektywnej opinii na temat pracy innych ludzi. Opisane przez Panią dolegliwości i związane z nimi złe samopoczucie, już same w sobie nie dawały podstaw do tego, by uznać sytuację związaną z pobytem w SOR za komfortową. I to akurat rozumiemy.
Nie rozumiemy natomiast, dlaczego Redakcja podjęła decyzję, by taki zdecydowanie jednostronny tekst pojawił się na łamach portEl-u, powodując tradycyjną lawinę anonimowych ( niekoniecznie na temat) komentarzy, siejąc wśród naszych Pacjentów niepotrzebny zamęt, deprecjonując przy okazji zupełnie niezasłużenie pracę wielu osób, które swoją pracę bardzo w wyjątkowo trudnym oddziale, jakim jest SOR, wykonują odpowiedzialnie i ofiarnie.
Do Państwa Czytelniczki:
Żałujemy, że nie pozwoliła nam się Pani z sobą skontaktować. Z zasady nie uciekamy od odpowiedzialności i nie unikamy konfrontacji. Jestem też pewna, że Pani obiekcje udałoby się spokojnie i merytorycznie wyjaśnić.
Od redakcji: Dochowaliśmy wszelkiej staranności i rzetelności, próbując wyjaśnić tę sprawę. List, który otrzymaliśmy od Czytelniczki, nie jest anonimowy. Mamy jej imię, nazwisko i maila. Ze względu na to, że je zastrzegła, nie możemy go upublicznić, bo zabrania nam tego prawo prasowe, podobne przepisy zabraniają szpitalowi podawania danych pacjentów i szczegółów ich chorób.
Wysłaliśmy list Czytelniczki do szpitala bez jej danych, dodając informację o dniu i godzinach, w których przebywała na SOR. Niestety, szpital nie był w stanie w ciągu kilku dni, mając tak szczegółowe informacje i okoliczności z listu ustalić, o którą sytuację chodziło. A sama Czytelniczka nie chciała się już z placówką kontaktować.
Szpital powinien liczyć się z krytycznymi opiniami na temat swojej działalności, tak samo jak nasza redakcja. Dlatego właśnie opublikowaliśmy list Czytelniczki, mając nadzieję, że będzie on głosem w dyskusji na temat funkcjonowania służby zdrowia.
Nie rozumiemy, dlaczego Redakcja (ciesząca się opinią rzetelnej) zdecydowała się na publikację artykułu "Szpitalny Oddział Ratunkowy oczami pacjentki". Na jakiej podstawie uznali Państwo, że można opublikować list (anonimowej dla nas) Czytelniczki, stawiający w złym świetle nasz Szpitalny Oddział Ratunkowy, podczas gdy szpital - jako druga strona opisanych w tym liście wydarzeń - nie otrzymał szansy, by je skonfrontować, mimo że chcieliśmy to zrobić rzetelnie?
Państwa Czytelniczka (a nasza Pacjentka) ma oczywiście, jak każdy, prawo do subiektywnej opinii na temat pracy innych ludzi. Opisane przez Panią dolegliwości i związane z nimi złe samopoczucie, już same w sobie nie dawały podstaw do tego, by uznać sytuację związaną z pobytem w SOR za komfortową. I to akurat rozumiemy.
Nie rozumiemy natomiast, dlaczego Redakcja podjęła decyzję, by taki zdecydowanie jednostronny tekst pojawił się na łamach portEl-u, powodując tradycyjną lawinę anonimowych ( niekoniecznie na temat) komentarzy, siejąc wśród naszych Pacjentów niepotrzebny zamęt, deprecjonując przy okazji zupełnie niezasłużenie pracę wielu osób, które swoją pracę bardzo w wyjątkowo trudnym oddziale, jakim jest SOR, wykonują odpowiedzialnie i ofiarnie.
Do Państwa Czytelniczki:
Żałujemy, że nie pozwoliła nam się Pani z sobą skontaktować. Z zasady nie uciekamy od odpowiedzialności i nie unikamy konfrontacji. Jestem też pewna, że Pani obiekcje udałoby się spokojnie i merytorycznie wyjaśnić.
Z poważaniem
Anna Kowalska
Rzecznik Prasowy
Wojewódzki Szpital Zespolony w Elblągu
Rzecznik Prasowy
Wojewódzki Szpital Zespolony w Elblągu
Od redakcji: Dochowaliśmy wszelkiej staranności i rzetelności, próbując wyjaśnić tę sprawę. List, który otrzymaliśmy od Czytelniczki, nie jest anonimowy. Mamy jej imię, nazwisko i maila. Ze względu na to, że je zastrzegła, nie możemy go upublicznić, bo zabrania nam tego prawo prasowe, podobne przepisy zabraniają szpitalowi podawania danych pacjentów i szczegółów ich chorób.
Wysłaliśmy list Czytelniczki do szpitala bez jej danych, dodając informację o dniu i godzinach, w których przebywała na SOR. Niestety, szpital nie był w stanie w ciągu kilku dni, mając tak szczegółowe informacje i okoliczności z listu ustalić, o którą sytuację chodziło. A sama Czytelniczka nie chciała się już z placówką kontaktować.
Szpital powinien liczyć się z krytycznymi opiniami na temat swojej działalności, tak samo jak nasza redakcja. Dlatego właśnie opublikowaliśmy list Czytelniczki, mając nadzieję, że będzie on głosem w dyskusji na temat funkcjonowania służby zdrowia.
Rafał Gruchalski, redaktor naczelny portEl.pl