Tego sklepu mieszkańcy nie chcą

- Klienci załatwiają potrzeby fizjologiczne, śmiecą, zachowują się głośno. Sklep jest tak oświetlony, że widać go z kosmosu po godz. 21, a niebieskie światło intensywnie oświetla nam mieszkania nawet przez zasłonięte rolety – skarży się jedna z mieszkanek ul. Topolowej, gdzie na początku maja został otwarty sklep monopolowy. Urząd Miejski sprawę zna, a mieszkańcom radzi, aby najpierw zgłosili ją policji.
Nas nikt nie pytał o zdanie
Jak opowiada jedna z naszych Czytelniczek, sklep skutecznie uprzykrza życie mieszkańcom – klienci hałasują, śmiecą i załatwiają się nieopodal, podjeżdżają samochodem pod sklep, otwierają bagażnik i „robią imprezę”. I tak niemal co wieczór.
– A nas nikt nie pytał o zdanie, czy my taki sklep tutaj chcemy – opowiada mieszkanka.
Nie pytał, bo nie musiał pytać – według karty usługi dla przedsiębiorców, która została sporządzona przez Urząd Miejski (na podstawie odpowiednich uchwał), żeby taki punkt otworzyć potrzebna jest pisemna zgoda właściciela, użytkownika, zarządcy lub administratora budynku, jeżeli punkt sprzedaży jest zlokalizowany w budynku mieszkalnym.
Mieszkańcy interweniują
Pod koniec maja na prośbę mieszkańców zarządca pobliskich bloków złożył pismo do Urzędu Miejskiego w tej sprawie. A ci chcieli, żeby sklep był po pierwsze krócej otwarty (do godz. 20, a nie do 23), po drugie, by światła, którymi sklep został oświetlony, zostały usunięte.
Urząd odpowiedział, że ani w ustawie o wychowaniu w trzeźwości, ani w tej o swobodzie działalności gospodarczej nie ma zapisu, który mówiłby o tym, w jakich godzinach sklep może być otwarty, a w jakich nie może. Dlatego też urzędnicy, którzy muszą działać w granicach prawa, nic zrobić nie mogą, tak samo jak w przypadku oświetlenia. Poradzili natomiast mieszkańcom, żeby zgłosili się z tą sprawą na policję oraz do straży miejskiej, które mogą interweniować w przypadku zakłócania porządku publicznego. To samo radzi asp. Katarzyna Trochimczuk z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji
- Mieszkańcy mogą skierować do nas pismo, drogą elektroniczną albo po prostu pocztową, o wzmożone patrole. Tymczasem my będziemy interweniować przy każdym wezwaniu. – dodaje asp. Trochimczuk.
Jak dodaje Łukasz Mierzejewski z biura prasowego Urzędu Miejskiego, skargi te mogą być podstawą do tego, by zezwolenie na sprzedaż alkoholu cofnąć albo nie wydać kolejnego, ale tylko wtedy, gdy uda się udowodnić, że dane zdarzenie miało bezpośredni związek ze spożywaniem alkoholu zakupionym w sklepie.
Był sobie pomysł
Przy okazji warto przypomnieć, że temat przyznawania zezwoleń i limitów był już poruszany podczas sesji Rady Miejskiej w lutym. Prezydent Jerzy Wilk chciał wprowadzić ograniczenia, które zakładały zmniejszenie liczby sklepów sprzedających napoje procentowe. Jednakże jak wyjaśnia Łukasz Mierzejewski, część radnych była temu przeciwna, a temat na razie „stanął w miejscu”.
Jak opowiada jedna z naszych Czytelniczek, sklep skutecznie uprzykrza życie mieszkańcom – klienci hałasują, śmiecą i załatwiają się nieopodal, podjeżdżają samochodem pod sklep, otwierają bagażnik i „robią imprezę”. I tak niemal co wieczór.
– A nas nikt nie pytał o zdanie, czy my taki sklep tutaj chcemy – opowiada mieszkanka.
Nie pytał, bo nie musiał pytać – według karty usługi dla przedsiębiorców, która została sporządzona przez Urząd Miejski (na podstawie odpowiednich uchwał), żeby taki punkt otworzyć potrzebna jest pisemna zgoda właściciela, użytkownika, zarządcy lub administratora budynku, jeżeli punkt sprzedaży jest zlokalizowany w budynku mieszkalnym.
Mieszkańcy interweniują
Pod koniec maja na prośbę mieszkańców zarządca pobliskich bloków złożył pismo do Urzędu Miejskiego w tej sprawie. A ci chcieli, żeby sklep był po pierwsze krócej otwarty (do godz. 20, a nie do 23), po drugie, by światła, którymi sklep został oświetlony, zostały usunięte.
Urząd odpowiedział, że ani w ustawie o wychowaniu w trzeźwości, ani w tej o swobodzie działalności gospodarczej nie ma zapisu, który mówiłby o tym, w jakich godzinach sklep może być otwarty, a w jakich nie może. Dlatego też urzędnicy, którzy muszą działać w granicach prawa, nic zrobić nie mogą, tak samo jak w przypadku oświetlenia. Poradzili natomiast mieszkańcom, żeby zgłosili się z tą sprawą na policję oraz do straży miejskiej, które mogą interweniować w przypadku zakłócania porządku publicznego. To samo radzi asp. Katarzyna Trochimczuk z zespołu prasowego Komendy Miejskiej Policji
- Mieszkańcy mogą skierować do nas pismo, drogą elektroniczną albo po prostu pocztową, o wzmożone patrole. Tymczasem my będziemy interweniować przy każdym wezwaniu. – dodaje asp. Trochimczuk.
Jak dodaje Łukasz Mierzejewski z biura prasowego Urzędu Miejskiego, skargi te mogą być podstawą do tego, by zezwolenie na sprzedaż alkoholu cofnąć albo nie wydać kolejnego, ale tylko wtedy, gdy uda się udowodnić, że dane zdarzenie miało bezpośredni związek ze spożywaniem alkoholu zakupionym w sklepie.
Był sobie pomysł
Przy okazji warto przypomnieć, że temat przyznawania zezwoleń i limitów był już poruszany podczas sesji Rady Miejskiej w lutym. Prezydent Jerzy Wilk chciał wprowadzić ograniczenia, które zakładały zmniejszenie liczby sklepów sprzedających napoje procentowe. Jednakże jak wyjaśnia Łukasz Mierzejewski, część radnych była temu przeciwna, a temat na razie „stanął w miejscu”.
Marta Wiloch