Trzeba się mobilizować…

Mijający tydzień pod względem temperatury elbląskiego życia politycznego był spokojny z dwóch powodów: obfitości świąt i oczekiwania na oficjalne wskazanie terminu wyborów Prezydenta Miasta i Rady Miejskiej. Na to drugie czekają wszyscy gracze elbląskiej sceny politycznej, by rozpocząć kompletowanie list i kampanie wyborcze. Ale chyba również elblążanie.
– Nie możemy jeszcze z państwem rozmawiać o jakimś trendzie kampanii wyborczej, bo ta się jeszcze nie rozpoczęła – zastrzegał Lech Kraśniański, przewodniczący Miejskiej Komisji Referendalnej, który ma być kandydatem „Wolnego Elbląga” na stawisko prezydenta miasta.
Kazimierz Falkiewicz jednocześnie dodał: – Trzeba się mobilizować, bo wbrew temu, co by się wydawała, my nie mamy zbyt wiele czasu, żeby przygotować się do wyborów.
Lech Kraśniański zasugerował, że letni termin wyborów byłby dla Wolnego Elbląga korzystny: – My chcemy zrobić coś dla biednych mieszkańców Elbląga – mówił. – Wiemy, że ci mieszkańcy nie wyjeżdżają do żadnych Egiptów, do żadnych ośrodków wczasowych, nie posiadają domów w Siemianach.
Kazimierz Falkiewicz powtórzył deklarację sprzed tygodnia o listach wyborczych „Wolnego Elbląga” otwartych dla zainteresowanych startem elblążan, byle bezpartyjnych. – Jesteśmy otwarci na współpracę i ta otwartość będzie polegała na braniu na nasze listy mieszkańców Elbląga, którzy wyrażą taką ochotę. Jedynym warunkiem jest brak przynależności do partii politycznej w chwili obecnej – zastrzegł.
Bezpartyjność stała się ich pomysłem na wybory po referendum. Obaj wystąpili z Ruchu Palikota w pierwszym tygodniu po referendum.
Ocena odwołanych władz miasta nie była głównym tematem spotkania, a jeśli już do niej dochodziło, były to sądy bardzo wyważone. Kazimierz Falkiewicz za obecną sytuację gospodarczą Elbląga bardziej obarczył winą prezydenta Henryka Słoninę niż odwołanego w referendum prezydenta Grzegorza Nowaczyka: – Bum inwestycyjny, jaki był udziałem Polski w ostatnich latach, został w Elblągu przegapiony i to przegapił go pan Henryk Słonina – wszyscy powinni sobie zdawać z tego sprawę. Prezydent Nowaczyk w żaden sposób nie próbował jednak tego naprawić.
Naprawienia tych błędów podejmą się pewnie kandydaci „Wolnego Elbląga”, ale będzie to właśnie naprawa, a nie rewolucyjna zmiana.
– Uporządkować, takie jest nasze zadanie, a nie jakaś głupia rewolucja czy burzenie tego porządku, jaki istnieje – mówił Kazimierz Falkiewicz. – Chcemy doprowadzić do tego, żeby ta komunikacja była lepsza, żeby władza i społeczeństwo się rozumiały w jakimś stopniu. Zdajemy sobie sprawę, że pewne decyzje są niepopularne, są ciężarem, ale one musza być wykonane. Jeżeli ludzie mają świadomość, że ten ciężar trzeba ponieść, gdyż jest on konieczny; gdy dotyczy on wszystkich, a nie tylko pewnej grupy, to wtedy jest to do przeprowadzenia, wtedy nie ma złej atmosfery, jaka się wytworzyła w ciągu tych ostatnich dwóch lat w Elblągu.