Winni czy nie? Rozstrzygnie sąd

Bezsporne jest to, że ten mężczyzna został pobity, no sam się przecież nie pobił. To czyn chamski, okropny i godny potępienia. Jestem za tym, by winnych ukarać, ale nie są nimi nasi klienci. To policja sobie wybrała oskarżonych – mówił dziś (9 czerwca) w sądzie mecenas Stanisław Borzdyński, którego kancelaria broni dwóch kibiców oskarżonych o napaść na czarnoskórego lekarza. Wyrok w tej sprawie ma zostać ogłoszony 16 czerwca.
Przypomnijmy: Do zdarzenia doszło 30 kwietnia 2008 r. wieczorem. Spacerujące w Bażantarni małżeństwo zaczepiła grupka pijanych, młodych ludzi. Pod adresem 51-letniego, czarnoskórego mężczyzny (elbląskiego lekarza) skierowane zostały rasistowskie wyzwiska i groźby. Agresorzy jednak na tym nie poprzestali. Przewrócili mężczyznę na ziemię i dotkliwie pobili – tylko dlatego, że nie podobał im się kolor jego skóry.
O całym zdarzeniu oficera dyżurnego elbląskiej komendy powiadomił mężczyzna, który pomógł pokrzywdzonym, wezwał policję i pogotowie ratunkowe. 51-latek z ogólnymi obrażeniami ciała i wstrząśnieniem mózgu trafił do szpitala.
Policja zatrzymała w Bażantarni kilku młodych mężczyzn – dwaj z nich zostali rozpoznani przez świadków, jako ci, którzy brali udział w ataku na czarnoskórego lekarza.
Proces w tej sprawie toczył się od lutego tego roku przed Sądem Grodzkim. Na ławie oskarżonych zasiedli: 29 – letni Rafał W. z Dąbrowy Górniczej i 26-letni Mariusz S. z Warszawy.
W akcie oskarżenia zawarte zostały trzy zarzuty: publicznego znieważenia obywatela Polski, pochodzenia nigeryjskiego (oskarżeni mieli go wyzywać od „Kunta Kinte” i „czarnucha”); mieli mu grozić pozbawieniem życia i uszkodzeniem ciała, a poszkodowany mógł obawiać się, że groźby te zostaną spełnione; wreszcie – działając wspólnie i w porozumieniu z nieznaną osobą – mieli brać udział w pobiciu czarnoskórego lekarza. Mieli go kopać i bić pięściami po całym ciele i głowie. Poszkodowany trafił do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu i ogólnymi obrażeniami ciała.
Oskarżeni nie przyznają się do winy. Twierdzą, że przyjechali do Elbląga na mecz Olimpii, po którym wspólnie z innymi kibicami spędzali czas przy ognisku w Bażantarni. Tam zostali zatrzymani przez policję, ale uważają, że niesłusznie.
Kara musi odstraszać
Sąd przesłuchał wielu świadków m.in. kibiców oraz policjantów, którzy interweniowali 30 kwietnia 2008 r. w Bażantarni. Dzisiaj przyszedł czas na mowy końcowe prokuratora i obrońców. Prokurator wniósł o uznanie oskarżonych winnymi zarzucanych czynów. Jego zdaniem na to wskazuje zebrany materiał dowodowy, tok postępowania i opinie biegłych z zakresu medycyny. Podkreślał, że obciążają ich także zeznania poszkodowanego lekarza, jego żony, przechodniów oraz policjantów. Zdaniem prokuratora próby konstruowania alibi przez kolegów kibiców są niewiarygodne.
Prokurator przyznał, że oskarżeni są młodzi i dotychczas nie byli karani. Jednak to zdarzenie trzeba traktować jako bandycką napaść na człowieka, którego jedyną "winą" jest inny kolor skóry. Jest potrzeba kształtowania świadomości społeczeństwa aby odstraszać od popełniania takich czynów. Temu służyć ma kara pozbawienia wolności na rok i sześć miesięcy dla każdego z oskarżonych oraz wypłacenie nawiązki w wysokości 2 tys. złotych każdy na rzecz pokrzywdzonego lekarza.
To policja wybrała oskarżonych
Adwokaci Tomasz i Stanisław Borzdyńscy wnosili natomiast o uniewinnienie swoich klientów.
- Żaden odwód nie wskazuje na winę Mariusza S. – przekonywał dziś w sądzie mec. Tomasz Borzdyński. – Zeznania poszkodowanego i jego żony były emocjonalne, niekonsekwentne i niespójne. Policjanci nadrabiali braki w czynnościach przygotowawczych, a jedyną wiarygodną grupą jest grupa naocznych świadków, czyli kibiców, którzy byli tego wieczora w Bażantarni.
Mecenas Borzdyński wskazywał na błędy policji.
- Pokrzywdzony przyznał, że nie był w stanie dostrzec twarzy sprawców- mówił. – Dopiero za którymś razem rozpoznał Mariusza S. Niedopuszczalne jest dwukrotne okazanie zatrzymanego. W ten sposób policjanci zniszczyli dowód. Ja rozumiem, że ofiara i jego żona byli poruszeni emocjonalnie i chcieli wskazać kogokolwiek. Ale były też zeznania innych świadków – przypominał mec. Tomasz Borzdyński. – Jeden z nich, wychodząc z sali sądowej, powiedział nawet, że to na 100 procent nie jest ten chłopak, bo by go rozpoznał ze względu na charakterystyczną twarz. Dziewięć osób wskazuje na niewinność mojego klienta, a z drugiej strony jest niekonsekwentna relacja pokrzywdzonego i jego małżonki.
- Kolejne uchybienie w procedurze policji to przesłuchanie mojego klienta w chwili, gdy ten miał 2,5 promila alkoholu – dodał obrońca Mariusza S. – Przecież on nawet nie wiedział, co się wokół niego dzieje.
O niewinności Rafała W. i uchybieniach w pracy policjantów przekonany jest także Stanisław Borzdyński.
- Bezsporne jest to, że ten czarnoskóry mężczyzna został pobity, no sam się przecież nie pobił – mówił dziś w sądzie obrońca Rafała W. – To czyn chamski, okropny i godny potępienia. Jestem za tym, by winnych ukarać, ale nie jest nim mój klient. Pokrzywdzony nigdy go nie rozpoznał, jako napastnika. Bezpośredni świadek też go nie wskazał. To policja sobie wybrała oskarżonych. Funkcjonariusze zatrzymali pięciu mężczyzn tamtego wieczora, a dlaczego tylko dwóch siedzi teraz tu na ławie oskarżonych? Był nacisk medialny na policję i musieli kogoś oskarżyć – stwierdził mec. Stanisław Borzdyński.
Adwokat również odniósł się do nieprawidłowości przy okazaniu.
- Najpierw pokrzywdzony zobaczył zdjęcia, a później tych samych mężczyzn oglądał "na żywo" – mówił Stanisław Borzdyński. – To wiadomo, że wskaże tego, którego już widział na zdjęciu, bo wydaje mu się znajomy. Wartość dowodowa takiego okazania jest żadna. Nie można więc tu mówić o karze dla oskarżonych, bo nie ma winy.
Policja nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Policjanci bardzo szybko zatrzymali sprawców – mówi st. post. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy KMP w Elblągu. – Czynności, które prowadzili nadzorował prokurator.
Sędzia Grażyna Łapka zamknęła przewód sądowy. Wyrok w tej sprawie zostanie ogłoszony 16 czerwca.
O całym zdarzeniu oficera dyżurnego elbląskiej komendy powiadomił mężczyzna, który pomógł pokrzywdzonym, wezwał policję i pogotowie ratunkowe. 51-latek z ogólnymi obrażeniami ciała i wstrząśnieniem mózgu trafił do szpitala.
Policja zatrzymała w Bażantarni kilku młodych mężczyzn – dwaj z nich zostali rozpoznani przez świadków, jako ci, którzy brali udział w ataku na czarnoskórego lekarza.
Proces w tej sprawie toczył się od lutego tego roku przed Sądem Grodzkim. Na ławie oskarżonych zasiedli: 29 – letni Rafał W. z Dąbrowy Górniczej i 26-letni Mariusz S. z Warszawy.
W akcie oskarżenia zawarte zostały trzy zarzuty: publicznego znieważenia obywatela Polski, pochodzenia nigeryjskiego (oskarżeni mieli go wyzywać od „Kunta Kinte” i „czarnucha”); mieli mu grozić pozbawieniem życia i uszkodzeniem ciała, a poszkodowany mógł obawiać się, że groźby te zostaną spełnione; wreszcie – działając wspólnie i w porozumieniu z nieznaną osobą – mieli brać udział w pobiciu czarnoskórego lekarza. Mieli go kopać i bić pięściami po całym ciele i głowie. Poszkodowany trafił do szpitala ze wstrząśnieniem mózgu i ogólnymi obrażeniami ciała.
Oskarżeni nie przyznają się do winy. Twierdzą, że przyjechali do Elbląga na mecz Olimpii, po którym wspólnie z innymi kibicami spędzali czas przy ognisku w Bażantarni. Tam zostali zatrzymani przez policję, ale uważają, że niesłusznie.
Kara musi odstraszać
Sąd przesłuchał wielu świadków m.in. kibiców oraz policjantów, którzy interweniowali 30 kwietnia 2008 r. w Bażantarni. Dzisiaj przyszedł czas na mowy końcowe prokuratora i obrońców. Prokurator wniósł o uznanie oskarżonych winnymi zarzucanych czynów. Jego zdaniem na to wskazuje zebrany materiał dowodowy, tok postępowania i opinie biegłych z zakresu medycyny. Podkreślał, że obciążają ich także zeznania poszkodowanego lekarza, jego żony, przechodniów oraz policjantów. Zdaniem prokuratora próby konstruowania alibi przez kolegów kibiców są niewiarygodne.
Prokurator przyznał, że oskarżeni są młodzi i dotychczas nie byli karani. Jednak to zdarzenie trzeba traktować jako bandycką napaść na człowieka, którego jedyną "winą" jest inny kolor skóry. Jest potrzeba kształtowania świadomości społeczeństwa aby odstraszać od popełniania takich czynów. Temu służyć ma kara pozbawienia wolności na rok i sześć miesięcy dla każdego z oskarżonych oraz wypłacenie nawiązki w wysokości 2 tys. złotych każdy na rzecz pokrzywdzonego lekarza.
To policja wybrała oskarżonych
Adwokaci Tomasz i Stanisław Borzdyńscy wnosili natomiast o uniewinnienie swoich klientów.
- Żaden odwód nie wskazuje na winę Mariusza S. – przekonywał dziś w sądzie mec. Tomasz Borzdyński. – Zeznania poszkodowanego i jego żony były emocjonalne, niekonsekwentne i niespójne. Policjanci nadrabiali braki w czynnościach przygotowawczych, a jedyną wiarygodną grupą jest grupa naocznych świadków, czyli kibiców, którzy byli tego wieczora w Bażantarni.
Mecenas Borzdyński wskazywał na błędy policji.
- Pokrzywdzony przyznał, że nie był w stanie dostrzec twarzy sprawców- mówił. – Dopiero za którymś razem rozpoznał Mariusza S. Niedopuszczalne jest dwukrotne okazanie zatrzymanego. W ten sposób policjanci zniszczyli dowód. Ja rozumiem, że ofiara i jego żona byli poruszeni emocjonalnie i chcieli wskazać kogokolwiek. Ale były też zeznania innych świadków – przypominał mec. Tomasz Borzdyński. – Jeden z nich, wychodząc z sali sądowej, powiedział nawet, że to na 100 procent nie jest ten chłopak, bo by go rozpoznał ze względu na charakterystyczną twarz. Dziewięć osób wskazuje na niewinność mojego klienta, a z drugiej strony jest niekonsekwentna relacja pokrzywdzonego i jego małżonki.
- Kolejne uchybienie w procedurze policji to przesłuchanie mojego klienta w chwili, gdy ten miał 2,5 promila alkoholu – dodał obrońca Mariusza S. – Przecież on nawet nie wiedział, co się wokół niego dzieje.
O niewinności Rafała W. i uchybieniach w pracy policjantów przekonany jest także Stanisław Borzdyński.
- Bezsporne jest to, że ten czarnoskóry mężczyzna został pobity, no sam się przecież nie pobił – mówił dziś w sądzie obrońca Rafała W. – To czyn chamski, okropny i godny potępienia. Jestem za tym, by winnych ukarać, ale nie jest nim mój klient. Pokrzywdzony nigdy go nie rozpoznał, jako napastnika. Bezpośredni świadek też go nie wskazał. To policja sobie wybrała oskarżonych. Funkcjonariusze zatrzymali pięciu mężczyzn tamtego wieczora, a dlaczego tylko dwóch siedzi teraz tu na ławie oskarżonych? Był nacisk medialny na policję i musieli kogoś oskarżyć – stwierdził mec. Stanisław Borzdyński.
Adwokat również odniósł się do nieprawidłowości przy okazaniu.
- Najpierw pokrzywdzony zobaczył zdjęcia, a później tych samych mężczyzn oglądał "na żywo" – mówił Stanisław Borzdyński. – To wiadomo, że wskaże tego, którego już widział na zdjęciu, bo wydaje mu się znajomy. Wartość dowodowa takiego okazania jest żadna. Nie można więc tu mówić o karze dla oskarżonych, bo nie ma winy.
Policja nie ma sobie nic do zarzucenia.
- Policjanci bardzo szybko zatrzymali sprawców – mówi st. post. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy KMP w Elblągu. – Czynności, które prowadzili nadzorował prokurator.
Sędzia Grażyna Łapka zamknęła przewód sądowy. Wyrok w tej sprawie zostanie ogłoszony 16 czerwca.
A