Teraz ja - Wygrani i przegrani

Wygranymi elbląskich wyborów są oczywiście wszyscy wybrani radni. Trzynastu radnych Prawa i Sprawiedliwości powoduje, że bez względu na wynik wyborów prezydenckich rządzenie bez nich staje się niemożliwe.
Naturalną wydaje się koalicja PiS – KWW Witolda Wróblewskiego (bez względu na osobę prezydenta). Oznacza to jednak porażkę Platformy Obywatelskiej i prawdopodobnie cztery lata opozycji. Teoretycznie można także rozważać koalicję PiS – SLD (prezydent J. Wilk) lub „wyjęcie” jednego radnego PiS i „wielką koalicję PO – SLD – KWW Witolda Wróblewskiego – radny PiS” (prezydent W. Wróblewski).
Kompletną klęską okazał się start Edmunda Szweda. Podczas dwóch miesięcy kampanii udało się stworzyć markę pn. Edmund Szwed. I kandydat zdobył imponujące 4145 głosów. Niestety elbląski wyborca „nie skojarzył” komitetu popierającego Edmunda Szweda, a Obywatelski Elbląg uzyskał poparcie tylko 1650 głosów – zbyt mało, aby ktokolwiek z kandydatów KWW zdobył mandat w radzie. Można przypuszczać, że osoba Edmunda Szweda będzie wykorzystana przez którąś z partii w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
73 proc. mandatów radnych zdobyli kandydaci zajmujący pierwsze lub drugie miejsca na listach wyborczych.
Ciekawe są wyniki kandydatów startujących w latach 2010 – 2014 z różnych list wyborczych. Paweł Kowszyński ma swój stały elektorat. W tym roku zdobył on 214 głosów startując z listy PiS; w ubiegłorocznych wyborach – 243 (start z Solidarnej Polski), a w 2010 r. – 206 (start z PiS). Paweł Nieczuja – Ostrowski jest dobrym kandydatem Platformy Obywatelskiej. W tym roku uzyskał on poparcie tylko 85 elblążan startując z listy KWW EKO. Jest to ponad trzykrotnie mniej niż zdobywał on reprezentując barwy partyjne Platformy Obywatelskiej – 207 w 2013 r. i 288 w 2010 r. Ciekawa sytuacja jest z Juliuszem Gintowtem – Dziewałtowskim, który w 2010 r. jako reprezentant SLD uzyskał 524 głosy, a po transferze do PO – 230 w 2013 r. i 248 w 2014 r.
Niska frekwencja w Elblągu jest winą komitetów wyborczych i braku poważnej kampanii wyborczej. Kandydaci mogą mieć pretensje tylko do siebie, że nie przedstawili produktu, który wyborcy chcieliby kupić.
Następna kampania wyborcza w wyborach na radnych zaczęła się już w ubiegły poniedziałek. Za cztery lata nie może dojść do sytuacji, gdy na trzy miesiące przed wyborami komitety wyborcze nie mają jeszcze kandydata na prezydenta. Komitety wyborcze z małym poparcie wyborczym powinny jeszcze raz przemyśleć koncepcję wyborczą. Mają teraz cztery lata na wypromowanie marki i kandydatów.
Kompletną klęską okazał się start Edmunda Szweda. Podczas dwóch miesięcy kampanii udało się stworzyć markę pn. Edmund Szwed. I kandydat zdobył imponujące 4145 głosów. Niestety elbląski wyborca „nie skojarzył” komitetu popierającego Edmunda Szweda, a Obywatelski Elbląg uzyskał poparcie tylko 1650 głosów – zbyt mało, aby ktokolwiek z kandydatów KWW zdobył mandat w radzie. Można przypuszczać, że osoba Edmunda Szweda będzie wykorzystana przez którąś z partii w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
73 proc. mandatów radnych zdobyli kandydaci zajmujący pierwsze lub drugie miejsca na listach wyborczych.
Ciekawe są wyniki kandydatów startujących w latach 2010 – 2014 z różnych list wyborczych. Paweł Kowszyński ma swój stały elektorat. W tym roku zdobył on 214 głosów startując z listy PiS; w ubiegłorocznych wyborach – 243 (start z Solidarnej Polski), a w 2010 r. – 206 (start z PiS). Paweł Nieczuja – Ostrowski jest dobrym kandydatem Platformy Obywatelskiej. W tym roku uzyskał on poparcie tylko 85 elblążan startując z listy KWW EKO. Jest to ponad trzykrotnie mniej niż zdobywał on reprezentując barwy partyjne Platformy Obywatelskiej – 207 w 2013 r. i 288 w 2010 r. Ciekawa sytuacja jest z Juliuszem Gintowtem – Dziewałtowskim, który w 2010 r. jako reprezentant SLD uzyskał 524 głosy, a po transferze do PO – 230 w 2013 r. i 248 w 2014 r.
Niska frekwencja w Elblągu jest winą komitetów wyborczych i braku poważnej kampanii wyborczej. Kandydaci mogą mieć pretensje tylko do siebie, że nie przedstawili produktu, który wyborcy chcieliby kupić.
Następna kampania wyborcza w wyborach na radnych zaczęła się już w ubiegły poniedziałek. Za cztery lata nie może dojść do sytuacji, gdy na trzy miesiące przed wyborami komitety wyborcze nie mają jeszcze kandydata na prezydenta. Komitety wyborcze z małym poparcie wyborczym powinny jeszcze raz przemyśleć koncepcję wyborczą. Mają teraz cztery lata na wypromowanie marki i kandydatów.