UWAGA!

Z Berlina na Zalew Wiślany (cz. 3)

Elbląg, Spadki wód nie są wykorzystywane do produkcji energii (śluza Krzyże).
Spadki wód nie są wykorzystywane do produkcji energii (śluza Krzyże).

29 czerwca wypływamy dopiero o 10.15, ale jesteśmy wykąpani. W Drezdenku czeka na nas kierowca, który zawozi wodniaków do stacji paliw, bo przecież przy polskich drogach wodnych stacji paliw nie uświadczysz. W kanistrach przywieźliśmy chyba z 200 litrów paliwa. Oczywiście, można wzdymać się, że takie lanie paliwa do zbiorników na rzece jest nieekologiczne, ale innej możliwości nie ma.

Przed tygodniem (23 czerwca) rozpoczął się rejs Kostrzyń - Berlin - Zalew Wiślany, który jest elementem trwających już trzeci rok zabiegów o rewitalizację Drogi Wodnej E 70 z Antwerpii do Kłajpedy przez Zalew Wiślany. - Płyniemy głównie po to, by sprawdzić, z czym muszą się liczyć wodniacy chcący z tej drogi korzystać, z jakimi przeszkodami, barierami, uwarunkowaniami - mówił przed wyprawą Jerzy Wcisła, elbląski radny i dyrektor elbląskiego Biura Urzędu Marszałkowskiego.
       Rejs został zorganizowany przez elbląski Ośrodek Sportów Wodnych „Fala” pod patronatem i przy wsparciu marszałka województwa warmińsko-mazurskiego Jacka Protasa oraz prezydenta Elbląga Henryka Słoniny. Trasa ma dwa etapy. Pierwszy zwany jest Pierścieniem Berlińskim, zaczyna się w Kostrzynie, następnie Odrą, Kanałem Odra - Hawela, Hawelą, Kanałem Hohenzollernów, Sprewą (po Berlinie), Kanałem Sprewa - Odra i Odrą do Kostrzynia. Łączna długość trasy wynosi ok. 300 km. Po drodze znajduje się 11 śluz i jedna podnośnia w Niederfinow.
       Płyną cztery łodzie motorowe: „Ata” (Marian Peroń i Zygmunt Dworzyński), „Casablanca” (Teresa i Stanisław Benedykt Nowakowie), „Mewa” (Piotr Bułyma i Ryszard Linkowski) oraz „Ventus” (komandor „Fali” i rejsu Lech Gajewski, Andrzej Kruczyński, filmujący rejs Łukasz Daroszewski i Karolina Siwilewicz z e-światowid i Jerzy Wcisła, dokumentujący całość).
       Oto relacja Jerzego Wcisły z trzeciego etapu rejsu:
      
       „Śluzy Noteci - 29-30 czerwca
      
My pływamy łodziami, które zużywają 3-5 litrów paliwa na godzinę, a jak mają tankować łodzie mające zbiorniki o pojemności 500-700 litrów? Brak stacji paliw przy polskich drogach wodnych to jeden z powodów, dla których na naszych wodach nie pojawiają się łodzie turystyczne.
       Na 194 kilometrze pojawiają się pierwsze oznakowania Związku Miast i Gmin Nadnoteckich. Dowiadujemy się z nich, gdzie znajduje się najbliższa marina, stacja paliw, pole namiotowe i kilka innych istotnych rzeczy. Dla wodniaków to ważne informacje.
       Za Drezdenkiem Noteć nieco się prostuje, tracąc na uroku. Meandry, którymi przedtem płynęliśmy, są bowiem niezwykle urokliwe. To niewątpliwie piękna rzeka, tu naprawdę można wypocząć i otrzeć się o naturalne środowisko.
       W okolicach śluz droga wodna znowu robi się bardziej kręta. Dodatkowo w okolicach Pianówki (136 km) po prawej stronie krajobraz niemalże górski. Zaraz zresztą mijamy kolejną atrakcję: prom linowy w Ciszkowie (138 km), którego liny zawieszone są nad promem, a nie nad powierzchnią wody.
       Na 159 km, po prawej stronie bardzo ładne pole biwakowe. Zadaszona wiata z ławą i ławeczkami na ok. 10-12 osób, miejsce na ognisko, boisko do siatkówki i miejsce na namioty. I do tego: pomosty oraz kilkanaście metrów brzegu wyczyszczonego z trzcin i wysypanego piaskiem. Rewelacja! Powiecie, że to pożałowania godne, że zachwycam się kawałkiem placyku z kilkoma drągami i deskami. Zespół ds. MDW E 70, którego jestem wiceprzewodniczącym, przygotowuje cały program rewitalizacji tej drogi wodnej dla potrzeb turystyki. Ale płynąc tą drogą wodną i rozmawiając z żeglarzami, dochodzę do wniosku, że nie czekając na realizację dużych projektów, należy tanim kosztem wykonać co kilkadziesiąt kilometrów takie właśnie punkty postojowe dla wodniaków. Wodniacy będą nam za to dozgonnie wdzięczni. Na pustkowiu, jakie wodniacy zastają na polskich drogach wodnych, takie „oazy” znacznie ułatwią żeglowanie.
      

 


       [Zdjęcie obok: Prom linowy z linami u góry]
      
       Od śluzy do śluzy
      
Noteć chyba każdemu wodniakowi kojarzy się ze śluzami. Na trasie do Wisły będziemy musieli przejść przez 22 śluzy. Na samej Noteci (Dolnej) jest ich 14, na Kanale Bydgoskim – sześć i dwie na Brdzie Skanalizowanej. Sama Noteć dzieli się na Górną i Dolną. Górną, zaczynającą się w Nakle, my nie będziemy płynąć - nie jest ona częścią MDW E 70.
       Śluzami pokonamy prawie 57 metrów w pionie. Cztery śluzy takie, jak w Eisenhuttenstadt… Na Noteci pniemy się w górę, o 1-2 metry na każdej śluzie. Śluzy są znormalizowane. Mają szerokość 9,6 m i 57,4 m długości. Mają po ok. 100 lat, niektóre zbudowano w XIX wieku. Śluza w Wrzeszczynie nosi ślady niedawnej renowacji.
       - Nareszcie - mówi pani obsługująca śluzę. Co może oznaczać to „nareszcie”, widzieliśmy w Wieleniu, gdzie zamknięci w ceglanej wannie przyglądaliśmy się, jak śluzowy wojował przy pomocy młotka i jakiegoś łomu z urządzeniem. Na szczęście to fachowcy znający doskonale swoje urządzenia, więc szybko do wanny zaczęła wlewać się woda. Każda śluza jest uruchomiana ręcznie. To wydłuża przeprawę do ok. 30 minut.
       Obok każdej śluzy znajduje się zapora, na której reguluje się przepływ wody. Aż się prosi, by zainstalować tu małe elektrownie wodne.
       - Nie ma szans, śluzy są za stare, a turbina wytwarza drgania, które mogłyby zniszczyć całą budowlę - opowiada jeden ze śluzowych.
       Śluzowi są przychylni wodniakom, gdy się ich poprosi, zadzwonią na następną śluzę, dzięki czemu będzie ona już przygotowana na nasze przyjęcie: wrota będą otwarte po naszej stronie. W sytuacji, gdy chce się w ciągu dnia pokonać dziewięć śluz, czas ma spore znaczenie. Za śluzowanie pobierana jest opłata: 6 zł od łódki, po godz. 16 opłata wzrasta dwukrotnie.
       Prywatnie są bardzo szczerzy: - Panie, raz przyjechało ze czterdziestu Niemców. Aż wstyd, że nie mieli gdzie załatwić swoich potrzeb. Łazili po krzakach i trawnikach. Wstyd, żeby żadnej toi-toiki nie postawić…
       Z drugiej strony, gdy pytam, ile jednostek płynęło przez śluzę, to słyszę: wczoraj dwie łódki, cztery dni temu jedna… Dzisiaj miało być inaczej. Już dopływając do Wielenia natknęliśmy się na zestaw barek z Grudziądza. Niestety, niczego nie transportowały. Korzystała z nich ekipa odnawiająca śluzę.
       O 19.30 wpływamy do śluzy w Nowem. To ostatnia z zaplanowanych na dzisiaj. Przed nami ponad 43 kilometry bez śluz. Do śluzy w Krostkowie nie mamy szans dopłynąć, zatrzymujemy się więc na noc zaraz za śluzą. Przed nami 11 śluz i 67 km do Bydgoszczy. Dotarcie do tego miejsca zaplanowaliśmy na jutro, ale żeglarze zgodni są co do tego, że jest to zadanie niemal niewykonalne. Jak będzie, zobaczymy.
       Jerzy Wcisła”
      
      

oprac. PD
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama