UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Miały być barmankami, zostawały prostytutkami. Wyrok za miesiąc

 
Elbląg, Miały być barmankami, zostawały prostytutkami. Wyrok za miesiąc
fot. Witold Sadowski

Dziś (8 maja), mimo oczekiwań, sędzia Piotr Żywicki nie zakończył trwającego od ponad trzech lat procesu przeciwko grupie oskarżonej o sprzedaż kobiet do domów publicznych w Niemczech. Nie stawił się bowiem jeden z obrońców. Pozostaje także otwarta kwestia kwalifikacji czynu, bo zmienił się polski kodeks karny, który musiał zostać dostosowany do prawodawstwa unijnego. Wyrok zapadnie prawdopodobnie 12 czerwca.

Na ławie oskarżonych zasiada osiem osób. Mają różne zarzuty, a najpoważniejszy to handel żywym towarem. Mężczyźni mieli proponować kobietom pracę w charakterze barmanek, opiekunek dzieci i osób starszych. Ostatecznie trafiały one do domów publicznych na terenie Niemiec, gdzie były bite i zmuszane do prostytucji. Uciekły, ale dopiero po trzech latach zdecydowały się przerwać milczenie.
       W ostatnich miesiącach w sprawie nic nie drgnęło, bo elbląski sąd czekał na informacje od niemieckich śledczych. Chodziło o identyfikację osób, których nazwiska bądź pseudonimy przewijały się w elbląskim procesie.
       - Okazało się, że nie można odnaleźć akt w całości [w Niemczech kilka lat temu toczył się proces podobny, także stawiano zarzuty handlu ludźmi – red.], ale z pozostałych materiałów nic nie wynika dla naszej sprawy – mówił dziś sędzia Piotr Żywicki.
       Elbląski proces mógłby się więc zakończyć nawet dziś, ale nie stawił się jeden z obrońców. Zastępował go co prawda mecenas Stanisław Borzdyński, ale nie posiadał on substytucji na wygłoszenie mowy końcowej.
       Pozostaje jeszcze jedna ważna kwestia. Sędzia Żywicki zapowiedział, że istnieje możliwość zmiany kwalifikacji czynu oskarżonych, bo po rozpoczęciu procesu zmienione zostało prawo karne i dostosowane do prawodawstwa unijnego. Początkowo oskarżonym o handel żywym towarem groziła kara do 15 lat więzienia. Teraz okazało się, że mogą odpowiadać z innego artykułu, czyli za nakłanianie innych osób do uprawiania prostytucji lub jej ułatwianie. A za to kara jest znacznie niższa.
       - Zmieniło się prawo. Nie ma art. 253 kk, uchylony został art. 204 par. 4, a w związku z tym możliwości karania się ograniczyły – mówił adwokat trzech oskarżonych Stanisław Borzdyński. - Nie ma zbrodni i w tej chwili możemy rozmawiać o zagrożeniu karą do 3 lat więzienia. W odniesieniu do niektórych oskarżonych nawet można warunkowo umorzyć postępowanie, a przypominam, że niektórzy siedzieli 2 lata w areszcie – wskazał. - Choć jesteśmy zdania, że dowody przemawiają za uniewinnieniem naszych klientów – dodał adwokat. – I tylko to nas interesuje.
       - Nikt nikim nie handlował – zaznaczył Stanisław Borzdyński. - Dwie czy trzy panie zajmujące się zawodowo prostytucją pojechały do pracy do Niemiec.
       - Stoję na stanowisku, że doszło do handlu ludźmi – ripostował prokurator Mariusz Marciniak z Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku. - Jedna z pokrzywdzonych przyznała, że zaproponowano jej lepsze warunki pracy w agencji towarzyskiej w Niemczech, zaś cztery pozostałe, że obiecano im pracę barmanki, opiekunki do dzieci, pomocy kuchennej bądź pomocy dla osób starszych. Ostatecznie wszystkie skończyły w agencji towarzyskiej – najpierw w Berlinie, a potem we Frankfurcie. Zeznały, że były bite, odurzane narkotykami, alkoholem, by były bardziej posłuszne i nie uciekły. Zabrano im dowody osobiste. W końcu jednak uciekły dzięki pomocy obywatela polskiego – kontynuował prokurator. - Wróciły do kraju w złym stanie psychicznym i nikomu nie powiedziały o tym, co zaszło. Dopiero po trzech latach zdecydowały się sprawę zgłosić organom ścigania. Co do wymiaru kary – dodał - 12 czerwca zgłoszę wnioski w tym zakresie. Uważam, że te kobiety zostały w Niemczech sprzedane osobom zarządzającym agencjami towarzyskimi i uważam, że to przestępstwo handlu -sprzedaży. Z zeznań poszkodowanych wynika, że za jedną osobę oskarżeni otrzymywali 2 tys. euro.
      
A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem (od najstarszych opinii)
Pokazuj od
najnowszych
Pokazuj od budzących
największe emocje
Reklama