UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Historia prawdziwa. Gdzie są nasze starodruki?

 
Elbląg, Historia prawdziwa. Gdzie są nasze starodruki?
(fot. Witold Sadowski, archiwum portEl.pl)

Początki Biblioteki Elbląskiej związane są z osobą Jana Myliusa i sięgają roku 1601. Mylius, będąc rektorem Elbląskiego Gimnazjum, przeprowadził nie tylko jego reformę, podnosząc je do rangi akademickiej, ale również założył przy nim bibliotekę. Za kwotę 200 florenów ofiarowanych przez Radę Miejską Elbląga zakupił on księgozbiór po zmarłym poprzedniku. O historii księgozbioru po 1945 r. na bazie dokumentów źródłowych pisze Dariusz Babojć. 

Przez lata kierowania szkołą przez Myliusa księgozbiór szybko się rozrastał, przede wszystkim dzięki zakupom dokonywanym z funduszy pochodzących z datków elblążan i Rady Miejskiej oraz dzięki darom książkowym po zmarłych profesorach, burmistrzach, pastorach i innych notablach miejskich (część z księgozbioru przetrwała do dzisiejszych czasów). W późniejszym okresie biblioteka przekształcona została w Bibliotekę Miejską, znaną jako Biblioteka Elbląska. To tu znajdowała się słynna Księga Elbląska. Przez ponad cztery wieki biblioteka wielokrotnie zmieniała swój adres. W 1915 roku została przeniesiona do budynku po dawnym Urzędzie Celnym przy Große Lustgarten 6 (obecnie plac Wolności, u zbiegu ulic Rycerskiej i Giermków), gdzie mieściła się do 1945 roku.

Księgozbiór Biblioteki Elbląskiej był wyjątkowy, imponujący i bezcenny, nic więc dziwnego, że po zakończeniu działań wojennych wielu chciało go zdobyć. Korzystając ze wszelkich możliwych sposobów, określali czterowiekowe budowanie biblioteki, jako spuściznę Stadtbibliothek Elbing - księgozbióru poniemieckiego, co jest nieprawdą!

 

Toruń nie odpuszczał

Historia zaczyna się ….pismem z 12 września 1946 roku Ministerstwa Ziem Odzyskanych, Departamentu Koordynacji i Planowania do Prezydenta Miasta Elbląga, w którym informuje, że nowo powstała placówka naukowa Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu stara się o przejęcie poniemieckiej biblioteki z przedwojennego Elbinga. Ministerstwo jednocześnie zaznacza, że „…stoi na stanowisku, że Biblioteka ta jest własnością samorządu miejskiego i z tego tytułu dysponowanie nią nie może opierać się na normach dotyczących innych księgozbiorów poniemieckich…”

Toruń nie odpuszczał, wiedział o co idzie gra i o jak bezcenny księgozbiór chodzi. Ministerstwo Ziem Odzyskanych, Departament Administracji Publicznej pismem z dnia 21 września 1946 roku informował Zarząd Miejski Elbląga, o kolejnym zwróceniu się przez Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika o przekazanie mu w depozyt księgozbioru z Elbląga.  Ówczesny Zarząd Miasta Elbląga nie miał zamiaru oddawać komukolwiek czterowiekowego dorobku elblążan budowania zasobu biblioteki. Za trzeźwość umysłu oraz rozsądek należy się mu wielki szacunek.

Władze nowo powstałego Uniwersytetu w Toruniu wiedziały, że powstanie palcówki naukowej bez Biblioteki Uniwersyteckiej nie ma racji bytu. Lobbowano, więc gdzie tylko było można, aby jak to podkreślano manipulacyjnie, w pismach urzędowych, poniemiecką bibliotekę na mocy dekretu o bibliotekach i opiece nad zbiorami bibliotecznymi niezwłocznie przekazać Bibliotece Uniwersytetu Toruńskiego. Takie stanowisko przyjęło Ministerstwo Oświaty w piśmie z 17 października 1946 roku do Prezydenta Miasta Elbląga. 

Pismem z 26 listopada 1946 roku Biblioteka Narodowa w Warszawie na wniosek Ministerstwa Oświaty uzyskała zezwolenie na wywóz z Elbląga 12 skrzyń ze starodrukami. Kolejny raz Zarząd Miasta Elbląga za pomocą fortelu uniemożliwił odebranie nam części księgozbioru.

Jednak Ministerstwo Oświaty pismem z dnia 16 grudnia 1946 roku do Ministerstwa Ziem Odzyskanych, Departamentu Likwidacyjnego zwraca się z prośbą o pomoc w zdobyciu księgozbioru, który chce udostępnić polskiej nauce oraz zabezpieczyć go przed szabrownikami. 

8 sierpnia 1947 roku Rada Narodowa w Elblągu na posiedzeniu podjęła uchwałę nr 174 i upoważniła Zarząd Miejski do podpisania umowy z Uniwersytetem w Toruniu do przekazania księgozbioru w depozyt dla nowo powstałej placówki naukowej na okres 25 lat. Umowę o przechowanie zawarto 6.XI.1947 roku

 

Przejmowanie książek

Prorektor Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu prof. dr. Karol Koranyi 5 listopada 1947 roku wystawił upoważnienie o sygnaturze 4848/47 dla dr. Stefana Burhardta do załatwienia wszelkich spraw związanych z przekazaniem Miejskiej Biblioteki miasta Elbląga do Torunia. Od tego momentu rozpoczyna się seria zdarzeń, których konsekwencje jako samorząd ponosiliśmy przez dekady, a właściwie do dziś ale o tym w apelu na samym końcu...

Dr Burhardt wystąpił następnie w imieniu Uniwersytetu do Zarządu Miasta Elbląga o wydanie 3 oddzielnych pozwoleń „…na poniedziałek dn. 10 listopada, wtorek 11.XI i środę 12.XI na postawienie wagonów na bocznicy Zarządu Miasta w celu załadowania książek z poniemieckiej Biblioteki Miejskiej. Pozwolenia te są wymagane przez władze kolejowe przy zamawianiu wagonów…”

 

Pokwitowania

Elbląg, 10 listopada 1947 roku. Dr Stefan Burhardt wystawia pokwitowanie „…odbiór 2500 tomów z księgozbioru poniemieckiego pobranych 10.XI .1947 roku na podstawie zezwolenia Ministerstwa Oświaty Nr N.D.B 2667/46 z dnia 17.X.1946 z Gimnazjum im. Króla Kazimierza Jagiellończyka w Elblągu dla Biblioteki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu…”pismo maszynowe i własnoręczny podpis. 

11 listopada 1947 roku. Dr Burhardt wystawia pokwitowanie „…odbiór 2-15 tonowych wagonów książek z księgozbioru poniemieckiej Biblioteki Miejskiej w Elblągu pobranych dnia 11.XI.1947 roku od Zarządu Miejskiego w Elblągu dla Biblioteki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu na podstawie umowy o przechowaniu zawartej w dniu 6.XI.1947 r….” pismo maszynowe i własnoręczny podpis. 

17 listopada 1947 roku -  dr Stefan Burhardt wystawia pokwitowanie własnoręcznie pisząc tekst i podpisując „…odbiór 60 dużych oraz 1200 małych skrzyneczek z klamrami według uzgodnienia od Zarządu Miasta Elbląg…”.

Ponownie 17 listopada 1947 roku - dr Stefan Burhardt wystawia pokwitowanie własnoręcznie pisząc tekst i podpisując „…Kwituję odbiór dla Biblioteki Uniwersyteckiej Mikołaja Kopernika w Toruniu 3 wagonów książek pobranych na podstawie umowy o przechowaniu zawartej dn. 6.XI.47 r….”

 

Warunki przekazania księgozbioru

Bardzo istotne zapisy w umowie o przechowanie księgozbioru zawarte były pod warunkami:

§2

a) Uniwersytet zobowiązuje na własny koszt przewieźć bibliotekę do Torunia i do 2 lat skatalogować książki wydane po roku 1850, pozostałe zaś w ciągu następnych 4-ch lat, licząc od dnia podpisania tej umowy.

b) Przewóz biblioteki z Elbląga do Torunia i skatalogowanie odbędzie się pod kontrolą Zarządu Miejskiego w Elblągu.

c) Dzieła odnoszące się do historii miasta Elbląga i Warmii oraz inne bezwzględnie potrzebne do użytku w Elblągu, zostaną zwrócone Gminie miasta Elbląga nie później jak do roku od dnia wystąpienia po nie przez Gminę.

W wypadku gdyby Gmina miasta Elbląga wystąpiła przed upływem 25 lat o zwrot jako potrzebnych do użytku miasta, co najmniej 25% księgozbioru, Gmina zwraca Uniwersytetowi udowodnioną część wydatków i nakładów połączonych ze skatalogowaniem i należytym przechowaniem, tych zwróconych Gminie książek.

§3. Gmina miasta Elbląga przelewa na Uniwersytet prawo ściągania rozproszonych wskutek wojny książek i innych obiektów bibliotecznych, pochodzących z niemieckiej biblioteki oraz upoważnia do pertraktacji z Ministerstwem i Instytutem Bałtyckim, mającym na celu wycofanie depozytu z Instytutu Bałtyckiego w Bydgoszczy do biblioteki uniwersyteckiej w Toruniu celem skomasowania całości w jednym punkcie i to w obrębie Wielkiego Pomorza.

§4.Czas trwania przechowania biblioteki umawiające się strony ustala na okres 25 lat. Czas trwania przechowania przedłuża się automatycznie na dalszych lat 25 o ile nie później jak na 3 lata przed pływem terminu 1-szego nie nastąpi wypowiedzenie tej umowy przez którąkolwiek ze stron. Koszt transportu biblioteki z Torunia do Elbląga obciąża Uniwersytet…”

Prezydium Rady Narodowej w Elblągu pismem z 21.12.1957 roku powołując się na §2 zwróciło się do Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika o 15-20% zdeponowanego księgozbioru dotyczącego historii miasta Elbląga, Warmii, Powiśla. Przy okazji w piśmie tym zauważają, że Uniwersytet pomimo upływu 10 lat nie zrealizował zapisu umowy §2 punkt a.b. „…w zakończeniu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej nadmienia, że Miejska Biblioteka Publiczna jest niniejszym upoważniona do dalszych rozmów i korespondencji związanych ze sprawa księgozbiorów elbląskich zdeponowanych w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu…”.

Z Biblioteki Głównej Uniwersytetu pismem o sygnaturze B-36/23/57/58 z 5 lutego 1958 roku nadeszła odpowiedź do Dyrektora Biblioteki Miejskiej w Elblągu Tadeusza Ordyniec, w której czytamy „…Wycofanie z B-ki naszej około 20% pozycji pochodzących z Elbląga, a dotyczących m. Elbląga, Warmii, Powiśla-osłabi warsztat naukowy historyczny naszej Uczelni. W Elblągu natomiast potrzebne nam materiały nie będą wykorzystane…” Podpisała dyrektor Biblioteki dr Maria Puciatowa. To nazwisko należy zapamiętać, bo odegra ważną rolę.

Mimo że Zarząd Miasta Elbląga poinformował Uniwersytet w Toruniu we wcześniejszych pismach o tym, że w sprawie zwrotu księgozbioru do Elbląga mają kontaktować się z Biblioteką Miejską w Elblągu, Uniwersytet pismem z 27 grudnia 1958 roku informuje Zarząd Elbląga, że „…Największe trudności w akcji rewindykacyjnej wynikają z braku czasu Biblioteki Głównej. Pracownicy Biblioteki w godzinach urzędowych zająć się sprawami rewindykacji nie są w stanie. Można tą sprawę przeprowadzić wyłącznie w formie prac zleconych (w czasie prywatnym bibliotekarzy). Fundusze na prace zlecone winno znaleźć MRN w Elblągu. Uniwersytet natomiast zrezygnowałby w takim wypadku z wydatków poniesionych w związku z opracowaniem i przechowywaniem książek. /§2 p.c. „umowy”/. Prof. dr Henryk Szarski, Rektor UMK...”.

Zarząd Miasta 18 stycznia 1960 roku pisze do Rektora Uniwersytetu „…Dyrekcja Biblioteki im. M.K. stwarza Bibliotece Miejskiej coraz to nowe nieuzasadnione trudności w przejęciu księgozbiorów.(…) Tymczasem Dyrekcja Biblioteki przyjęła obecnie taktykę nieodpowiadania na pisma Miejskiej Biblioteki Publicznej w Elblągu w tej sprawie …”.

Wymiana korespondencji trwała rok czasu i tylko dzięki determinacji i konsekwencji przedstawicieli Elbląga udało się doprowadzić do spotkania obu stron w sprawie zawartej w 1947 roku umowy o przechowanie księgozbioru. 

2 kwietnia 1961 roku doszło do spotkania w Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie Elbląg reprezentowali Włodzimierz Sak - kierownik Wydziału Kultury, Tadeusz Ordyniec - kierownik Biblioteki Elbląskiej z Prorektorem UMK Prof. Dr Kaźimierzem Biskubskim i Dyrektorką Biblioteki Głównej Marią Puciatową. Ze sporządzonego protokołu dowiadujemy się, że:

„1. W sprawie ilości zbiorów elbląskich zdeponowanych w Bibliotece Głównej UMK Dyrektor Puciatowa oświadczyła:

a. przed rokiem podano dokładna ilość (obliczona na podstawie inwentarza) wydawnictw nowych i XVIII-wiecznych, zwartych i ciągłych łącznie z dubletami 43 000 vol.

Skąd czerpie dane (ZANIŻONE) Biblioteka Elbląska, podając 20 000 vol., 28 000 vol., 30 000 vol….dzieł zdeponowanych, dyrektor Puciatowa nie wie.(...)

e) Sprawa zaginięcia 18-tu skrzyń rękopisów i starodruków w roku 1947 w Elblągu jest nieaktualna. Ówczesne poszukiwania zaginionych skrzyń nie dało rezultatu.

4. Punktem spornym jest wyłącznie sprawa kart katalogowych. Biblioteka Elbląska razem z książkami chce otrzymać karty katalogowe. Dyrektor Puciatowa uważa, że kart Elblągowi wydać nie może. Opisy katalogowe sporządzane w pośpiechu i przez personel słabo wyszkolony w roku 1947 i 1948 nie odpowiadają wymogom stawianym naukowemu opracowaniu. Opisy należy zrobić nowe. Celem rekompensaty ew. strat Dyrektor Puciatowa proponuje przerzucenie kosztów transportu rewindykowanych zbiorów na Uniwersytet. Karty zaś katalogowe sporządziłaby Biblioteka Elbląska…”

 

Jak Elbląg umowę wypowiedział

W podobnym tonie sprawa miała się przez dekady. 27 października 1994 roku wiceprezydent miasta Elbląga definitywnie wypowiedział umowę UMK. Przyczynić się do tego miało niezrealizowanie przez Bibliotekę UMK niektórych punktów „Umowy” z 1947 roku. Czyli skatalogowanie zbiorów nie odbyło się pod kontrolą Zarządu Miasta, do Elbląga nie dotarł wykaz pozycji przekazanych Bibliotece UMK, a dublety nie zostały zinwentaryzowane. W 1997 roku Rada Miasta Elbląga potwierdziła swoją wcześniejszą decyzję, aby zdeponowany księgozbiór z Torunia wrócił do Elbląga najpóźniej do końca 2000 roku. Ponieważ w 2001 roku Elbląg chciał świętować 400-lecie biblioteki Gimnazjum Elbląskiego, poprzedniczki biblioteki miejskiej, dlatego też bardzo zależało Zarządowi na szybkim odzyskaniu cennych woluminów.

 

Ważne pytania

Warto zastanowić się, kto na tej umowie zyskał, a kto być może stracił? Czy wszystkie księgi nam zwrócono? Gdzie się podziało 18 skrzyń z najcenniejszymi starodrukami? Jedno jest pewne: my jako prawowici spadkobiercy, jako samorząd właściciele tego księgozbioru mamy prawo wiedzieć, gdzie się podziały zaginione starodruki i inne pozycje z przedwojenne Biblioteki Miejskiej Elbląga. Mamy prawo do ich zwrotu lub rekompensaty.

Apeluję więc do Was wszystkich o czujność i monitoring aukcji, na której wychodzą dzieła z naszego miasta tak jak to miało miejsce chociażby z wystawieniem na jednej z aukcji dzieła Jana Heweliusza "Machina Coelestis" z kolekcji przedwojennej naszej biblioteki.

Lub też okazuje się, że są na stanie innych bibliotek jak na przykład te z pieczęciami i sygnaturami elbląskimi :

W Gdańsku

https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/16518/edition/58541/content

https://pbc.gda.pl/dlibra/doccontent?id=58541

https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/16592/edition/61477/content

https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/65428/edition/58878/content

https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/16591/edition/61496/content

https://pbc.gda.pl/dlibra/publication/14179/edition/16530/content

W Toruniu

https://kpbc.umk.pl/dlibra/publication/20666/edition/31686/content

https://kpbc.umk.pl/dlibra/publication/20657/edition/31809/content

https://kpbc.umk.pl/dlibra/publication/82457/edition/90017/content

To obecni właściciele mają obowiązek udowodnić, skąd maja te pozycje bo to, że pochodzą z Elbląga nie ma żadnej wątpliwości... Pełen dobrej nadziei

Dariusz Babojć vel Wowka

 

Źródła:

1. Archiwum Zakładowe UM w Elblągu

2. Stefan Czaja „O korzyściach i kłopotach, które stwarzają poniemieckie zbiory przemieszczone w bibliotece UMK w Toruniu"

„…Szacujemy, że z poniemieckich księgozbiorów przemieszczonych do zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej i bibliotek zakładowych weszło na stałe od 300 000 do 350 000 wol. książki, które okazywały się dubletami, przez całe lata stały do dyspozycji polskich bibliotek w ramach wymiany, głównie z powstającymi nowymi uczelniami, np. WSP w Słupsku, Białymstoku, Zielonej Górze. Wykazywano je także na obszernych listach dubletów. Zasilały wtedy nawet największe książnice w kraju: Bibliotekę Narodową, Bibliotekę Jagiellońską, biblioteki uniwersyteckie i inne. Szacujemy, że w ten sposób rozeszło się po kraju ok. 300 000 wol. Dublety te także przez cały czas były przekazywane do Niemiec. Zajmował się tym przede wszystkim Antykwariat Naukowy w Bydgoszczy oraz wydawca Otto Sagner w Monachium i antykwariat Keipa we Frankfurcie nad Menem. Ceny poszczególnych egzemplarzy nie były wysokie, a za uzyskane pieniądze - atrakcyjne dla nas z powodu znacznej przecież różnicy kursów marki i złotego - zamawialiśmy wydawnictwa, głównie na bezpośrednie życzenie naszych profesorów. Do współpracujących czy prowadzących z nami wymianę wydawnictw bibliotek niemieckich wysłaliśmy stosunkowo niedużo egzemplarzy. Oceniamy, że łącznie za granicę przekazaliśmy ok. 50 000 wol…

3. Dominika Czyżak „Zanim księgozbiór elbląski do Torunia dotarł" 

4. Wanda A. Ciszewska „Biblioteki Torunia 1945-50”


        

.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
  • To dla po co ul. Myliusa jest Nad Jarem a nie na starówce??
  • Wielu elblążan nie wiem o tej wywózce naszego dziedzictwa. Czas zrobić z tym porządek. Dobry tekst Hashtagi: #doktor
  • Ciekawy wątek z tą aukcją dzieła Jana Heweliusza "Machina Coelestis"kto go wystawił i skąd miał?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    9
    0
    Fan_Gargamela(2020-07-07)
  • W tym calym wojennym I powojennym bajzlu, dobrzre ze ruski soldat nie zrobil z ksiegozbioru ogniska albo warszawski szabrownik nie zaopiekowal sie w odpowiedni sposob tym skarbem, a to ze ma Torun? to juz male piwo. Garbusiarz cyklista
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    3
    Zbyszek 1(2020-07-07)
  • Ciekawy artykuł, ale wymaga pewnych uściśleń. Sytuacja nie była tak czarno-biała, że jacyś "oni"chcieli zabrać "nasz"księgozbiór. Przede wszystkim trzeba pomyśleć o tym w szerszym kontekście i uwzględnić kontekst historyczny powojennej rzeczywistości. Poniemiecka biblioteka nie była uważana przez Polaków za "nasze dziedzictwo"i "cenny skarb". Miasto miało świadomość, że są tam cenne zbiory, ale nie miało pieniędzy na to, aby zająć się częściowo zniszczonym budynkiem i zbiorami - były ważniejsze sprawy. Decyzja nie była łatwa. Warto pamiętać również o tym, że w całym kraju trwała akcja zabezpieczania księgozbiorów, istniały specjalne zbiornice, gdzie zwożono książki. Przytoczone przykłady linków do bibliotek cyfrowych zawierają książki z pieczęciami różnorodnych instytucji elbląskich, ale nie są to stemple dawnej Stadtbibliothek Elbing (nie wszystko, co ma "Elbing"na pieczątce pochodziło z dawnej Biblioteki Miejskiej!)- mogły zatem trafić do innych księgozbiorów np. ze zbiornic księgozbiorów. Polecam autorowi poszerzyć swój warsztat detektywistyczny o garść informacji z zakresu historii bibliotek i badań proweniencyjnych; )Niemniej doceniam samo podjęcie tematu. ***
  • @Johny_deer - "To dla po co ul. Myliusa jest Nad Jarem a nie na starówce??"Dla po co? A co to dla po co?
  • W wojennym I powojennym balaganie najwazniejsze, ze jakos sowiecki soldat nie spalil ksiegozboru aby sie ogrzac, lub warszawski szabrownik nie przytulil skarbu nie zdajac sobie sprawy z jego wartosci, ale tak na wszelki wypadek. dlatego tez ksiazki the, czy sa w Toruniu czy w ewwnt w Elblagu to male piwo. Garbusiarz cyklista
  • @Zbyszek1 - Jak ocalały to dobrze, jednak warto, aby powróciły do Elbląga. :)
  • najważniejszy starodruk i jeden z najważniejszych w PL czyli Księga Elbląska z XIII- XIV wieku zaginął i znajduję się w prywatnych złodziejskich rękach lub spłonął, np w WWA archiwum akt danych straciło 90% zbiorów - spaliły się, a swoją drogą biblioteka elbląska załozona została w 1601 roku przez właśnie Jana Myliusa nie rozumiem dlaczego nazywa się Cypriana Norwida bez sensu, nie ujmuję zasług panu Norwidowi itd ale to absurd równie dobrze może nazywać się in Słowackiego, przypominam że do rozbiorów Elbląg był w RP
  • a pochwalę się : posiadam starodruk z 1794,list pisany w imieniu króla pruskiego, kupiłem nie ukradłem :D
  • @007 - to pokaz paragon
  • A faktura może być??
Reklama