UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Meble Wójcik wstrzymają produkcję, wprowadzają pakiet dla pracowników

 
Elbląg, Meble Wójcik wstrzymają produkcję, wprowadzają pakiet dla pracowników
(fot. Anna Dembińska)

Do końca marca fabryki firmy Meble Wójcik, największego pracodawcy w Elblągu, zatrzymają produkcję. W kwietniu pracownicy przejdą na tak zwane postojowe. - Jestem po rozmowach z załogą, przedstawiłem im plan działań do końca czerwca – mówi Piotr Wójcik, prezes firmy Meble Wójcik w rozmowie z portEl.pl

Rafał Gruchalski: - Wszyscy odczuwamy skutki pandemii koronawirusa, która dotyczy praktycznie całego świata. Jak Państwo, jako największy pracodawca w Elblągu, sobie radzicie w tej sytuacji?

Piotr Wójcik, prezes Meble Wójcik: - Jeszcze do poniedziałku byliśmy całkiem pewni, że nasza sytuacja jest w miarę stabilna i przewidywalna, nasi klienci również wykazywali chęć zakupową. Od tego momentu do środy zaczęły się jednak zamykać jeden po drugim prawie wszystkie sklepy naszych partnerów handlowych, zaczęły pojawiać się krajowe zakazy handlu w Polsce, Niemczech, Austrii i na innych rynkach. W ślad za tym zaczęto zamykać magazyny sieci handlowych i sklepów. Dostawaliśmy informacje z prędkością karabinu maszynowego, że klienci anulują zamówienia, redukują, przekładają je na czas nieokreślony. Handel nie działa, magazyny są pełne.

W środę i czwartek robiliśmy bilanse co godzinę i sytuacja, która zmieniała się dynamicznie, była jasna, że zostajemy maksymalnie może z 10 procentami zamówień i to do odwołania. Wiedzieliśmy już, że najpóźniej w przyszłym tygodniu musimy zacząć zatrzymywać naszą produkcję i dystrybucję oraz funkcjonowanie firmy. Musimy to przeczekać.

 

- Jak się wygasza produkcję w firmie, która ma trzy fabryki i zatrudnia ponad 1500 osób?

- Nigdy nie spodziewałem się, że będę musiał takie działania przeprowadzić. Mamy oczywiście jako zarząd scenariusze awaryjne, ale powiem szczerze, że leżały one bardzo głęboko w szufladach. Takich sytuacji nie przeprowadza się z dnia na dzień, a my tak naprawdę zostaliśmy postawieni przed faktem w ciągu 48 godzin, bez ostrzeżenia, kiedy firma jest w pełnym rozpędzie. Ostatni rok był rekordowy pod względem produkcji i sprzedaży, pierwszy kwartał tego roku zapowiadał się jeszcze lepiej. Bardzo dobrze się rozwijaliśmy, nawet ponad plan. To tak jakby zatrzymać pociąg TGV z pełnego pędu w jedną sekundę, do tego można porównać naszą sytuację.

W czwartek przygotowaliśmy plan działań na najbliższe tygodnie i miesiące, by „przezimować” tę sytuację. Nadrzędnym celem, i to nie jest slogan, jest to, aby firma przeżyła. Jesteśmy pewni, że tak się stanie i to z kompletną załogą. W piątek mieliśmy spotkania z pracownikami, osobiście przekazywałem im szczegóły planu na najbliższe tygodnie i miesiące, by mieli zapewnione finansowe bezpieczeństwo.

 

- Jakie są konkretne rozwiązania?

- Najważniejszy komunikat: nie będzie grupowych zwolnień załogi. Chcemy w tym kształcie i z tym zespołem przeczekać tą przerwę. W przyszłym tygodniu nasze fabryki i magazyny się zatrzymają, z niektórymi wyjątkami, bo mamy jeszcze szczątkową dystrybucję na niektóre rynki. Nie możemy nadal masowo produkować i odkładać produktów do naszych magazynów, bo to ma wpływ na zmniejszenie płynności firmy.

W całym kryzysie, który jest bez precedensu w historii świata, najgorszym jest brak osi czasu. Nikt nam nie może powiedzieć dzisiaj, żaden ekonomista, kiedy to się skończy. A żeby robić jakikolwiek projekt w firmie, potrzebne jest określenie czasowego horyzontu. Pracownikom staraliśmy się przedstawić najbardziej realny scenariusz na kolejne miesiące. Co to znaczy? Po rozwoju sytuacji w kraju i na innych naszych rynkach podstawowych widzimy, że handel nie ruszy tam na pewno do końca kwietnia. Dlatego pracownicy marzec dokończą normalnie: albo w pracy albo na planowanych urlopach. W kwietniu przechodzimy na postojowe, zgodnie z kodeksem pracy. Przekazaliśmy pracownikom, że w najczarniejszym ze scenariuszy przewidujemy postój do końca czerwca, mając jednak nadzieję, że handel ruszy w maju. Każdy sygnał od klientów, że rynek się otwiera i klienci zaczynają ponownie zamawiać, spowoduje, że następnego dnia ruszamy do pracy. Nie chcę wybiegać dalej niż koniec czerwca, bo wszyscy możemy sobie tylko wyobrazić, jak wielki będzie kryzys na świecie, jeśli ta sytuacja potrwa dłużej.

  Elbląg, - Jestem po rozmowach z załogą, przedstawiłem im plan działań do końca czerwca – mówi Piotr Wójcik, prezes firmy Meble Wójcik
- Jestem po rozmowach z załogą, przedstawiłem im plan działań do końca czerwca – mówi Piotr Wójcik, prezes firmy Meble Wójcik (fot. Anna Dembińska)

 

- Jakie są finansowe warunki postojowego dla pracowników? Czy takie dokładnie, jak przewiduje kodeks pracy czy Państwa firma wypracowała swoje własne rozwiązania?

- Postojowe będzie w kwietniu i - jeśli taka będzie konieczność – w maju. W czerwcu, jeśli czarny scenariusz się spełni, przyspieszymy urlopy wypoczynkowe, które zwykle w naszej firmie były planowane w lipcu. Jeżeli po urlopie, normalnie naliczonym i wypłaconym, nie będzie nam dane wystartować, to dopiero wtedy będziemy przechodzić na urlopy bezpłatne. Mamy nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie.

Pracownicy wynagradzani w stawkach godzinowych otrzymają postojowe zgodne z kodeksem pracy, czyli pełną podstawę. Pracownicy z wynagrodzeniami ryczałtowymi otrzymają średnią z trzech ostatnich miesięcy, pomniejszoną o 30 procent. Cała firma, bez względu na dział, łącznie z zarządem, będzie traktowana uczciwie w tej sytuacji i solidarnie.

 

- Czy wprowadziliście dodatkowe środki ostrożności w firmie, gdy okazało się, że zagrożenie koronawirusem dotarło do naszego kraju?

- Mamy całą listę środków bezpieczeństwa. Wstrzymaliśmy odwiedziny w firmie, wyjazdy służbowe i wprowadziliśmy dodatkową dezynfekcję powierzchni biurowych zwłaszcza klamek, poręczy. Kierowcy, którzy przyjeżdżali do fabryk z firm zewnętrznych mieli wyznaczone strefy, których nie mogli opuszczać, nie mogli wchodzić na teren zakładów. Kupiliśmy dodatkowe środki zabezpieczenia osobistego dla pracowników mających kontakt z osobami z zewnątrz. Wynajęliśmy 50 laptopów z firm zewnętrznych, by zorganizować dla części załogi pracę zdalną. To wszystko ma nas odizolować od ewentualnej transmisji koronawirusa i te środki zostaną utrzymane do momentu, aż zatrzymamy produkcję.

 

- Meble Wójcik odczuły efekt domina w skali światowej, ale jako główny producent i pracodawca w regionie spowodujecie efekt domina w lokalnej skali, w firmach które z Wami współpracują...

- Sytuacja jest jeszcze bardziej przykra. Kryzys dotyka całą branżę meblarską, może z wyjątkiem sprzedaży e-commerce. W przyszłym tygodniu zatrzymują się wszystkie największe fabryki meblowe w Polsce, niemieckie już stoją. Nasza branża będzie jedną z tych, która najbardziej ucierpi, tak jak turystyka, motoryzacja czy linie lotnicze.

Wiemy, że mamy duży wpływ na rynek lokalny. Jesteśmy już po rozmowach z naszymi lokalnymi dostawcami i nie zostawimy ich samym sobie. Będziemy się z nimi rozliczać na mocy porozumień, by mieli gwarancję, że ich faktury zostaną przez nas zapłacone. Nikt nikogo nie zostawi na lodzie – ani pracowników, ani dostawców. Mamy silnych klientów w Europie i spoza Europy. Są to na tyle silne firmy, że nie widać, by któraś z nich nie chciała płacić należności wobec nas. Jestem pewien, że w tym całym łańcuchu wszyscy przetrwamy. Tak do tego podchodzę. To przejściowa sytuacja, musimy się w niej wszyscy szanować, dbać o siebie nawzajem. Nie będzie może tak komfortowo, jak było do poniedziałku, ale damy radę. Takie jest podejście dzisiaj w całej branży.

Jestem wiceprezesem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, zrzeszającej 140 największych firm w branży i wspólnie z moimi konkurentami próbujemy rozmawiać z rządem, by nasza branża – zatrudniająca w całym kraju ok. 250 tysięcy osób – dostała wsparcie. Branża nigdy nie prosiła o dużą pomoc państwa, ale w tej wyjątkowej sytuacji liczymy na to, że państwo też stanie na wysokości zadania i dofinansuje etaty pracowników, udostępni narzędzia pomocowe dla firm, również tych dużych.

 

- Rządy krajów z zachodniej Europy proponują takie rozwiązania. Na przykład w Wielkiej Brytanii mowa nawet o 80 procentach dofinansowania do pensji pracowników. W propozycji polskiego rządu nie ma o tym mowy na razie...

- Jako państwo zupełnie nie jesteśmy przygotowani do tej sytuacji. W Niemczech czy Austrii istnieje coś takiego jak „kurzarbeit”. To rozwiązanie, w którym pracodawca – w przypadku braku zamówień spowodowanych takim kryzysem – wysyła pracowników na coś w rodzaju „przymusowych wakacji”, a państwo płaci pracowników 80 procent średniej pensji i to nawet przez 24 miesiące. Przedsiębiorca nie musi się martwić o najbardziej stałe koszty w firmie i może przetrwać, a pracownik też ma zapewnione bezpieczeństwo finansowe. Dodatkowo przedsiębiorca może liczyć na specjalne kredyty płynnościowe.

My dzisiaj prosimy rząd o reakcję, ale do tej pory nie wiemy, na co możemy liczyć. Nie ma ani specustawy, ani terminu jej wprowadzenia. Nie ma żadnych konkretów. To wszystko, co proponujemy naszym pracownikom, wyliczyliśmy, nie biorąc pod uwagę wsparcia z zewnątrz. To pracownikom powiedzieliśmy otwarcie. Na to firmę, na okres do końca czerwca, stać. Powiedziałem też, że pakiet nie jest do negocjacji, bo gdybyśmy go zwiększyli, to firma do końca czerwca mogłaby nie dotrwać.

 

- Myśli Pan, że branża meblarska wyjdzie z kryzysu silniejsza – po tych wszystkich perturbacjach, które ją czekają?

- Kryzys trwa i będzie się pogłębiał wraz rozwojem epidemii. Ciężko mi dzisiaj przewidzieć, jak to będzie wyglądało. Rolą państwa jest edukować i komunikować nie tylko o tym, że istnieje zagrożenie dla zdrowia, co jest najważniejsze, ale także o tym, co nas wszystkich czeka pod względem gospodarczym. Jak wielkim zagrożeniem jest ten kryzys dla społeczeństwa. Za mało jest takich informacji.

Gospodarki będą rozchwiane, przyjdzie recesja. Nie wiem, jak będzie wyglądał nasz rynek. Meble to są dobre trwałe, nie są produktami pierwszej potrzeby. Nawet jeśli nasz rynek ruszy w maju czy czerwcu, będzie powoli wracał do formy. Wszystko zależy od naszych klientów, to oni są specjalistami od handlu. My produkujemy i dystrybuujemy i będziemy fabryka po fabryce, albo wszystkie naraz, przestawiać je na stare tory. Będziemy przygotowywać różne scenariusze „odpalenia” firmy, by dopasować się ponownie do rynku. Branża na pewno się zmieni.

Firmy zderzyły się bardzo dynamicznie z czymś, co jest od nich totalnie niezależne. Są w takiej sytuacji pierwszy raz. Każdy powinien zrozumieć, że nie ma dzisiaj dobrych wiadomości. Musimy tę sytuację przejść razem, godząc się na kompromisy. Damy radę, głowy do góry!

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama