Jeszcze nie zachód, ale już nie Rosja

Kojarzone z tajemnicą Bursztynowej Komnaty, niegdyś niemieckie, obecnie rosyjskie. Miasto, gdzie splatały się losy różnych narodów. Kaliningrad to miejsce o bogatej historii i tradycji, obecnie coraz bardziej dostępne z powodu małego ruchu granicznego. O tym jak obecnie wygląda Kaliningrad, a także obwód kaliningradzki opowiadał Adam Hlebowicz, dziennikarz, historyk i dyrektor Radia Plus w Gdańsku.
Poszukiwania tożsamości
Jak opowiadał Adam Hlebowicz, autor książki „Kaliningrad bez wizy”, który wczoraj (26 marca) gościł w Elblągu, młode pokolenie urodzone w Kaliningradzie jest coraz bardziej zainteresowane korzeniami. Ich dziadowie pochodzą z tzw. Wielkiej Rosji, ale oni tam nie byli, w związku z tym coraz bardziej interesują ich korzenie pruskie, zamierzchłe historie z tych czasów, świadomość tych ludzi bardzo się zmienia. Podczas jednej z wizyt w Kaliningradzie Adam Hlebowicz dowiedział się kiedyś, że koło Wału Litewskiego znajdował się cmentarz żydowski, postanowił go odnaleźć.
– Zapytałem jedną starszą osobę, ona mówi, że nie wie o co chodzi, tak samo z drugą czy trzecią. Szła tamtędy również grupa nastolatków, nie bardzo wierzyłem w to, że będą w stanie mi pomóc, ale zapytałem, gdzie to może być. Jeden z chłopaków powiedział „Ja pana zaraz zaprowadzę” i prawie wziął mnie pod rękę. Zapytałem więc, skąd on wie o tym cmentarzu. On odpowiedział, że się tutaj wychował, a wszystkie jego najlepsze zabawy były właśnie tutaj. Tam rzeczywiście bardzo niewiele zostało, kilka kamieni, taka płyta pamiątkowa – opowiadał Adam Hlebowicz. – To dobrze ilustruje fakt, że to młode pokolenie zupełnie inaczej patrzy na historię tych ziem niż starsze pokolenie, zwłaszcza to najstarsze, które wyrzuca z pamięci tę pruską przeszłość.
I dodał, że wynika to z wojennej historii, z głęboko zakorzenionej dumy ze zwycięstwa nad żołnierzami hitlerowskimi, a co za tym idzie ze swego rodzaju mentalnością niszczenia niemieckich pamiątek czy zabytków.
Praktycznie 100 proc. mieszkańców obecnego obwodu Kaliningradzkiego to przybysze, ludności miejscowej nie ma prawie wcale. Przedwojennych mieszkańców bardzo ciężko znaleźć, chociażby z powodu metryki.
– Był taki ciekawy przypadek, Łotysza, który pracował w stacji ornitologicznej na Mierzei Kurońskiej. W czasie wojny służył w armii hitlerowskiej, jak większość Łotyszy, czasy sowieckie przetrwał dlatego, ponieważ był tak wybitnym specjalistą w tematyce ornitologicznej, że władza sowiecka przymknęła oko na jego przeszłość, pozwoliła mu zostać – opowiadał Adam Hlebowicz.
Jak mówił, większość młodych ludzi jest dumna z faktu, że obwód Kaliningradzki jest takim najbardziej wysuniętym na zachód przyczółkiem rosyjskim i odmiennym od Wielkiej Rosji.
– Pewna młoda osoba, pracująca w kaliningradzkim muzeum, zapytała mnie czy podoba mi się Sobór Chrystusa Zbawiciela, który znajduje się w centrum miasta. Odpowiedziałem, że tak, że jest ładny, podobny do tego w Moskwie. Ona natomiast powiedziała, że jej się on nie podoba. I że chociaż ona jest Rosjanką, jest prawosławna to uważa, że powinno tam stać coś neogotyckiego, coś co pasowałoby do tożsamości tych ziem – opowiadał Adam Hlebowicz. – Uzasadniła to w ten sposób, że ludzie z Wielkiej Rosji nie przyjeżdżają tutaj po to, aby oglądać imitację cerkwi, które mają u siebie, a po to, aby zobaczyć gotyk, grób Kanta, zamki, które ocalały. Mam takie przeświadczenie, że oni zaczynają szukać tożsamości, sięgają do pruskiej przeszłości.
Jak mówił autor wracają stare niemieckie nazwy, oczywiście nie oficjalnie, ale jako nazwy hoteli, barów czy restauracji. Również i politycy obwodu zaczynają podkreślać swoje korzenie w swoich kampaniach, że pochodzą „stąd”, w rozmowach przewija się powiedzenie „jeszcze nie zachód, a już nie Rosja”, ta świadomość odrębności istnieje, tym bardziej teraz, gdy obwód przestał być bezpośrednio połączony z Rosją, tak jak w czasach ZSRR. To sprawia, że m.in. dlatego Moskwa bardzo uważnie przygląda się tym terenom.
Bursztynowa tajemnica
W sierpniu 1944 roku alianci dokonali pierwszych większych zniszczeń ówczesnego Königsberga, w tym zamku krzyżackiego, gdzie znajdowała się bursztynowa komnata. Erich Koch, nadprezydent Prus Wschodnich, podjął decyzję o tym, aby komnatę pochować w skrzynie. Do tej pory nie wiadomo co się z nią stało.
– Jedna z wersji jest taka, że w Palmnikach, a obecnie Jantarnyj, została zalana kopalnia Anna, jedna z wersji mówi, że na dnie tej kopalni Koch umieścił bursztynową komnatę, nie słyszałem jednak, aby były w tę stronę prowadzone badania. Tych wersji jest zresztą kilka, to dość zadziwiająca historia. Na pewno po bombardowaniach w sierpniu 1944 r. Bursztynowa Komnata została złożona do skrzyni. I co się z nią stało? Tutaj ślad się urywa – mówił Adam Hlebowicz. – Jak wiadomo Koch do końca swoich dni siedział w więzieniu w Barczewie. Przyjeżdżały do niego najwyższe władze PRL, przyjeżdżali Sowieci. Cały czas grał tą „kartą Bursztynowej Komnaty”, prowadził z nimi długie debaty, coś im tam opowiadał, cały czas ich szachował. Wielu ludzi twierdzi, że takim jego glejtem na długowieczność i niewykonany wyrok śmierci była właśnie Bursztynowa Komnata.
Oni tu, my tam
Jak mówił Adam Hlebowicz to nie jest tak, że tylko Rosjanie przyjeżdżają do nas, Polacy również podróżują za wschodnią granicę, chociaż trzeba przyznać, że najbardziej „żywy” jest ten pas przygraniczny, w samym Kaliningradzie spotyka się głównie biznesmenów. Natomiast Rosjanie jadą już nieco dalej, do Elbląga, Gdańska czy do Olsztyna. Ta struktura przejazdów jest taka, że od poniedziałku do piątku to Polacy przekraczają granicę, natomiast w weekendy przyjeżdżają Rosjanie. Jak mówił autor, coraz częściej interesują ich nie tylko zakupy, ale także to, jak mogą spędzić weekend.
Jak wiele wiemy o obwodzie? Jak się okazuje raczej mało. Wynikać to może z faktu, że wcześniej miasta te nie były zbyt atrakcyjne turystycznie. Tymczasem, jak opowiadał Adam Hlebowicz, na skutek „boomu gospodarczego”, który w Rosji zaczął się kilka lat temu, na przykład Kaliningrad wiele zyskał. Zmieniła się struktura miasta, pojawiły się centra handlowe, zniknął Lenin ustawiony na placu Pobiedy, miasto dynamicznie się rozwija, wraca się do korzeni historycznych. Obwód Kaliningradzki to także największa na świecie kopalnia bursztynu, liczne muzea, to przyroda Mierzei Kurońskiej, najstarsza na świecie stacja ornitologiczna „Fringiłła”, a także urok mniejszych miejscowości – Swietłogorska czy Zielonogradzka, a także niegdyś bardzo pilnie strzeżonego Bałtijska.
– Cyrk rosyjski zawsze stał na wysokim poziomie, każde duże miasto rosyjskie miało swój stały cyrk. Obecnie tego cyrku w Kaliningradzie nie ma, domyślałem się o co chodzi, ale nie podejrzewałem, że zostanie on zlikwidowany – opowiadał Adam Hlebowicz. – Otóż kiedyś w tym samym miejscu stała ogromna synagoga, kiedy pytałem wcześniej czy zostanie ona odbudowana mówiono mi, że raczej nie. Teraz okazuje się, że cyrku nie ma, a synagoga zostanie odbudowana, pokazuje to, jak zmienia się tożsamość miasta.
Jak opowiadał Adam Hlebowicz, autor książki „Kaliningrad bez wizy”, który wczoraj (26 marca) gościł w Elblągu, młode pokolenie urodzone w Kaliningradzie jest coraz bardziej zainteresowane korzeniami. Ich dziadowie pochodzą z tzw. Wielkiej Rosji, ale oni tam nie byli, w związku z tym coraz bardziej interesują ich korzenie pruskie, zamierzchłe historie z tych czasów, świadomość tych ludzi bardzo się zmienia. Podczas jednej z wizyt w Kaliningradzie Adam Hlebowicz dowiedział się kiedyś, że koło Wału Litewskiego znajdował się cmentarz żydowski, postanowił go odnaleźć.
– Zapytałem jedną starszą osobę, ona mówi, że nie wie o co chodzi, tak samo z drugą czy trzecią. Szła tamtędy również grupa nastolatków, nie bardzo wierzyłem w to, że będą w stanie mi pomóc, ale zapytałem, gdzie to może być. Jeden z chłopaków powiedział „Ja pana zaraz zaprowadzę” i prawie wziął mnie pod rękę. Zapytałem więc, skąd on wie o tym cmentarzu. On odpowiedział, że się tutaj wychował, a wszystkie jego najlepsze zabawy były właśnie tutaj. Tam rzeczywiście bardzo niewiele zostało, kilka kamieni, taka płyta pamiątkowa – opowiadał Adam Hlebowicz. – To dobrze ilustruje fakt, że to młode pokolenie zupełnie inaczej patrzy na historię tych ziem niż starsze pokolenie, zwłaszcza to najstarsze, które wyrzuca z pamięci tę pruską przeszłość.
I dodał, że wynika to z wojennej historii, z głęboko zakorzenionej dumy ze zwycięstwa nad żołnierzami hitlerowskimi, a co za tym idzie ze swego rodzaju mentalnością niszczenia niemieckich pamiątek czy zabytków.
Praktycznie 100 proc. mieszkańców obecnego obwodu Kaliningradzkiego to przybysze, ludności miejscowej nie ma prawie wcale. Przedwojennych mieszkańców bardzo ciężko znaleźć, chociażby z powodu metryki.
– Był taki ciekawy przypadek, Łotysza, który pracował w stacji ornitologicznej na Mierzei Kurońskiej. W czasie wojny służył w armii hitlerowskiej, jak większość Łotyszy, czasy sowieckie przetrwał dlatego, ponieważ był tak wybitnym specjalistą w tematyce ornitologicznej, że władza sowiecka przymknęła oko na jego przeszłość, pozwoliła mu zostać – opowiadał Adam Hlebowicz.
Jak mówił, większość młodych ludzi jest dumna z faktu, że obwód Kaliningradzki jest takim najbardziej wysuniętym na zachód przyczółkiem rosyjskim i odmiennym od Wielkiej Rosji.
– Pewna młoda osoba, pracująca w kaliningradzkim muzeum, zapytała mnie czy podoba mi się Sobór Chrystusa Zbawiciela, który znajduje się w centrum miasta. Odpowiedziałem, że tak, że jest ładny, podobny do tego w Moskwie. Ona natomiast powiedziała, że jej się on nie podoba. I że chociaż ona jest Rosjanką, jest prawosławna to uważa, że powinno tam stać coś neogotyckiego, coś co pasowałoby do tożsamości tych ziem – opowiadał Adam Hlebowicz. – Uzasadniła to w ten sposób, że ludzie z Wielkiej Rosji nie przyjeżdżają tutaj po to, aby oglądać imitację cerkwi, które mają u siebie, a po to, aby zobaczyć gotyk, grób Kanta, zamki, które ocalały. Mam takie przeświadczenie, że oni zaczynają szukać tożsamości, sięgają do pruskiej przeszłości.
Jak mówił autor wracają stare niemieckie nazwy, oczywiście nie oficjalnie, ale jako nazwy hoteli, barów czy restauracji. Również i politycy obwodu zaczynają podkreślać swoje korzenie w swoich kampaniach, że pochodzą „stąd”, w rozmowach przewija się powiedzenie „jeszcze nie zachód, a już nie Rosja”, ta świadomość odrębności istnieje, tym bardziej teraz, gdy obwód przestał być bezpośrednio połączony z Rosją, tak jak w czasach ZSRR. To sprawia, że m.in. dlatego Moskwa bardzo uważnie przygląda się tym terenom.
Bursztynowa tajemnica
W sierpniu 1944 roku alianci dokonali pierwszych większych zniszczeń ówczesnego Königsberga, w tym zamku krzyżackiego, gdzie znajdowała się bursztynowa komnata. Erich Koch, nadprezydent Prus Wschodnich, podjął decyzję o tym, aby komnatę pochować w skrzynie. Do tej pory nie wiadomo co się z nią stało.
– Jedna z wersji jest taka, że w Palmnikach, a obecnie Jantarnyj, została zalana kopalnia Anna, jedna z wersji mówi, że na dnie tej kopalni Koch umieścił bursztynową komnatę, nie słyszałem jednak, aby były w tę stronę prowadzone badania. Tych wersji jest zresztą kilka, to dość zadziwiająca historia. Na pewno po bombardowaniach w sierpniu 1944 r. Bursztynowa Komnata została złożona do skrzyni. I co się z nią stało? Tutaj ślad się urywa – mówił Adam Hlebowicz. – Jak wiadomo Koch do końca swoich dni siedział w więzieniu w Barczewie. Przyjeżdżały do niego najwyższe władze PRL, przyjeżdżali Sowieci. Cały czas grał tą „kartą Bursztynowej Komnaty”, prowadził z nimi długie debaty, coś im tam opowiadał, cały czas ich szachował. Wielu ludzi twierdzi, że takim jego glejtem na długowieczność i niewykonany wyrok śmierci była właśnie Bursztynowa Komnata.
Oni tu, my tam
Jak mówił Adam Hlebowicz to nie jest tak, że tylko Rosjanie przyjeżdżają do nas, Polacy również podróżują za wschodnią granicę, chociaż trzeba przyznać, że najbardziej „żywy” jest ten pas przygraniczny, w samym Kaliningradzie spotyka się głównie biznesmenów. Natomiast Rosjanie jadą już nieco dalej, do Elbląga, Gdańska czy do Olsztyna. Ta struktura przejazdów jest taka, że od poniedziałku do piątku to Polacy przekraczają granicę, natomiast w weekendy przyjeżdżają Rosjanie. Jak mówił autor, coraz częściej interesują ich nie tylko zakupy, ale także to, jak mogą spędzić weekend.
Jak wiele wiemy o obwodzie? Jak się okazuje raczej mało. Wynikać to może z faktu, że wcześniej miasta te nie były zbyt atrakcyjne turystycznie. Tymczasem, jak opowiadał Adam Hlebowicz, na skutek „boomu gospodarczego”, który w Rosji zaczął się kilka lat temu, na przykład Kaliningrad wiele zyskał. Zmieniła się struktura miasta, pojawiły się centra handlowe, zniknął Lenin ustawiony na placu Pobiedy, miasto dynamicznie się rozwija, wraca się do korzeni historycznych. Obwód Kaliningradzki to także największa na świecie kopalnia bursztynu, liczne muzea, to przyroda Mierzei Kurońskiej, najstarsza na świecie stacja ornitologiczna „Fringiłła”, a także urok mniejszych miejscowości – Swietłogorska czy Zielonogradzka, a także niegdyś bardzo pilnie strzeżonego Bałtijska.
– Cyrk rosyjski zawsze stał na wysokim poziomie, każde duże miasto rosyjskie miało swój stały cyrk. Obecnie tego cyrku w Kaliningradzie nie ma, domyślałem się o co chodzi, ale nie podejrzewałem, że zostanie on zlikwidowany – opowiadał Adam Hlebowicz. – Otóż kiedyś w tym samym miejscu stała ogromna synagoga, kiedy pytałem wcześniej czy zostanie ona odbudowana mówiono mi, że raczej nie. Teraz okazuje się, że cyrku nie ma, a synagoga zostanie odbudowana, pokazuje to, jak zmienia się tożsamość miasta.
mw