Muzyczna uczta Pana Bogusława

Lubię posłuchać Lutosławskiego, ale nie lubię Pendereckiego, poza utworem „Lacrimosa”. Ponadto w szkole jest zespół jazzowy prowadzony przez Marcina Gawdzisa i lubię posłuchać, jak grają – mówi Bogusław Stolarski, bohater spotkania w ramach Otwartych Drzwi Biblioteki Elbląskiej, który w niedzielę (31 maja) opowiadał o swych muzycznych inspiracjach.
Bogusław Stolarski, wieloletni dyrektor Państwowego Zespołu Szkół Muzycznych Elblągu, wybrał na to spotkanie Symfonię G-moll W.A. Mozarta, „Wiosnę” z „Czterech pór roku” A. Vivaldiego, „Bolero” M. Ravela, „Walc cesarski” J. Straussa oraz Menuet I. Paderewskiego. Rozmawiam z nim o tych wyborach, ale nie tylko o nich.
Aneta Puzdrowska: Dlaczego akurat te utwory wybrał Pan na spotkanie z muzyką poważną?
Bogusław Stolarski: Wybór spontaniczny. Pani Bogumiła Bruniecka z Biblioteki Elbląskiej odwiedziła mnie w szkole i poprosiła, bym wybrał utwory, które będą zaprezentowane podczas spotkania. Szybko podałem te tytuły, jednak dopiero później zastanowiłem się, dlaczego wybrałem właśnie te, a nie inne. Podałem Symfonię G-moll nie dlatego, że to Mozart, ale dlatego, że jest to pierwszy utwór, który grałem w Filharmonii Łódzkiej, poza tym niedawno grała ją Elbląska Orkiestra Kameralna.
Przy utworach Vivaldiego odpoczywam, poza tym jego utwory przypominają mi, że świat jest piękny. „Wiosna” jest utworem programowym. Pierwszy temat, najbardziej znany, mówi o tym, że wiosna nadchodzi, śpiewają ptaki, szemrze strumyk. W drugiej części pasą się owce na łące, panuje sielanka, słychać szczekanie psa. Natomiast trzecia cześć przedstawia wiejski taniec, słychać dudy oraz fujarki.
Ravel stworzył „Bolero” do widowiska baletowego i zadedykował je ówczesnej tancerce – Idze Rubinstein. Utwór oparty jest na 18-taktowym temacie. Rozpoczynają go cztery instrumenty, a kończy 26. Każdy instrument gra partię solową, po czym przechodzi do akompaniamentu.
„Walc cesarski” J. Straussa przygotowujemy ze szkolną orkiestrą. Zainteresował mnie w nim długi wstęp, nim zacznie się walc. Podczas gdy grano wstęp, cesarz przechodził przez salę i dopiero gdy zaprosił damę do tańca, rozbrzmiewały takty walca.
Natomiast Manuet Paderewskiego pośrednio jest związany z Symfonią G-moll Mozarta.
Co sprawiło, że został Pan dyrektorem Szkoły Muzycznej?
Z przekonań muzycznych uczę już od 50 lat. W Łodzi ukończyłem wszystkie szkoły i tam grałem, a przy okazji uczyłem w szkole. Natomiast dyrektorem zostałem za przypadku. Marzyłem o szkolnictwie, natomiast nie o takiej funkcji. Ukończyłem Liceum Muzyczne w Łodzi, a następnie Wyższą Szkołę Muzyczną. Następnie wyjechałem do Gdańska, gdzie również uczyłem. W latach 70. ówczesny wojewoda gdański powiedział, że chcą założyć szkołę w Malborku. Założyłem tam placówkę i pełniłem funkcję dyrektora. Natomiast kiedy w 1977 roku zmarł Józef Karpiński, zaproponowano mi pracę w elbląskiej Szkole Muzycznej.
Czy poza grą na skrzypcach uczył Pan gry na innych instrumentach?
Tak, na altówce. Liceum i Szkołę Wyższą skończyłem na skrzypcach. Następnie zacząłem grać w Filharmonii Łódzkiej na skrzypcach i altówce. Są to zbieżne instrumenty.
Czy można zauważyć, obserwując kolejne pokolenia, że dzisiejsza młodzież jest bardziej uzdolniona muzycznie?
Są inne uwarunkowania. Poziom artystyczny różnie oscyluje. Obecnie mamy dużo uzdolnionej młodzieży, chociaż ostatnie eliminacje do konkurs Chopinowskiego wykazały trochę słabszy poziom artystyczny – tylko ośmiu Polaków zakwalifikowało się do konkursu. W przyszłym roku odbędą się eliminacje do konkursu Wieniawskiego i będzie w nich startowała z Elbląga jedna uczennica – Karolina Nowotczyńska.
Można jednak stwierdzić, że obecnie poziom jest bardzo wysoki, więcej się wymaga od uczniów.
Jakiej muzyki słucha Pan na co dzień?
Na ogół, przyznam się, że nie słucham. Jednak jeśli już najdę czas, to lubię posłuchać Vivaldiego, Bacha, a także utworów Budki Suflera, Golec u Orkiestra oraz piosenek z lat 60. i 70. Poza tym lubię posłuchać Lutosławskiego, ale nie lubię Pendereckiego, poza utworem „Lacrimosa”. Ponadto w szkole jest zespół jazzowy prowadzony przez Marcina Gawdzisa i lubię posłuchać, jak grają.
Jak ocenia Pan Elbląską Orkiestrę Kameralną?
Bardzo dobra inicjatywa. Przez długi czas byłem mocno zaangażowany w to przedsięwzięcie, ponieważ działo się w Szkole Muzycznej. Dobrze, że powstała taka instytucja i że na potrzeby Elbląga, nawet takie ad hoc, jest obecna. Grają dobre koncerty. I jak najbardziej dobra decyzja, że ta orkiestra powstała.
Aneta Puzdrowska: Dlaczego akurat te utwory wybrał Pan na spotkanie z muzyką poważną?
Bogusław Stolarski: Wybór spontaniczny. Pani Bogumiła Bruniecka z Biblioteki Elbląskiej odwiedziła mnie w szkole i poprosiła, bym wybrał utwory, które będą zaprezentowane podczas spotkania. Szybko podałem te tytuły, jednak dopiero później zastanowiłem się, dlaczego wybrałem właśnie te, a nie inne. Podałem Symfonię G-moll nie dlatego, że to Mozart, ale dlatego, że jest to pierwszy utwór, który grałem w Filharmonii Łódzkiej, poza tym niedawno grała ją Elbląska Orkiestra Kameralna.
Przy utworach Vivaldiego odpoczywam, poza tym jego utwory przypominają mi, że świat jest piękny. „Wiosna” jest utworem programowym. Pierwszy temat, najbardziej znany, mówi o tym, że wiosna nadchodzi, śpiewają ptaki, szemrze strumyk. W drugiej części pasą się owce na łące, panuje sielanka, słychać szczekanie psa. Natomiast trzecia cześć przedstawia wiejski taniec, słychać dudy oraz fujarki.
Ravel stworzył „Bolero” do widowiska baletowego i zadedykował je ówczesnej tancerce – Idze Rubinstein. Utwór oparty jest na 18-taktowym temacie. Rozpoczynają go cztery instrumenty, a kończy 26. Każdy instrument gra partię solową, po czym przechodzi do akompaniamentu.
„Walc cesarski” J. Straussa przygotowujemy ze szkolną orkiestrą. Zainteresował mnie w nim długi wstęp, nim zacznie się walc. Podczas gdy grano wstęp, cesarz przechodził przez salę i dopiero gdy zaprosił damę do tańca, rozbrzmiewały takty walca.
Natomiast Manuet Paderewskiego pośrednio jest związany z Symfonią G-moll Mozarta.
Co sprawiło, że został Pan dyrektorem Szkoły Muzycznej?
Z przekonań muzycznych uczę już od 50 lat. W Łodzi ukończyłem wszystkie szkoły i tam grałem, a przy okazji uczyłem w szkole. Natomiast dyrektorem zostałem za przypadku. Marzyłem o szkolnictwie, natomiast nie o takiej funkcji. Ukończyłem Liceum Muzyczne w Łodzi, a następnie Wyższą Szkołę Muzyczną. Następnie wyjechałem do Gdańska, gdzie również uczyłem. W latach 70. ówczesny wojewoda gdański powiedział, że chcą założyć szkołę w Malborku. Założyłem tam placówkę i pełniłem funkcję dyrektora. Natomiast kiedy w 1977 roku zmarł Józef Karpiński, zaproponowano mi pracę w elbląskiej Szkole Muzycznej.
Czy poza grą na skrzypcach uczył Pan gry na innych instrumentach?
Tak, na altówce. Liceum i Szkołę Wyższą skończyłem na skrzypcach. Następnie zacząłem grać w Filharmonii Łódzkiej na skrzypcach i altówce. Są to zbieżne instrumenty.
Czy można zauważyć, obserwując kolejne pokolenia, że dzisiejsza młodzież jest bardziej uzdolniona muzycznie?
Są inne uwarunkowania. Poziom artystyczny różnie oscyluje. Obecnie mamy dużo uzdolnionej młodzieży, chociaż ostatnie eliminacje do konkurs Chopinowskiego wykazały trochę słabszy poziom artystyczny – tylko ośmiu Polaków zakwalifikowało się do konkursu. W przyszłym roku odbędą się eliminacje do konkursu Wieniawskiego i będzie w nich startowała z Elbląga jedna uczennica – Karolina Nowotczyńska.
Można jednak stwierdzić, że obecnie poziom jest bardzo wysoki, więcej się wymaga od uczniów.
Jakiej muzyki słucha Pan na co dzień?
Na ogół, przyznam się, że nie słucham. Jednak jeśli już najdę czas, to lubię posłuchać Vivaldiego, Bacha, a także utworów Budki Suflera, Golec u Orkiestra oraz piosenek z lat 60. i 70. Poza tym lubię posłuchać Lutosławskiego, ale nie lubię Pendereckiego, poza utworem „Lacrimosa”. Ponadto w szkole jest zespół jazzowy prowadzony przez Marcina Gawdzisa i lubię posłuchać, jak grają.
Jak ocenia Pan Elbląską Orkiestrę Kameralną?
Bardzo dobra inicjatywa. Przez długi czas byłem mocno zaangażowany w to przedsięwzięcie, ponieważ działo się w Szkole Muzycznej. Dobrze, że powstała taka instytucja i że na potrzeby Elbląga, nawet takie ad hoc, jest obecna. Grają dobre koncerty. I jak najbardziej dobra decyzja, że ta orkiestra powstała.
Aneta Puzdrowska