UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Nie tylko legenda. Piekarczyk kontra Krzyżacy

 
Elbląg, Nie tylko legenda. Piekarczyk kontra Krzyżacy
Fot. Michał Skroboszewski

Dziś (8 marca) mija 500 lat od najazdu krzyżackiego na Elbląg. O historycznych wydarzeniach, w których istotną rolę odegrał słynny Piekarczyk, rozmawiamy z Wiesławą Rynkiewicz-Domino z Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu. Zapraszamy na spacer z historią i opowieść o uśpionym mieście, które o mały włos nie zostało zdobyte przez Zakon... Zobacz zdjęcia miejsc związanych z krzyżacką napaścią.

Kawałek kontekstu

Zanim spojrzymy na sam Elbląg, nie sposób nie nakreślić najpierw tła polsko-krzyżackiego konfliktu.

- Trzeba przypomnieć, że po drugim pokoju toruńskim, który ostatecznie przypieczętował przynależność ziem, nazwanych później Prusami Królewskimi, do Korony Polskiej, jego postanowienia były cały czas kwestionowane przez mistrzów Zakonu – opowiada Wiesława Rynkiewicz-Domino. - Konflikt stopniowo narastał, szczególnie gdy ostatnim mistrzem Zakonu Krzyżackiego został Albrecht von Hohenzollern, notabene krewniak Jagiellonów. Nie ukrywał on, że dąży do konfrontacji. W 1514 roku rozpoczął przygotowania do wojny, oczywiście strona polska także, chociaż nieco ospale. W grudniu 1519 r., podczas zjazdu stanów pruskich i sejmu w Toruniu postanowiono o wypowiedzeniu wojny Zakonowi. To był początek ostatniej wojny polsko-krzyżackiej – zaznacza.

Wiesława Rynkiewicz-Domino podkreśla, że w Sylwestra 1520 r. Krzyżacy zajęli Braniewo, co stanowiło już znaczące niebezpieczeństwo dla Elbląga. Z kolei strona Polska zajęła Pasłęk, który znajdował się na ziemiach krzyżackich.

- W tamtym czasie to był dobrze ufortyfikowany punkt, samo oblężenie zajęło kilka miesięcy. Kiedy w kwietniu 1520 r. Pasłęk się poddał, Elbląg natychmiast rozpoczął starania o zgodę na rozebranie zamku i murów miejskich, żeby wyeliminować ewentualne zagrożenie z tej strony w przyszłości. Ostatecznie zgodę na rozbiórkę otrzymano dopiero w styczniu 1521 roku. Warto więc pamiętać, że Pasłęk brak bardziej imponujących fortyfikacji z epoki zawdzięcza elblążanom – komentuje Wiesława Rynkiewicz-Domino.

Co było dalej? Działania wojenne były coraz bardziej intensywne, celem Krzyżaków było zajęcie całej Warmii i odzyskanie utraconych ziem tworzących polskie Prusy Królewskie. Celem strony polskiej była wręcz likwidacja państwa zakonnego, w maju rozpoczęło się oblężenie Królewca. Prawie przez cały 1520 rok oprócz działań wojennych trwały intensywne zabiegi dyplomatyczne obu stron z udziałem m. in. książąt Rzeszy, papiestwa, Danii, króla Czech, Węgier, Litwy Wasyla III i innych.

- To osobna fascynująca historia. Zainteresowanych odsyłam do świetnych opracowań dotyczących tego okresu prof. Mariana Biskupa. Elbląg jako jedno z wielkich miast pruskich brał czynny udział w tych zmaganiach, ale początkowo rozgrywały się one z dala od miasta. Momentem krytycznym było dotarcie zorganizowanych przez książąt Rzeszy wojsk zaciężnych aż pod Gdańsk – mówi Wiesława Rynkiewicz-Domino.

 

"Hulaj dusza, piekła nie ma"

Wojska miały wspomóc księcia Albrechta w zajęciu całej Warmii, ale zostały zatrzymane przez oddziały polskie. Wielkiemu mistrzowi Albrechtowi zwyczajne zabrakło pieniędzy na dalszą ofensywę. W związku z tym zgodził się na przygotowania do rozmów o ewentualnym rozejmie.

- Jesteśmy w tym momencie na początku 1521 r. Rokowania planowano na 10 marca w Prabutach – opowiada Wiesława Rynkiewicz-Domino. - Albrecht chciał w ostatniej chwili przed rozmowami zdobyć Elbląg, żeby móc więcej uzyskać w czasie rokowań. Dlaczego Elbląg? Do Królewca dotarły wiadomości, że w mieście panuje pewne rozluźnienie, dodatkowo ma ono słabą obsadę, więc jest szansa na jego zajęcie. Musimy pamiętać, że był to wówczas jeden z głównych ośrodków portowych i ważny punkt gospodarczy, z Elbląga kontrolowano ważne szlaki wodne i lądowe. Zdobycie miasta niezwykle wzmocniłoby Zakon – podkreśla kustosz elbląskiego muzeum.

Von Hohenzollern zorganizował grupę dwóch tysięcy zaciężnych pieszych i wysłał ich w kierunku Elbląga. Powędrowali przez zdobyte wcześniej Braniewo, lasami Wysoczyzny Elbląskiej dotarli pod związane wówczas z Elblągiem Tolkmicko. Zajęli je 7 marca.

- Mogłoby się wydawać, że jest to już tak blisko Elbląga, że oddział 2 tysięcy mężczyzn powinien wzbudzić jakiś alarm w mieście. Pomimo doniesień okolicznych, zatroskanych mieszkańców zagrożenie całkowicie zlekceważono. Niektórzy historycy interpretują to tak, że nie przejmowano się zagrożeniem ze względu na zapowiedziane rokowania pokojowe: „hulaj dusza, piekła nie ma”. Przypomnijmy, że Tolkmicko od Elbląga dzieli ok. 20 km.

 

Śpiące miasto

  Elbląg, Wiesława Rynkiewicz-Domino, kustosz Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu
Wiesława Rynkiewicz-Domino, kustosz Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu (fot. Michał Skroboszewski, arch. portEl.pl)

Około północy z 7 na 8 marca Krzyżacy byli już pod Elblągiem. Wysłali przeszpiegi, by sprawdzić, co się dzieje w mieście. W historycznych zapisach pozostały informacje, że dostrzegli w Elblągu śpiących żołnierzy „pilnujących bram”, poza tym żadnego większego ruchu. Zdecydowano, by rankiem 8 marca Elbląg zaatakować.

- Do dzisiaj zastanawiam się, jak to było możliwe – mówi Wiesława Rynkiewicz-Domino. - Można było lekceważyć doniesienia o dużym, zbrojnym oddziale. Jednak ten oddział zatrzymał się na wysokości kościoła Bożego Ciała. Część zbrojnych była jeszcze bliżej murów, na wysokości cegielni, która w tym czasie była w rejonie dzisiejszej ulicy Teatralnej. Jak można było z tej odległości nie dostrzec ruchu wojsk? Warto wybrać się na spacer i zobaczyć, czy od kościoła Bożego Ciała lub z Teatralnej nie widać Bramy Targowej, by mieć wyobrażenie, jak mała była to odległość...

Niektóre zapisy mówią, że atak rozpoczął się o 8 rano, czyli w biały dzień. Nadal jednak nie podejmowano działań obronnych w mieście.

Jak przedstawiał się teren dzielący Krzyżaków i elblążan? Mieszczan bezpośrednio chroniła Brama Targowa, która zachowała się do dziś, była ona częścią wewnętrznych obwarowań. Przed nią była fosa, a jeszcze dalej od miasta brama zewnętrzna (zwana też „potrójną”, bo była wzmocniona dwiema basztami po bokach), zdobyta przez Krzyżaków niemal z miejsca. Ta brama znajdowała się przy dzisiejszej ul. Stoczniowej, gdzie wiele lat później stanął biurowiec zakładów Schichaua. W skrócie: najpierw była „nasza” (stojąca do dziś) Brama Targowa, później pas ziemi, potem ok. 20 m fosy i kolejny mur obronny z zewnętrzną Bramą Targową (w okolicach południowej ściany późniejszego biurowca).

Wiesława Rynkiewicz-Domino wskazuje, że mury obronne przy zewnętrznej bramie były niekompletne, stąd łatwo było sforsować tę część obwarowań. Odbyło się to niejako z marszu.

 

Fart z furtą

- Ze względu na postać Piekarczyka najbardziej interesuje nas próba zdobycia wewnętrznej bramy, to ona otwierała bezpośrednio wejście na Stare Miasto – mówi Wiesława Rynkiewicz-Domino. - Do pierwszego ataku rzucono 300 zaciężnych, na czele których stał dowódca Knebel. Drugim dowódcą był rycerz Zakonu: Kasper von Schwalbach. Dotarcie Krzyżaków pod wewnętrzną bramę Targową wreszcie "obudziło" obrońców. Obrona Elbląga stała się dramatyczna, tym bardziej, że nie udało się zamknąć furty w wewnętrznej bramie. To przez nią prowadzono atak zaciężnych, ustawiono tam także armatę, która ostrzeliwała Stary Rynek. - W tym momencie pojawia się nasz bohater, czeladnik piekarski, który z nadzwyczajną przytomnością umysłu przeciął linę podtrzymującą furtę. Ta, spadając, przygniotła akurat zakonnego dowódcę, Schwalbacha. I to był początek końca szturmu. Walka zaczęła się o 8 rano, a podobno ok. 11 było już po wszystkim – opowiada kustosz.

Oddziały atakujące miasto próbowały też obejść mury i zaatakować od strony Bramy Kowalskiej, tam jednak obrona miasta była już w pełnej gotowości. Agresorom nie udało się tamtędy przebić, a znaczenie w ich niepowodzeniu miało również to, że poważnie ranny został drugi dowódca.

Jaki był bilans ofiar? Padło 15 walczących po stronie krzyżackiej, 16 po stronie elbląskiej, nie licząc rannych.

- Zastanawiające jest to, że już następnego dnia urządzono uroczysty pogrzeb, który oprócz uczczenia poległych, miał pewną siłę propagandową – mówi Wiesława Rynkiewicz-Domino. - Chciano pokazać: „tu czcimy naszych bohaterów”. Na szczęście atak krzyżacki trochę przeraził i zmotywował stronę polską, bo naprawdę niewiele brakowało, by Elbląg został zdobyty. W dodatku nie dlatego, że słaba była obsada miasta, choć ona też była niewystarczająca, ale ze względu na ewidentne zaniedbania... Zwróćmy uwagę na to, że dziś, słuchając opowieści o Piekarczyku, nigdy się nad tymi zaniedbaniami nie zastanawiamy. Skupiamy się na rezolutnym bohaterze, który ratował Elbląg bez względu na okoliczności – podkreśla.

 

Ile legendy, ile prawdy?

Dziś często mówimy (również w kontekście hasła przewodniego obchodów 500-lecia historycznych wydarzeń) o „Legendzie o Piekarczyku”. Legenda to nie historia... Czy można więc poddawać w wątpliwość rzeczywisty wkład czeladnika w obronę Elbląga i traktować go jako legendę właśnie?

- Może to słowo „legenda” traktowane jest jak jakiś zastępczy termin – zastanawia się Wiesława Rynkiewicz-Domino. - Fakt uruchomienia zabezpieczenia furty przez czeladnika piekarskiego został kronikarsko odnotowany, to zdarzenie miało miejsce. Jednak opowieść o tym nieznanym nam z nazwiska człowieku stała się z czasem mitotwórcza. Rada Miejska w Elblągu co roku, 8 marca organizowała jakąś formę wspomnienia tego zwycięstwa. Akcentowanie rangi obrony Elbląga zaczęło się właściwie natychmiast, a łopata Piekarczyka, upamiętniająca jego bohaterski czyn, wisiała na Bramie Targowej do 1819 r. Wydaje się, że znaczenie ma tu aspekt psychologiczny: Piekarczyk szybko stał się pretekstem do przysłonięcia całej sytuacji związanej z zaniedbaniami w obronie miasta – podkreśla Wiesława Rynkiewicz-Domino. Innymi słowy: lepiej wyeksponować bohatera niż skupiać się na tym, że z własnej winy niemal straciliśmy miasto.

Warto dodać, że na obronie Elbląga, mimo wszelkich zaniedbań, skorzystało samo miasto i jego włodarze. Elbląg otrzymał prawo składu i wolnego handlu z trzema powiatami północnego Mazowsza.

- Ktoś mógłby powiedzieć, że cóż to za bohaterski akt, że ktoś przeciął linę, spadła furta itd. Jednak miało to znaczący wpływ na tamte wydarzenia, a jako legendę zaczęliśmy to traktować z naszego współczesnego punktu widzenia – mówi Wiesława Rynkiewicz-Domino. - Być może również dlatego, że w języku polskim „piekarczyk” ma konotacje z młodym chłopcem, nawet taki model został wybrany dla pomnika elbląskiego bohatera. Jednak czeladnik musiał być przynajmniej młodym mężczyzną – zaznacza.

 

Nowa” starówka wciąż świadczy o historii

Efektem najazdu było m. in. ostrzelanie Starego Miasta. Polski król, Zygmunt I Stary, poważnie przestraszył się, że może utracić Elbląg, więc szybko podjęto kroki zabezpieczające. Tym bardziej, że wielki mistrz Albrecht von Hohenzollern gromadził dodatkowe zaciężne wojska i można było realnie zakładać, że szturm zostanie wznowiony. Usunięto wtedy w Elblągu drewnianą zabudowę z okolic bram, żeby oczyścić przedpole, co ułatwiało obronę przed ewentualnym najazdem.

Dobrze przyjrzeć się otoczeniu Bramy Targowej współcześnie: oczywiście jest ona bardzo „samotna”, pozbawiona przylegających do niej murów obronnych.

- Dla współcześnie odwiedzających bramę, taka samotnie stojąca wieża z czerwonej cegły nie kojarzy się z elementem obronnych murów. Dawniej te mury, wraz z gankiem, były jednak obecne i zapewniały obronę.

Echa tamtych czasów można dostrzec w Elblągu nawet dziś, choć są one może mniej oczywiste niż Brama Targowa. Trzeba jednak umieć odpowiednio patrzeć...

- Gdy popatrzymy na nieco pustawą ulicę Wałową, możemy skojarzyć, że powstała ona na wzdłuż pierwszej linii murów obronnych, obok zasypanej fosy. – tłumaczy Wiesława Rynkiewicz-Domino. Inną sprawą jest teren Galerii EL, czyli dawnego klasztoru dominikanów. Mur klasztoru kończył miejskie zabudowania, a dzięki ówczesnym przepisom wiemy, w jakiej odległości znajdował się właściwy mur obronny miasta.

- Był przepis, że od miejskich zabudowań do muru musiało być zachowane ok. 9 m odległości, celem zapewnienia odpowiedniego przejścia. Bardzo pilnowano zachowywania tego przyjazdu. Dziś mówi się, że kiedyś budowano, jak chciano. To mit. Normy budowlane były obecne także dawniej – zaznacza kustosz elbląskiego muzeum.

 

Szpieg, który mnie kochał”

Na koniec: W związku z rocznicą obrony miasta przed Krzyżakami dobrze byłoby nawiązać do obchodzonego dziś Dnia Kobiet, trzeba jednak przyznać, że panie, które miały znaczący udział w tamtych wydarzeniach, nie są, niestety, pozytywnymi bohaterkami historii. Główny szpieg – Michał Borcht - sondujący przed najazdem sytuację w Elblągu, przebywał w Królewcu, ale kontaktował się w celu zdobycia informacji ze swoją żoną i matką, elblążankami. Panie za zdradę spotkała stosunkowo niewielka kara, bo zostały po prostu wygnane z miasta.

Najazd na Elbląg był, jak już wspomniano, ostatnim ważnym epizodem wojny z Zakonem. W Toruniu podpisano czteroletni rozejm. Był wtedy kwiecień 1521 r., a cztery lata później, na krakowskim rynku, doszło do sekularyzacji Zakonu.

A skoro wiosna się zbliża i możemy spodziewać się cieplejszych dni, warto samemu przejść się po współczesnej elbląskiej starówce i wyobrazić sobie, jak to 500 lat temu miasto broniło się przed Krzyżakami...

Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
  • Bzdety piszesz ziomek !!!! Zacznij pisać książki SF !!!! Do takiego dziadowskiego porteliku to możesz wypisywać bzdury bo wiadomo kto to czyta plebs i intelektualne ameby !!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    2
    18
    Piszesz farmazony(2021-03-08)
  • RobertKoliński Bardzo fajny i rzeczowy artykuł, pogratulować:)Najbardziej podobało mi się na koniec o tych zdradliwych elblążankach, które zostały wygnane z miasta za współpracę z Krzyżakiem - warto wyciągnąć naukę i dziś, bo krzyżaków wciąż nam nie brak:)[Herkus Monte - nasz Bohater!:)] Hashtagi: #swieckiepanstwo, #HerkusMonte
  • @RobertKoliński - A kasę pewnej pani towarzysz już oddał chyba nie chcesz być jak krzyżak i okradać biednych
  • @Piszesz farmazony - To, ty - i jeszcze jak szalony.
  • Dramat!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    1
    Dramat(2021-03-08)
  • Prawda jest taka, że Niemcy to miasto tchnęli do zycia i rozwoju, bo to oni założyli jedne z największych fabryk między innymi nieistniejąca fabryka cygar, mleczarnia czy Alstom.
  • @Piszesz farmazony - a ty z plebsu jesteś czy intelektualną amebą (pewnie jedno i drugie), wszak to czytasz
  • Wówczas w Elblągu z wojsk królewskich stacjonowały siły około 140 do 150 żołnierzy. Ich wartość bojowa była niska, bo dotychczasowa mało wyczerpująca służba dodatkowo obniżyła ich morale. Czas między wartami i patrolowaniem okolicy dzielili z rozrywkami, głównie w formie pijatyk. Stąd często do służby żołnierze przystępowali niekoniecznie w pełnej mobilności. Szczęściem w nieszczęściu był tutaj fakt, że wojsko krzyżackie podchodzące do miasta również nie było zdyscyplinowane. Bardziej pchała ich nadzieja zyskania łupów niż prawdziwa walka, gdyż w większości byli to najemnicy, którym Zakon zalegał z żołdem. Stąd całe to oblężenie zakończyło się raczej szczęśliwie dla obu stron. Niektóre źródła historyczne podają dane, że kratę w Bramie opuścił jednak jeden z żołnierzy. Nie ustalono do końca czy to on dostrzegł Krzyźaków, czy ostrzegł go jakiś mieszczanin, bo pojawia się też informacja, że miał być to czeladnik od mistrza szewskiego lub kowalskiego. Ten Piekarczyk został wymyślony później i do końca nie jest ustalone czy był to fakt, czy po prostu wymysł autora legendy.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2
    0
    Gwoli woli.(2021-03-08)
  • Gdyby tak można było wierzyć bezgranicznie kronikarzom ale niestety to tylko ludzie, Janowi Długoszowi znanemu kronikarzowi wielokrotnie udało się mylił fakty historyczne np. dotyczące córek z kilku małżeństw Kazimierza Wielkiego
  • @RobertKoliński - obecnie goni sie lewaków, komuchów i lgbtusów. .. i czak ma być
  • miodu przedniego popiwszy, chwytał za pióro. ..
  • @Piszesz farmazony - Farmazon masz na imię malkontencie
Reklama