UWAGA!

----

Nie tylko na Brackiej padał deszcz

 Elbląg, Nie tylko na Brackiej padał deszcz
(fot. AD)

Elbląg ostatnio nie ma szczęścia do koncertów plenerowych. Deszcz, wiatr i chłód były – niestety – głównymi bohaterami piątkowego (27 sierpnia) Koncertu Laureatów, który zainaugurował XIV Elbląskie Noce. Elbląska publiczność, zaprawiona już w bojach z nieprzyjazną aurą, tym razem także nie zawiodła. Na szczęście! Przecież to właśnie ich werdykt miał tego wieczoru uszczęśliwić jednego z trzynastu artystów i uhonorować go Księżycową Statuetką. Zobacz fotoreportaż.

– Pogoda nam nie sprzyja, ale klimat tego koncertu oraz wspaniała elbląska publiczność sprawiają, że warto przygotowywać takie przedsięwzięcia. Mam nadzieję, że piękne teksty, niezapomniana muzyka i wyjątkowe interpretacje w wykonaniu najlepszych z najlepszych wykonawców, pozwolą rozgrzać nawet najbardziej zziębnięte serca publiczności – tak przywitał gości i rozpoczął XIV festiwal „Elbląskie Noce” Antoni Czyżyk, dyrektor Centrum Spotkań Europejskich „Światowid”.
       Piątkowa aura rzeczywiście nie ułatwiła zebranym słuchaczom skupienia na repertuarze, z którym do Elbląga przyjechali laureaci innych ogólnopolskich festiwali piosenki. I choć w tym roku Elbląskie Noce pożegnały się z Teatrem i Poezją, które przez 13 lat gościły w nazwie Festiwalu, to jednak w praktyce formuła koncertu z Księżycową Statuetką w tle została zachowana. Tak więc w piątek, zgodnie z tradycją, na scenie gościły piosenki ambitne, refleksyjne, autorstwa uznanych tekściarzy i kompozytorów. Dlatego szkoda, że w przeniesieniu w krainę łagodności przeszkodził zimny wiatr, który niejednokrotnie wstrząsał zadaszeniem sceny i widowni, oraz bezlitosny, nieustanny deszcz.
      
       Zabrakło magii
      
Może właśnie to wina pogody, że piątkowy koncert, mimo wyżej wymienionych atutów, należy zaliczyć jednak do średnio udanych. Bo – z żalem to przyznajemy – podczas tegorocznego koncertu laureatów nie było według nas na scenie nikogo, kto by zaczarował publiczność na tyle skutecznie, byśmy zapomnieli o paskudnych warunkach atmosferycznych. Zabrakło magii i wyjątkowego, lirycznego klimatu.
       By jednak nie wykazać się kompletnym okrucieństwem oraz brakiem słuchu, musimy spośród tej śpiewającej trzynastki wyróżnić interesujące „nudziary”, jak choćby Agnieszkę Kostencką, Beatę Banasik, Barbarę Brodę-Malon czy też eteryczną Patrycję Zisch. Osobne słowa uznania należą się także elbląskiej publiczności, która – ciepło ubrana, zaopatrzona w koce i gorące termosy – licznie przybyła na koncert.
       – Dla takich osób aż chce się występować! – zauważyła podczas rozmowy z nami Barbara Broda-Malon. Artystka, którą ostatnio mogliśmy zobaczyć podczas festiwalu „Czy to jest kochanie?”, stanowczo podkreślała, że choć nurt piosenki ambitnej, związany ze sztuką słowa, uznany jest za niszowy, to jednak nie wyobraża sobie doboru innego, bardziej popowego repertuaru: – Mimo, że uczyłam się śpiewu klasycznego, operowego, to jednak bliższa memu sercu okazała się właśnie piosenka aktorska. Obecnie występuję z trzema recitalami i mogę zapewnić, że choć powszechnie uznaje się nas jako funkcjonujących na marginesie muzycznych zdarzeń, z dala od mainstreamu, to jednak ta nisza ma swoich odbiorców. Jest publiczność, która chce i potrafi z mnogości dźwiękowych propozycji, serwowanych na przykład w radiu, wybrać właśnie ten repertuar, który my, występujący na takich przeglądach wokaliści, sobie ukochaliśmy – zapewniła.
      
       Statuetka w rękach skierniewiczanki z urodzenia, łodzianki z wyboru
      
Na pewno warta zainteresowania i dalszego śledzenia muzycznych losów jest także Justyna Panfilewicz. I to właśnie w jej ręce publiczność oddała czternastą Księżycową Statuetkę. Laureatka, która podczas wczorajszego występu zaprezentowała „Konie narowiste” Włodzimierza Wysockiego, oraz „Walczyk” z filmu „Halo Szpicbródka”, wydawała się być zaskoczona nagrodą. Co ciekawe, zwyciężczyni wygrała tylko jednym głosem z Łukaszem Jemiołą. Wokalista z Limanowej, znany elbląskiej publiczności z ubiegłorocznych „Nocy”, wykonał piosenkę „Niewidomi przyjaciele” oraz przedwojenną „Piosenkę o podróżowaniu tramwajem”, które dedykował budowniczym dróg w Polsce.
       Nie możemy jednak oprzeć się wrażeniu, że Łukasz Jemioła podbił serca publiczności bardziej swobodą i łatwością w nawiązaniu kontaktu ze zmarzniętą widownią, niż repertuarem czy wokalnymi popisami. A może to nasz stopień muzycznego wtajemniczenia (pierwszy, czyli odróżniamy śpiew od ciszy) nie pozwolił docenić walorów tego o głos przegranego wokalisty.
      
       Liryczna rockmanka
      
Po ogłoszeniu werdyktu Justyna Panfilewicz przyznała, że absolutnie nie przypuszczała, że tak zakończy się piątkowy wieczór. Wyznała, podczas rozmowy, że wiąże z tą nagrodą spore nadzieje, które pozwolą rozwinąć talent i pokazać się publiczności ze swoim recitalem. Wówczas być może zaprezentuje materiał z płyty, nad którą obecnie intensywnie pracuje. Dodajmy, płyty z muzyką w gatunku progresywnego rocka. Justyna Panfilewicz przyznała bowiem, że drzemią w niej różne muzyczne fascynacje:
       – Bo ja mam dwie dusze. Z jednej strony muzyka autorska, rock progresywny, czyli coś mocniejszego w brzmieniu, a z drugiej strony poezja śpiewana, czyli łagodność i piękno słowa. W ogóle ważny dla mnie jest tekst. Wychowałam się na muzyce Edyty Bartosiewicz, a ona ma teksty, które do mnie niesamowicie trafiają – wyjaśniła dziennikarzom po ogłoszeniu werdyktu swoje wielobarwne muzyczne inspiracje. – Przechodziłam różne fascynacje, od folkloru do muzyki gotyckiej. Kiedyś, słuchając Kasi Nosowskiej, Agnieszki Chylińskiej, doszłam do wniosku, że śpiewanie nie polega tylko na, mówiąc w skrócie, siłowym „darciu się”, bo wówczas brak finezji. Odkryłam w sobie łagodność i nostalgię, wrażliwość – dodała.
       Justyna Panfilewicz zwierzyła się również ze swoich muzycznych oczekiwań i marzeń: – Dla mnie najważniejsze byłoby, gdybym mogła uczciwie zarabiać na chleb swoją muzyką. Nie muszę mieć tysiąca koncertów rocznie i tłumu skandującego moje imię. Zdecydowanie nie. Chciałabym mieć swoją wierną publiczność, która przychodzi na koncerty spotkać się z nami, z naszym repertuarem. Pewnie lepiej jest pójść na „łatwiznę” i skręcić na drogę szybkiej kariery na pudelku, ale nie na tym rzecz polega. Być może idziemy ścieżką trochę krętą, wyboistą. Na pewno będzie nam nieco trudniej zdobyć słuchaczy, bo wymagamy od nich skupienia i zamyślenia. Ale myślę, że to się może udać, bo nie sądzę, by świat się składał z samych idiotów – podsumowała.
      
       Na zakończenie Elbląskich Nocy wystąpił międzynarodowy zespół Karuzela Group, który gra klasykę polskiej piosenki w nowych, zaskakujących wersjach. Nazwa projektu pochodzi od tytułu jednej z piosenek Agnieszki Osieckiej. Zresztą, teksty spod pióra tej mistrzyni słowa licznie reprezentowane są w repertuarze grupy. A dzięki temu projektowi elblążanie mogli usłyszeć pierwsze przekłady polskich piosenek na język norweski.
      
      

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • magi wam brak a w swiatowidzie czarownic w brud
  • Dlaczego 1/4 miejsc najbliżej sceny jest zarezerwowanych. Czyżby ludzie, którzy pacą za bilet byli gorsi od tych co mają zarezerwowane miejsca? Mogę zrozumieć, że rezerwuje się miejsca dla zaproszonych gości z zewnątrz ale tam siedziało 3/4 elblążan, którzy mają układy!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    bozydar(2010-08-29)
  • 1szy dzien byl swietny
  • Pełno tu wykonawców " wartościowych "wg terminologii Organizatorów - ale brak Artystów. Nuda, nuda, . .. nuda. .. Oj.
  • Świetnie ktoś napisał o miejscach dla VIP-ów. Najpierw są zobowiązania pani Naczelnik i rozdane gratisy a potem ta przypadkowa publiczność Tak było w Światowidzie i tak jest nadal. Na pogodę nie mamy wpływu ale czy nie można było trochę poprzewidywać i zabezpieczyć Galerię. Może po wyborach coś się zmieni. Nie koniecznie pogoda.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    @wczerwonym(2010-08-29)
  • Uważam piatkowy wieczór za nieciekawy, nudny i nieprzemyślanie przygotowany. Publicznosć "dopisała", gdyż po prostu nie mozna było oddać biletów ze wzgledu na niesprzyjającą takim imprezom pogodę. Dlatego też większość tych, którzy odważyli się przyjść w jesiennych ubraniach opatulonych w koce, łudzili się, że występujący na scenie "rozgrzeją" widownię. Niestety- ze sceny wiało monotematycznymi, smutnymi utworami i nieciekawie przeplatanymi zapowiedziami. Co chwilę ktoś wychodził, nie wytrzymując zimna i doboru repertuaru. Gdyby to samo z Podzamcza zaprezentowano w ciepłej i nastrojowej sali kinowej "Światowid" pewnie brzmiałoby inaczej. Zamiast miłych wrazeń z pierwszego dnia XIV Elbląskich Nocy zastanie mi w pamięci nieprzyjemny dreszcz zimna i dyskomfortu. Takie występy mają rację bytu w kameralnym, ciepłym otoczeniu. Niestety CSE "Światowid" jak zwykle musi zarobić na widowni. ..
  • Jakby handlowali dopalaczami to i bylo by ciekawiej:):)
  • zgadzam sie ze Jemioła był całkowicie średni:0 tylko ta jego "wyreżyserowana" swoboda dała mu drugie miejsce
  • nie wiem ile płaciliście, ale mnie bilet kosztował 5 zł. Na tym chyba trudno zarobić? uważam wieczór za bardzo udany mimo rzeczywiście paskudnej pogody.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    zadowolony(2010-08-29)
  • Bardzo słaby koncert w cało~ści, nudny i bez pomysłu. Nawet bilet za 5 zł tego nie zmienił.
Reklama