UWAGA!

----

Nigdy nie lubiłem tremy

 Elbląg, Dyrektor na scenie
Dyrektor na scenie (fot. AD)

Muzyka jest dla niego jak narkotyk, cały czas jest w biegu. Jak nie koncertuje to nagrywa, jak nie nagrywa to broni doktorat. Na Jazzblągu już grał, ale w tym roku pojawił się również w zupełnie innej roli. Jerzy Małek, trębacz, aranżer, kompozytor i co najważniejsze elblążanin po raz pierwszy był dyrektorem artystycznym festiwalu.

Ci, którzy przybyli do Galerii El mogli usłyszeć Marcina Gawdzisa, elblążanina, który został nominowany do Fryderków, wokalistkę jazzową Beatę Przybytek i Janusza Muniaka, który oprócz tego, że gra jazz to ma również własny klub, w Krakowie na ul. Floriańskiej. Ostatni dzień festiwalu (19 lipca) to rzecz jasna spora porcja zdjęć, ale i rozmowa z jego dyrektorem artystycznym Jerzym Małkiem.
      
       - Jazzbląg, Jazzbląg i po Jazzblągu...

       - Jeszcze nie! Jeszcze Muniak gra!
      
       - Ale już prawie. Jesteś zadowolony z całokształtu?
       - Cały czas nie wiadomo było jak to się wszystko ułoży, jaka będzie odpowiedź publiczności. Koncepcja była taka, żeby było to komunikatywne. I wydaje się, że zainteresowanie festiwalem nie było słabsze niż w latach poprzednich, a z tego co wiem było nawet lepiej. To dla mnie trudny okres, mam dużo rzeczy na głowie i od początku roku, kiedy dostałem propozycję bycia dyrektorem artystycznym zastanawiałem się, czy to jest do zrobienia. Bez uprzejmości i tolerancji ze strony organizatorów, którzy rozumieją, że jestem przede wszystkim muzykiem koncertującym, wydaje mi się, że to by nie wypaliło. Z drugiej strony moje doświadczenie jako artysty konceptującego daje handicap i coś, co powoduje, że można spojrzeć na wszystkie sprawy w nowy sposób.
      
       - W zeszłym roku to napięcie było dozowane, taka najbardziej rozpoznawalna gwiazda zostawała na koniec. Mam wrażenie, że w tym roku było odwrotnie...

       - Każdego dnia zaprezentowliśmy „coś z grubej rury”. Mam pewne doświadczenia z wydawaniem płyt i zauważyłem, że wielkie koncerny płytowe wydają artystów niszowych i komercyjnych oraz, że jest kilka takich, którzy dają tło całej wytwórni. Ta polityka jest ciekawa o tyle, że ta jedna postać nie istniała by, gdyby nie te inne. Muzyka tworzy się z pewnej otoczki, z pewnego środowiska. Koncepcja taka techniczna, festiwalowa, polegała na tym, że, na przykład, z jednej strony mamy Ulę Dudziak, a z drugiej Piotra Wyleżoła, młodego artystę, który gra muzykę abstrakcyjną. Ona, jako osobowość bardziej rozpoznawalna, „ciągnie go za sobą”, a jednocześnie dzięki niemu odbiór jej sztuki jest jeszcze bardziej wypiętrzony.
      
       - Wojciech Karolak, z którym miałam przyjemność zamienić dwa słowa powiedział, że kiedyś przy jazzie się tańczyło. Tutaj, na tym festiwalu, przeważnie nikt tego nie robi i nie robił, no może poza zeszłorocznym koncertem Brendy Boykin. To dobrze czy źle?
       - W tej sali, w tych warunkach, w moim odczuciu jedyną rzeczą, która mogłaby być związana z tańcem to zrobienie takiej ilustracji tanecznej jakiegoś wykonania jazzowego. Kiedyś była inna kultura tańca związana z zespołami, tańczyło się przecież w restauracjach. Poza tym korzenie jazzu to muzyka rytmiczna, użytkowa, później, w erze swingu była jak dzisiejszy pop, natomiast jeszcze później jazz przeszedł w fazę mocno artystyczną i tak zostało.
      
       - Jaki kierunek jazzu jest ci najbliższy?
       - Nie potrafię tak jednoznacznie odpowiedzieć. Dla mnie muzyka jest jak narkotyk, słucham starego jazzu i nowego albo rocka, lubię na przykład Radiohead, szczególnie nowe, elektroniczne. Ja się wychowałem na rocku...Rage Against The Machine...Taka ekspresja jest świetna. Są również style, które mnie nie interesują, na przykład muzyka dyskotekowa.
      
       - Masz jeszcze tremę na scenie? Bo na przykład Urszula Dudziak już nie ma.
       - Nigdy nie lubiłem tremy, nigdy mnie dobrze nie nastrajała, to bardziej dla bokserów. Ja jestem typem człowieka, który ceni sobie spokój. Kiedyś, kiedy byłem mniej doświadczony byłem nieco wycofanym człowiekiem, teraz opieram się na ludziach, którzy przychodzą. To tak samo jak wywiad... Podczas promocji festiwalu nakręciliśmy kilka filmików. Bycie takim prezenterem, mówienie do kamery było dla mnie momentami nie do przejścia. Dziewczyny mówiły do mnie „Jurek skup się, bo nie możesz trzech wyrazów powiedzieć”. Teraz sobie siedzimy i rozmawiamy „na luzie”, bo kiedy mam odbiorcę to jest to rozmowa.
      
       - Czy Jerzy Małek będzie raz jeszcze dyrektorem artystycznym?
       - Zobaczymy, trudno powiedzieć. Mam taki okres w życiu, że wszystko dzieje się naraz. Ale muszę powiedzieć, że jestem wdzięczny za to doświadczenie, mogłem się sprawdzić w nowej roli, ekipa była pomocna i rozumiała, że ja jestem muzykiem pracującym, cały czas w ruchu.
      
      
      
Patronem medialnym festiwalu Jazzbląg jest Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl

      

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama