Płacę cenę za swą niezależność

Jedni ją kochają, inni nienawidzą. Jej ostatnia płyta „Jezus Maria Peszek” jest mocna, bezkompromisowa, ale i bardzo intymna, osobista. Nie powstałaby, gdyby nie choroba, o której odważyła się mówić. Bardzo dosadnie i szczerze Maria Peszek serwuje nam kawałek siebie, śpiewając o swojej niechęci do zostania matką, o ateizmie i specyficznej miłości do Ojczyzny. Wczoraj (22 marca) zaśpiewała w Światowidzie.
Bardzo otwarcie i szczerze mówi Pani o rzeczach, które bulwersują nasze „grzeczne” (nierzadko zakłamane) społeczeństwo, wzbudzając wiele negatywnych emocji. Nie boi się Pani? Polacy potrafią być okrutni.
Maria Peszek: - Jestem przyzwyczajona to tego, że moja twórczość, wypowiedzi i moja osoba wzbudzają skrajne emocje. To nie jest moja pierwsza płyta. Być może ta ostatnia jest najbardziej bezkompromisowa, ostra, otwarta, ale tak naprawdę każda płyta, którą wcześniej zrobiłam, wywoływała skrajne emocje. Jestem do tego przyzwyczajona i szczególnie mnie to nie rani. Jest to cena, którą płaci się za własną niezależność. Cena, którą watro zapłacić, żeby być sobą, żeby być niezależną, wolną osobą. Nie do końca jestem przekonana, czy negatywny odbiór to coś specyficznie polskiego. Myślę, że w każdym kraju są tematy, które są trudne. I gdy ktoś ma jakieś odrębne zdanie, może spotkać się z taką reakcją i musi mieć świadomość, że nie wszystkim to się spodoba. Tak, jak powiedziałam, jest to cena za moją niezależność i jakby jestem tego świadoma.
Sporo Pani śpiewa o Polsce.
- Jeśli chodzi o to, co śpiewam, to moje teksty dotyczą zdecydowanie Polski, ponieważ tu mieszkam i to jest mój kraj i moje środowisko naturalne, więc nie ma sensu, żeby śpiewać o innym miejscu. I nawet mnie to nie ciekawi. Ciekawi mnie ten kontekst tutaj.
Śpiewa Pani: „Sorry Polsko, nie oddałabym Ci Polsko ani jednej kropli krwi”. Mocne. Chciała Pani przez to powiedzieć, że…
- Dokładnie to, co jest w nim zaśpiewane. Nie mam niczego do dodania. Tam jest wszystko powiedziane: „Lepszy żywy obywatel niż martwy bohater”. Nie chciałabym tłumaczyć tego tekstu, bo tam jest wszystko zapisane, co miałam do powiedzenia o Polsce w kontekście patriotyzmu i tego tematu. Nie jest dobrze tłumaczyć swoje teksty.
Rozprawia się Pani także z mitem macierzyństwa, mitem Matki Polski. W Polsce to świętość, którą Pani narusza.
- Wielokrotnie powtarzam, że to, co śpiewam i mówię, to moja własna wizja. To wszystko dotyczy mnie i to jest światopogląd Marii Peszek. Nie przynoszę żadnych recept, nie rozprawiam z żadnymi mitami. Tak to jest wszak rozumiane i wiele osób mówi mi, że jest im to bliskie. I to jest dla mnie wspaniałe, tylko że ja zawsze unikam takich sytuacji, kiedy mam być jakimś odnośnikiem albo osobą, która mogłaby być przywódcą jakiejś grupy.
Może to być tak odbierane.
- To świetne i fantastyczne. I bardzo miłe jest to, że łączy nas jakieś współodczuwanie. Natomiast zawsze podkreślam, że to, co mówię, jest to światopogląd tylko i wyłącznie mój czyli Marii Peszek i to nie są żadne recepty. Myślę, że jest to bardzo osobista płyta. Bardzo intymna w gruncie rzeczy. Fakt, że wywołała tyle szumu, świadczy tylko o tym, że taki głos był potrzebny. To nie było moim zamiarem tak naprawdę.
Co chciała Pani przekazać poprzez tytuł płyty „Jezus Maria Peszek”? Zanegować fałszywą pobożność? Wyznać swoją niewiarę w Boga? Śpiewa Pani: „Pan nie jest moim pasterzem”.
- Nie chciałabym tego tłumaczyć. Myślę, że ludzie są bardzo inteligentni i wrażliwi i sami się domyślą. Czułabym się bardzo niekomfortowo, gdybym wykładała im wszystko „kawa na ławę”. Nie czułabym się z tym zbyt dobrze, gdybym miała tłumaczyć moje teksty słowo w słowo.
Czuje się Pani spełniona zawodowo?
- Bardzo. Czuję się wspaniale. Zwłaszcza teraz, kiedy bardzo dużo ludzi kupiło moją płytę i przychodzi na moje koncerty. A gramy ich bardzo wiele. Obecnie gramy w mniejszych miastach. Czasami w nawet malutkich miasteczkach i odbiór jest tam nierzadko bardzo żywiołowy. I to jest coś wspaniałego, więc tak naprawdę jest to spełnienie moich artystycznych marzeń. Nie wiem, czego mogłabym chcieć więcej. Jest wszystko, tak jak trzeba. Robię to, co kocham. Mogę się z tego utrzymać. I jeszcze ludzie chcą tego słuchać.
Ludzie albo Panią kochają, albo nienawidzą. Wywołuje Pani skrajne emocje. Nie wszyscy artyści tak potrafią.
- Nie, ale też nie wszyscy muszą. Niektórzy robią muzykę i uprawiają taką sztukę, która nie ma na celu poruszać, tylko ma być przyjemnością, albo chwilą wytchnienia. To nie musi poruszać. Natomiast to, co ja robię, nie musi być przyjemnie ani ładne, tylko ma dostarczać wzruszeń. To chyba dlatego tak jest.
Nie wstydzi się Pani mówić o swojej chorobie. Nie wszyscy rozumieją, że nawet ci normalni mogą cierpieć na chorobę duszy. Dlatego nie lubimy się z tym afiszować
- Było to potrzebne, żeby o tym powiedzieć, ponieważ ta płyta nie powstałaby, gdyby nie było tamtego doświadczenia. To było dla mnie ważne. I to nie miało służyć temu, że ja zwierzę się z jakiejś mojej intymnej sytuacji ludziom, ot tak. Tylko zależało mi, żeby uzmysłowić im, że nie byłoby mojej płyty, gdyby nie ta cała sytuacja, gdyby nie to całe doświadczenie, które w gruncie rzeczy po jakimś czasie okazało się czymś budującym, ważnym i takim zmieniającym wszystko. Natomiast oczywiście, że nie jest łatwo mówić o takich rzeczach. Najlepszym tego przykładem są reakcje, które miały miejsce po moim słynnym wywiadzie. Część ludzi do tej pory nie może zrozumieć, dlaczego to zrobiłam i zarzuca mi, że zrobiłam to w celu marketingowym, albo mówi, że to jest wymyślone, że jestem aktorką i to sobie wymyśliłam. Moim zdaniem każda tego typu jasna i bardzo otwarta deklaracja, która dotyczy rzeczy trudnych dla ludzi, wywołuje takie sytuacje. Dlatego też ludzie, którzy opowiadają o swoim homoseksualizmie albo o swoich jakiś osobistych rzeczach, które są nieakceptowane, zawsze wywołują ostre reakcje. Więc nie jest to łatwe, ale warto było. Absolutnie tego nie żałuję i zrobiłabym jeszcze raz to samo. Poza tym dla wielu ludzi było to bardzo ważne. Spotykam się też z taką falą nie tyle wdzięczności, ile podziękowań, że to było dla niech ważne, że ktoś publicznie rozpoznawalny o czymś takim opowiedział. Więc to było potrzebne. Chociaż rzeczywiście niełatwe.
Najbliższe plany?
- Obecnie gramy bardzo dużo koncertów, jeździmy po całej Polsce. Gramy w dużych miastach i w małych miasteczkach. I to jest taka czynność, która konsumuje bardzo dużo energii i jest dość wyczerpująca, natomiast daje też mnóstwo radości. Będziemy grali te koncerty jeszcze długo, na pewno przez kilka miesięcy. I dopiero kiedy ta intensywna fala koncertowa trochę przygaśnie, zastanowię się, co dalej zrobię.
Jest Pani bardziej aktorką czy piosenkarką?
- W tym momencie skupiłam się zdecydowanie na muzyce, bo przez dziesięć lat bardzo intensywnie uprawiałam aktorstwo i gdzieś tam to się skończyło i przestało być dla mnie fascynujące. Zajęłam się muzyką i to na razie jest przestrzeń, która sprawia mi mnóstwo radości, dużo więcej niż sprawiało mi aktorstwo. Może lepiej zajmować się tym, co daje nam radość, a nie ból, więc na razie zajmuję się muzyką, ale nie wykluczam, że do aktorstwa kiedyś jeszcze wrócę.
Maria Peszek: - Jestem przyzwyczajona to tego, że moja twórczość, wypowiedzi i moja osoba wzbudzają skrajne emocje. To nie jest moja pierwsza płyta. Być może ta ostatnia jest najbardziej bezkompromisowa, ostra, otwarta, ale tak naprawdę każda płyta, którą wcześniej zrobiłam, wywoływała skrajne emocje. Jestem do tego przyzwyczajona i szczególnie mnie to nie rani. Jest to cena, którą płaci się za własną niezależność. Cena, którą watro zapłacić, żeby być sobą, żeby być niezależną, wolną osobą. Nie do końca jestem przekonana, czy negatywny odbiór to coś specyficznie polskiego. Myślę, że w każdym kraju są tematy, które są trudne. I gdy ktoś ma jakieś odrębne zdanie, może spotkać się z taką reakcją i musi mieć świadomość, że nie wszystkim to się spodoba. Tak, jak powiedziałam, jest to cena za moją niezależność i jakby jestem tego świadoma.
Sporo Pani śpiewa o Polsce.
- Jeśli chodzi o to, co śpiewam, to moje teksty dotyczą zdecydowanie Polski, ponieważ tu mieszkam i to jest mój kraj i moje środowisko naturalne, więc nie ma sensu, żeby śpiewać o innym miejscu. I nawet mnie to nie ciekawi. Ciekawi mnie ten kontekst tutaj.
Śpiewa Pani: „Sorry Polsko, nie oddałabym Ci Polsko ani jednej kropli krwi”. Mocne. Chciała Pani przez to powiedzieć, że…
- Dokładnie to, co jest w nim zaśpiewane. Nie mam niczego do dodania. Tam jest wszystko powiedziane: „Lepszy żywy obywatel niż martwy bohater”. Nie chciałabym tłumaczyć tego tekstu, bo tam jest wszystko zapisane, co miałam do powiedzenia o Polsce w kontekście patriotyzmu i tego tematu. Nie jest dobrze tłumaczyć swoje teksty.
Rozprawia się Pani także z mitem macierzyństwa, mitem Matki Polski. W Polsce to świętość, którą Pani narusza.
- Wielokrotnie powtarzam, że to, co śpiewam i mówię, to moja własna wizja. To wszystko dotyczy mnie i to jest światopogląd Marii Peszek. Nie przynoszę żadnych recept, nie rozprawiam z żadnymi mitami. Tak to jest wszak rozumiane i wiele osób mówi mi, że jest im to bliskie. I to jest dla mnie wspaniałe, tylko że ja zawsze unikam takich sytuacji, kiedy mam być jakimś odnośnikiem albo osobą, która mogłaby być przywódcą jakiejś grupy.
Może to być tak odbierane.
- To świetne i fantastyczne. I bardzo miłe jest to, że łączy nas jakieś współodczuwanie. Natomiast zawsze podkreślam, że to, co mówię, jest to światopogląd tylko i wyłącznie mój czyli Marii Peszek i to nie są żadne recepty. Myślę, że jest to bardzo osobista płyta. Bardzo intymna w gruncie rzeczy. Fakt, że wywołała tyle szumu, świadczy tylko o tym, że taki głos był potrzebny. To nie było moim zamiarem tak naprawdę.
Co chciała Pani przekazać poprzez tytuł płyty „Jezus Maria Peszek”? Zanegować fałszywą pobożność? Wyznać swoją niewiarę w Boga? Śpiewa Pani: „Pan nie jest moim pasterzem”.
- Nie chciałabym tego tłumaczyć. Myślę, że ludzie są bardzo inteligentni i wrażliwi i sami się domyślą. Czułabym się bardzo niekomfortowo, gdybym wykładała im wszystko „kawa na ławę”. Nie czułabym się z tym zbyt dobrze, gdybym miała tłumaczyć moje teksty słowo w słowo.
Czuje się Pani spełniona zawodowo?
- Bardzo. Czuję się wspaniale. Zwłaszcza teraz, kiedy bardzo dużo ludzi kupiło moją płytę i przychodzi na moje koncerty. A gramy ich bardzo wiele. Obecnie gramy w mniejszych miastach. Czasami w nawet malutkich miasteczkach i odbiór jest tam nierzadko bardzo żywiołowy. I to jest coś wspaniałego, więc tak naprawdę jest to spełnienie moich artystycznych marzeń. Nie wiem, czego mogłabym chcieć więcej. Jest wszystko, tak jak trzeba. Robię to, co kocham. Mogę się z tego utrzymać. I jeszcze ludzie chcą tego słuchać.
Ludzie albo Panią kochają, albo nienawidzą. Wywołuje Pani skrajne emocje. Nie wszyscy artyści tak potrafią.
- Nie, ale też nie wszyscy muszą. Niektórzy robią muzykę i uprawiają taką sztukę, która nie ma na celu poruszać, tylko ma być przyjemnością, albo chwilą wytchnienia. To nie musi poruszać. Natomiast to, co ja robię, nie musi być przyjemnie ani ładne, tylko ma dostarczać wzruszeń. To chyba dlatego tak jest.
Nie wstydzi się Pani mówić o swojej chorobie. Nie wszyscy rozumieją, że nawet ci normalni mogą cierpieć na chorobę duszy. Dlatego nie lubimy się z tym afiszować
- Było to potrzebne, żeby o tym powiedzieć, ponieważ ta płyta nie powstałaby, gdyby nie było tamtego doświadczenia. To było dla mnie ważne. I to nie miało służyć temu, że ja zwierzę się z jakiejś mojej intymnej sytuacji ludziom, ot tak. Tylko zależało mi, żeby uzmysłowić im, że nie byłoby mojej płyty, gdyby nie ta cała sytuacja, gdyby nie to całe doświadczenie, które w gruncie rzeczy po jakimś czasie okazało się czymś budującym, ważnym i takim zmieniającym wszystko. Natomiast oczywiście, że nie jest łatwo mówić o takich rzeczach. Najlepszym tego przykładem są reakcje, które miały miejsce po moim słynnym wywiadzie. Część ludzi do tej pory nie może zrozumieć, dlaczego to zrobiłam i zarzuca mi, że zrobiłam to w celu marketingowym, albo mówi, że to jest wymyślone, że jestem aktorką i to sobie wymyśliłam. Moim zdaniem każda tego typu jasna i bardzo otwarta deklaracja, która dotyczy rzeczy trudnych dla ludzi, wywołuje takie sytuacje. Dlatego też ludzie, którzy opowiadają o swoim homoseksualizmie albo o swoich jakiś osobistych rzeczach, które są nieakceptowane, zawsze wywołują ostre reakcje. Więc nie jest to łatwe, ale warto było. Absolutnie tego nie żałuję i zrobiłabym jeszcze raz to samo. Poza tym dla wielu ludzi było to bardzo ważne. Spotykam się też z taką falą nie tyle wdzięczności, ile podziękowań, że to było dla niech ważne, że ktoś publicznie rozpoznawalny o czymś takim opowiedział. Więc to było potrzebne. Chociaż rzeczywiście niełatwe.
Najbliższe plany?
- Obecnie gramy bardzo dużo koncertów, jeździmy po całej Polsce. Gramy w dużych miastach i w małych miasteczkach. I to jest taka czynność, która konsumuje bardzo dużo energii i jest dość wyczerpująca, natomiast daje też mnóstwo radości. Będziemy grali te koncerty jeszcze długo, na pewno przez kilka miesięcy. I dopiero kiedy ta intensywna fala koncertowa trochę przygaśnie, zastanowię się, co dalej zrobię.
Jest Pani bardziej aktorką czy piosenkarką?
- W tym momencie skupiłam się zdecydowanie na muzyce, bo przez dziesięć lat bardzo intensywnie uprawiałam aktorstwo i gdzieś tam to się skończyło i przestało być dla mnie fascynujące. Zajęłam się muzyką i to na razie jest przestrzeń, która sprawia mi mnóstwo radości, dużo więcej niż sprawiało mi aktorstwo. Może lepiej zajmować się tym, co daje nam radość, a nie ból, więc na razie zajmuję się muzyką, ale nie wykluczam, że do aktorstwa kiedyś jeszcze wrócę.
dk