UWAGA!

Sounds Like The End Of The World – debiut elblążan!

 Elbląg, Sounds Like The End Of The World – debiut elblążan!

Pomimo, że grają razem dopiero od dwóch lat, mają już na swoim koncie niezłe osiągnięcia. W 2013 roku wydali mini album „It All Starts Here”, w międzyczasie koncertowali z takimi zespołami jak: Long Distance Calling, Tides From Nebula, DispersE czy God Is An Astronaut. 6 maja miała premierę debiutancka płyta zespołu „Stages of Delusion”.

Sounds Like The End Of The World to pięcioosobowy, instrumentalny skład z Elbląga. Tworzą go ludzie, którzy dali się już poznać w innych lokalnych projektach: Mateusz Gajda – gitara basowa, Łukasz Pawluk – instrumenty klawiszowe, Michał Baszuro – gitara elektryczna, Wojciech Kowal – gitara elektryczna, Tomasz Hoffman – instrumenty perkusyjne. W lutym tego roku, w gdyńskim Sounds Great Promotion, nagrali materiał na debiutancką płytę. „Stages of Delisuon” ukazała się 6 maja nakładem własnym zespołu. Czy faktycznie jest to dźwiękowy obraz końca świata?
       Na debiucie elblążan znajdziemy 9 kompozycji, które najprościej można sklasyfikować jako post-rock/metal. Utwory są wyłącznie instrumentalne, okraszone dużą dawką melodii i przestrzeni. Ich siłą jest harmonia, dźwięki przelewają się przez głośniki w sposób bardzo przemyślany i płynny, bez dysonansów, niepotrzebnych wtrąceń, fałszywych tropów. Muzyka cały czas ciągnie do przodu, oparta o świetne melodyjne gitary, podbite solidną sekcją rytmiczną. Na można pominąć roli klawiszy, które pomagają budować intrygujący klimat, wypełniając dźwiękową przestrzeń. SLTEOTW postawili, co rzadkie w tego typu muzyce, na utwory krótkie (najdłuższy 6:18), dzięki czemu słuchacz nie jest w stanie się znudzić. Nie ma tu mozolnego, rozdmuchanego w czasie, budowania kompozycji i nastroju. Jest za to duża dynamika i urozmaicenie. Od utworów spokojniejszych i lżejszych („85”, „Free Fall”, „Everything is Odd”) po cięższe i szybsze („What Are You Up To?”, „Trafalgar Square”, „Watching Alex”). Ciężko mi znaleźć faworyta, każda kompozycja ma w sobie coś intrygującego (jak znakomite, narastające zakończenie „Lunar Tide”, solówka w końcowym „Red Moon Valley”, klawisze w numerze tytułowym). Całości dopełnia bardzo dobre brzmienie, za które odpowiada Kuba Mańskowski (m.in.: Behemoth, Obscure Sphinx) - czytelne i selektywne, a przy tym odpowiednio mocne.
       „Stages of Delusion” trwa 41 minut i ten czas zlatuje w mgnieniu oka. I stanowczo nie jest to czas stracony. Jeśli tak ma wyglądać koniec świata, to nie ma się czego obawiać, będzie naprawdę przyjemnie.
      
Tomasz Sulich

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Najnowsze artykuły w dziale Kultura

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama