Jedno zdjęcie, wiele historii z Olimpią w roli głównej

Stare fotografie potrafią być przewrotne. Fotograf ustawia rodzinę, naciska spust migawki i zatrzymuje zwyczajną chwilę, nie podejrzewając, że po ponad czterdziestu latach równie interesujące jak osoby na pierwszym planie okaże się coś stojącego z boku. Tak jest ze zdjęciem opublikowanym przez Tadeusza Salamuchę na facebookowej grupie „ELBLĄG – Nasze Miasto. Spojrzenie własne. Historia i współczesność na foto.”. Podpis jest skromny: „Ul Nowowiejska rok 1985..”. Na fotografii rodzina, za nią dobrze rozpoznawalny Elbląg tamtych lat, a obok charakterystyczny koziołek. Kilka zapisanych na nim słów wystarcza, żeby uruchomić całą serię powiązań.
Koziołek zapraszał na Błękitnych
Zdjęcie wykonano w rejonie skrzyżowania ulic Nowowiejskiej, 12 Lutego, Teatralnej i płk. Dąbka. Na stojącej przy ulicy tablicy można odczytać: „Mecz o mistrzostwo II ligi. Olimpia Elbląg - Błękitni Kielce. 1.09.85, niedziela, godz. 15.00”.
W 1985 roku była to po prostu informacja dla mieszkańców. W niedzielę przy Agrykola gra Olimpia, więc warto pojawić się na stadionie. Sam mecz był jednak częścią znacznie większego wydarzenia przygotowanego z okazji Dnia Energetyka. Odbywał się festyn „Zamech miastu”, pojawiła się orkiestra garnizonowa, były pokazy spadochroniarzy, a w przerwie spotkania także wyścigi gokartów. Rywalizowano również w konkurencjach sportowo-rekreacyjnych przygotowanych dla reprezentacji zamechowskich wytwórni. Na trybunach zasiadło około 8 tysięcy widzów. Agrykola dostała więc całą oprawę dużego sportowego wydarzenia. Pogoda dopisała, publiczność również, jedynie piłkarsko nie ułożyło się po myśli gospodarzy.
Wszystko pasowało. Poza wynikiem
Błękitni Kielce wygrali 3:0. Jacek Spychalski podczas niedawnego spotkania z cyklu „Poniedziałki z historią” nie próbował po latach szukać dla tamtego występu łagodniejszych określeń: „graliśmy piach. 3:0 w czapę”. Zapytany o reakcję kibiców odpowiedział jeszcze krócej: „tragedia”. Sami zawodnicy również mocno przeżyli porażkę, tym bardziej że Błękitni nie zapisali się w jego pamięci jako zespół wyraźnie lepszy. Był to przeciwnik, z którym elblążanie mogli rywalizować, a właśnie tego dnia wszystko potoczyło się odwrotnie, niż oczekiwano.
Spychalski przy okazji tej historii podkreślał też, że liczna publiczność nigdy szczególnie go nie paraliżowała. Po pierwszym gwizdku potrafił odciąć się od trybun i skupić wyłącznie na grze. Ośmiotysięczny tłum nie był więc dla niego ciężarem. Tamten mecz zapamiętał po prostu jako wyjątkowo słaby występ drużyny.
Szaranowicz i Szpakowski w Elblągu
Rodzinne zdjęcie przy Nowowiejskiej zaczyna łączyć się z kolejną fotografią. Tego samego dnia przy Agrykola pojawiła się także ekipa telewizyjna z Włodzimierzem Szaranowiczem i Dariuszem Szpakowskim. Na zachowanym kadrze stoją od lewej: Szaranowicz, Zdzisław Konopka, Jerzy Kuczyński i Szpakowski. Konopka zmarł w 1997 roku, Kuczyński w 2026. Autorem zdjęcia jest Andrzej Kulik, a po niedawnym odejściu Jerzego Kuczyńskiego fotografię przekazał Olimpii Lech Strembski.
Szaranowicz i Szpakowski nie byli tylko gośćmi meczu. Z archiwalnego „Głosu Zamechu” wynika, że prowadzili i komentowali konkurencje przygotowanego festynu. Były między innymi sztafety, slalom rowerowy i piłkarski, tor przeszkód oraz trójbój rodzinny. Ich komentarze miały wzbudzać na widowni sporo uśmiechu.
Dzisiaj nazwiska Szaranowicza i Szpakowskiego należą do najbardziej rozpoznawalnych w historii polskiego dziennikarstwa, ale obok nich stoją dwie ważne postaci elbląskiego sportu. Jerzy Kuczyński przez dziesięciolecia opisywał lokalne wydarzenia, zaczynając jeszcze w „Głosie Zamechu”, później pracując dla kolejnych redakcji i przez lata będąc korespondentem Polskiej Agencji Prasowej. Był też działaczem sportowym związanym m.in. z Olimpią, prawdziwym człowiekiem-instytucją miejscowego środowiska.
Zdzisław Konopka również miał z Olimpią i Zamechem mocne związki. W latach 60. należał do czołowych piłkarzy ręcznych Olimpii, która z powodzeniem występowała w II lidze, a później jako pracownik Zamechu odpowiadał za sport zakładowej załogi. Obecność obu elblążan obok Szaranowicza i Szpakowskiego nie była więc przypadkowa. Na jednym kadrze spotkały się ogólnopolskie media i ludzie, którzy przez lata współtworzyli sportową historię Elbląga.
Spychalski wybrał właśnie Błękitnych
Najciekawsze w całej historii wydarzyło się jednak ponad czterdzieści lat później. Podczas „Poniedziałków z historią” Spychalski dostał pytanie, który mecz chciałby rozegrać jeszcze raz, gdyby mógł na chwilę odzyskać swoje dwadzieścia kilka lat i ponownie wejść do szatni Olimpii. Miał z czego wybierać. Z Olimpią potrafił pokonać 2:0 pierwszoligową Lechię Gdańsk w Pucharze Polski, samemu wpisując się na listę strzelców. Był też pamiętny mecz z Legią Warszawa zakończony remisem 1:1, po którym pozostało przekonanie, że można było ugrać jeszcze więcej. Spychalski nie wybrał jednak żadnego z sukcesów. „No z Błękitnymi” - mówił bez większego zastanowienia. Gdyby dostał drugą szansę, próbowałby przede wszystkim inaczej zmobilizować siebie i drużynę. Bolała nie tylko porażka, ale również cała otoczka. Tłum ludzi, przyjaciele, znajomi, wielkie wydarzenie w mieście, a później trzy bramki dla gości. „Kupa ludzi, kupa przyjaciół, znajomych, a my taką plamę daliśmy”. Nie chciał więc jeszcze raz przeżyć pięknego zwycięstwa, chciałby wygrać z Błękitnymi i wyrzucić z pamięci złe wspomnienie.
Jedno zdjęcie, kilka dróg do tej samej historii
I dopiero kiedy wszystkie elementy położy się obok siebie, wówczas widać ile może pomieścić jeden przypadkowy kadr. Fotografia udostępniona przez Tadeusza Salamuchę jest ciekawsza, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Rodzinne zdjęcie wykonane przy Nowowiejskiej niespodziewanie łączy się z jednym konkretnym popołudniem przy Agrykola, archiwalną fotografią Andrzeja Kulika, wizytą Szaranowicza i Szpakowskiego oraz wspomnieniami Spychalskiego, które wróciły po czterech dekadach. Co więcej, zdjęcie z koziołkiem, po wielu latach zostało opublikowane w niedzielę 6 września, dzień przed spotkaniem ze Spychalskim, podczas którego opowiadał o meczu z Błękitnymi. Trudno o lepszy przypadek dla cyklu zatytułowanego „Poniedziałki z historią”.
Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg.