UWAGA!

----

Olimpia bliżej Wojewódzkiego Pucharu

 Elbląg, Olimpia bliżej Wojewódzkiego Pucharu
fot. Mateusz Bryl, Olimpia Elbląg

Emocje w meczu Stomilu Olsztyn z Olimpią Elbląg wrzały jak lawa w wulkanie, co nie dziwi przy starciu dwóch największych miast w województwie i rywalizacji pełnej wzajemnej niechęci. Na boisku niczego nie brakowało, ale dla elblążan najważniejsze było zwycięstwo i awans do kolejnej rundy.

Każdy przeczuwał, że tego popołudnia nie będzie miejsca na obojętność i rzeczywiście, od pierwszego gwizdka emocje rozlały się po trybunach. Stadion żył, doping pulsował i niósł się echem, nie pozwalając na moment wytchnienia. Na murawie walka bez kalkulacji, bez półśrodków, bez asekuracji.

Olimpia początkowo zdecydowanie narzuciła ton tej opowieści. Żółto-biało-niebiescy weszli w mecz z impetem, przejęli inicjatywę i zepchnęli rywala do defensywy. Wydawało się, że przewaga wkrótce znajdzie odzwierciedlenie w wyniku. Futbol okazał się jednak przewrotny już w 3. minucie. Błyskawiczna kontra gospodarzy, chwila chaosu i odrobina szczęścia wystarczyły, aby zmienić bieg wydarzeń. Nieczyste uderzenie Wójcika przybrało nieprzewidywalną trajektorię i zmyliło Wojciechowskiego. Piłka zatrzepotała w siatce, a Stomil objął prowadzenie.

Strata bramki nie wytrąciła Olimpii z rytmu. Reakcja była natychmiastowa i pełna determinacji. Zespół nadal prowadził grę, nadal dyktował warunki, jakby chciał przywrócić naturalny porządek rzeczy. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie. W 9. minucie sektor kibiców z Elbląga eksplodował. Precyzyjne dośrodkowanie, idealne wyjście do piłki i Czapliński zawieszony w powietrzu niczym zatrzymany kadr. Uderzenie głową okazało się perfekcyjne, zdecydowane i nie do obrony. Wynik 1:1 przywrócił równowagę i jeszcze mocniej rozpalił widowisko.

Historia Dawida Czaplińskiego nadaje temu trafieniu szczególną wagę. Sezon upływał pod znakiem walki z kontuzją, która wykluczyła go z wielu spotkań i zatrzymała rozwój w najmniej odpowiednim momencie. Powrót przebiegał stopniowo, z wyczuciem i cierpliwością sztabu, najpierw w krótkich epizodach, później w coraz dłuższych występach, aż w meczu ze Świtem pojawił się w wyjściowym składzie. Przeciwko Stomilowi ponownie otrzymał zaufanie i odpłacił w najpiękniejszy sposób, zdobywając pierwszy gola w pierwszym zespole. Trafienie miało wymiar symboliczny, długo wyczekiwane i okupione miesiącami pracy oraz walki z własnym ciałem. Ciekawy detal dopełnia historię, bo ostatni raz strzelał na tym stadionie w barwach rezerw, dziś wrócił w to samo miejsce i dopisał nowy, znacznie ważniejszy rozdział swojej kariery.

Po trafieniu wyrównującym obraz gry uległ wyraźnej zmianie. Równowaga zapanowała nie tylko na tablicy wyników, ale także w boiskowych poczynaniach. Obie strony szukały swoich momentów, a akcje płynnie przenosiły się spod jednej bramki pod drugą. Olimpia starała się nadać wydarzeniom bardziej uporządkowany charakter, cierpliwie konstruując akcje, operując dużą liczbą podań i umiejętnie wykorzystując szerokość boiska. Piłka krążyła, zmieniała strony i szukała luk w defensywie rywala, ale klarownych sytuacji w pierwszej połowie już nie było.

Druga połowa przyniosła dalszy ciąg emocji. Spotkanie było naładowane napięciem, Stomil kipiał determinacją, jednak w tej batalii Olimpia prezentowała profesorską dojrzałość. Spokój i kultura gry pozostawały po stronie elblążan, którzy kontrolowali rytm wydarzeń. W 60. minucie doszło do roszady, Czapliński opuścił murawę, a jego miejsce zajął inny wychowanek, Kozera. Chwilę później napastnik żółto-biało-niebieskich zachował się z imponującym opanowaniem, mijając rywali z lekkością i w idealnym momencie zagrywając perfekcyjną piłkę do wychodzącego Kordykiewicza. Asysta najwyższej próby, wykończenie równie znakomite.

Po wyjściu na prowadzenie Olimpia cofnęła się do obrony, Stomil ruszył do ataku, próbując wszystkiego, co mogło zmusić Wojciechowskiego do kapitulacji. Bramkarz elblążan wyczyniał jednak cuda, broniąc strzały i kąśliwe dośrodkowania. Przy kilku rzutach rożnych wydawało się, że piłka wpadnie do siatki, ale za każdym razem bohaterem okazywał się Wojciechowski. Spotkanie ciągnęło się niemal sto minut, końcówka napięta niczym struna, pełni dramaturgii, ale - na szczęście - gola wyrównującego nie oglądaliśmy. Olimpia sięgnęła po zwycięstwo i awansowała do kolejnej rundy WPP.

 

Stomil Olsztyn - Olimpia Elbląg 1:2 (1:1)

bramki: 1:0 - Wójcik (3. min.), 1:1 - Czapliński (9. min.), 1:2 - Kordykiewicz (63. min.)

Olimpia: Wojciechowski - Wierzba. Winkler, Sarnowski, Sznajder, Młynarczyk, Czernis, Kołoczek, Krawczyk, Czapliński, Kordykiewicz

ponadto zagrali: Szczudliński, Kozera, Pek, Kondracki, Laszczyk, Karbownik


Najnowsze artykuły w dziale Olimpia

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama