Maryna leżała naga, nie oddychała. Ratownicy opowiedzieli, co zastali w mieszkaniu

Maryna leżała na podłodze naga z częściowo ogoloną głową, nie oddychała, wokół niej była krew. Ratownicy medyczni, którzy jako jedni z pierwszych udzielali jej pomocy, we wtorek (3 listopada) opowiedzieli przed Sądem Okręgowym w Elblągu, co zastali w mieszkaniu. Oskarżonym w tej sprawie jest Tomasz P.
Przed Sądem Okręgowym w Elblągu odbyła się kolejna rozprawa Tomasza P., oskarżonego o śmiertelne pobicie Maryny Z. Mężczyzna miał kopać kobietę, a następnie ogolić jej głowę i pociąć ubrania. Doznała ona ciężkich obrażeń, zatrzymania krążenia i niedotlenienia mózgu. Zmarła w szpitalu. Zeznania złożyli we wtorek (3 listopada) m .in. dwaj ratownicy medyczni, którzy udzielali Marynie Z. pierwszej pomocy. Zastali ją leżącą na podłodze nagą z ogoloną częściowo głową. W mieszkaniu był bałagan, na podłodze ślady krwi. Kobieta już nie oddychała. Resuscytację krążeniowo-oddechową prowadził policjant. Tomasz P. oraz jego matka siedzieli w kuchni. Mężczyzna, jak zeznali, krzyczał i lamentował.
- Pani leżała na podłodze naga, częściowo miała ogolone włosy i liczne otarcia na ciele. Zobaczyliśmy policjanta, który uciskał jej klatkę piersiową, my to przejęliśmy później. Pani była nieprzytomna. Na miejscu zastaliśmy też mężczyznę i inną kobietę. Dopiero później dowiedziałam się, że była to mama oskarżonego – zeznawał dziś w sądzie pierwszy z ratowników.
Z zeznań, które złożył on w toku śledztwa wynika, że w mieszkaniu było dużo krwi.
- Kobieta miała duży krwiak, całe oko było spuchnięte. Bezpośrednio przed kobietą było dużo krwi, ta krew pod nią była rozmazana. Jak ją przenosiliśmy, to mata była cała we krwi. Ta kobieta miała ogoloną górę głowy, nie zauważyłem tych obciętych włosów gdzieś obok. Po podłączeniu do monitora okazało się, że kobieta nie oddycha i nastąpiło zatrzymanie krążenia. Została jej podana adrenalina, po kilku minutach krążenie zostało przywrócone – przytaczał sędzia zeznania ratownika, które ten złożył podczas śledztwa.
- Jak zachowywał się ten mężczyzna (oskarżony-red.)? – dopytywał sędzia
- Był pobudzony – mówił świadek.
Drugi z ratowników zeznał, że z kuchni, gdzie oskarżony przebywał z matką, słychać było jego krzyki.
- Nie wiem co to dokładnie były za słowa, ponieważ skupiałem się na pacjentce. Określiłbym to lamentem – zeznał ratownik.
Przypomnijmy. Do tych dramatycznych wydarzeń, które poprzedziły śmierć pochodzącej z Ukrainy Maryny Z. doszło 31 stycznia tego roku w Stagniewie, w jednym z mieszkań przy ulicy Dalekiej. Mężczyzna otrzymał zarzut z 156 par. 1 pkt. 2 i par. 3 kodeksu karnego – czyli pobicie ze skutkiem śmiertelnym, gdzie górną granicą kary jest dożywocie.
Tomasz P. nie przyznaje się do winy. Przebywa w areszcie tymczasowym. Do sprawy wrócimy.
Ze względu na charakter sprawy komentarze są wyłączone.
Czytaj również: Zazdrość przerodziła się w dramat. Maryna zmarła po brutalnym ataku.