UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

„Poznawać historię po to, by się nie powtórzyła”

 

Anna Szawara jest nauczycielką języka polskiego w Szkole Podstawowej nr 1 i Publicznej Szkole Podstawowej SPSK w Elblągu, zaangażowaną w przybliżanie uczniom ważnych postaci związanych z naszą lokalną historią. Wkrótce do szkół trafi jej książka „Jestem Janek” opowiadająca o Zbyszku Godlewskim, zamordowanym podczas wydarzeń Grudnia 1970 r.

Z autorką publikacji „Jestem Janek” rozmawiamy o jej książce, planowanym projekcie edukacyjnym dotyczącym grudniowych wydarzeń, a także o tym, jakie znaczenie ma poznawanie przez nas trudnych kart historii.

 

- Okrągła rocznica tragicznych wydarzeń Grudnia 1970 coraz bliżej. Jak doszło do powstania książki o Zbyszku Godlewskim, nieodłącznie związanym z tą kartą naszej historii?

- Do napisania książeczki namówiła mnie córka. Miałam to szczęście, że poznałam panią Izabelę, mamę Zbyszka Godlewskiego. W czasie wizyty u niej, opowiedziała najpierw o Gałkówku, gdzie wcześniej mieszkali, potem jak znaleźli się w Elblągu i o smutnych wydarzeniach w grudniu 1970 roku. Opowieść pani Godlewskiej zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Moja córka stwierdziła, że ludzie szukają mądrych książek dla swoich dzieci i powinnam o tym napisać. Nie bardzo wiedziałam, jak to zrobić, to historia trudna do przekazania dzieciom. Padł również argument, jak świetnie książka babci wyglądałaby na półce z książkami wnuczki. Wtedy jeszcze nie przypuszczałam, że rok po napisaniu faktycznie zostanę babcią i wnuczka będzie mogła kiedyś przeczytać historię Zbyszka Godlewskiego.

 

- Publikacja jest skierowana do młodszych czytelników. Jak się pisze książkę o bardzo trudnych sprawach skierowaną do takiego odbiorcy?

- Chciałam, żeby książeczka w sposób przystępny opowiadała dzieciom o trudnych wydarzeniach 1970 roku. Pracuję w szkole od ponad 30 lat, sama mam dzieci. Starałam się pisać językiem zrozumiałym dla dziecka. Tak, jakbym własnym dzieciom opowiadała tę historię. Język książki może się wydawać czasem nieco infantylny, ale naszego „dorosłego” języka potencjalni czytelnicy by nie zrozumieli.

 

- Co w zbieraniu materiału i pisaniu stanowiło największą trudność, a co dawało Pani najwięcej satysfakcji?

- Trudności właściwie nie było. Wszelkie okoliczności i wydarzenia tak się toczyły, jakby wszystko przemawiało za pisaniem. O odszukanie kontaktu z panią Izabelą Godlewską poprosił mnie dziennikarz „Tygodnia w Koluszkach”, który pisał reportaż o Zbyszku. Zwróciłam się też o pomoc do prezesa PTTK, pana Leszka Marcinkowskiego. Drugim tropem było szukanie informacji w parafii Wszystkich Świętych i tu z pomocą przyszedł mi ksiądz proboszcz Artur Radacki. Ogromną pomoc okazała także elbląska dziennikarka Grażyna Wosińska. Dwukrotnie udało mi się spotkać z panią Godlewską. Po jakimś czasie los zetknął mnie z kolegą Zbyszka ze szkoły, z którym razem wyjechali do Gdyni. Miałam też okazję rozmawiać z małżeństwem z Gdyni, świadkami wydarzeń w stoczni. Pan opowiadał, jak niósł drzwi z ciałem Godlewskiego. Wydarzenia i ludzie jakby sami przychodzili, może taki łut szczęścia. Największą satysfakcją były oczywiście spotkania z ludźmi, słuchanie ich opowieści, trudnych wręcz do wyobrażenia.

 

- Książka "Jestem Janek" jest związana z Pani projektem edukacyjnym Grudzień 70 w oczach dziecka. Na czym polega ta inicjatywa?

- Projekt Grudzień 70 w oczach dziecka jest skierowany do dzieci i młodzieży, uczniów elbląskich szkół. Ma to być swego rodzaju hołd i uczczenie rocznicy wydarzeń na Pomorzu, a przede wszystkim poległych w tym czasie elblążan. To taka trochę zapomniana historia, a 50. rocznica jest dobrym pretekstem, by o niej opowiedzieć. W ramach tego projektu za pieniądze uzyskane ze stypendium prezydenta miasta została wydana książeczka o Zbyszku Godlewskim. Projekt zakłada również lekcje, spotkania ze świadkami wydarzeń grudniowych, a także udział uczniów w grze miejskiej przygotowanej przez PTTK. Poprzez te działania chciałabym najmłodszym przybliżyć kawałek historii i sprawić, byśmy nauczyli się docenić czasy, w jakich żyjemy, by ta historia nigdy się nie powtórzyła.

 

- Jest Pani nauczycielką zaangażowaną w promowanie wartości patriotycznych, zachęcającą uczniów do poznawania kart naszej historii. Czy młodzi ludzie są tym dzisiaj zainteresowani? Czy poznawanie takiej tematyki ma wpływ na ich myślenie, system wartości?

- Patriotyzm zawsze był dla mnie ważną cechą. Świat się kurczy, wszędzie łatwo można dotrzeć, przenikają do nas nowe obyczaje. Jednak myślę, że powinniśmy wiedzieć, skąd jesteśmy i jaka jest historia naszego narodu. Nie po to, żeby ubolewać nad martyrologią, ale żeby nie popełniać błędów, dokonywać dobrych wyborów. To mówię również moim uczniom. Wielu z nich zaczynało przygodę z historią z dużym dystansem. Po kolejnych lekcjach okazywało się, że są nią zainteresowani. Dzieci same poszukiwały swoich rodzinnych historii, odkrywały, że babcia czy dziadek dokonali bohaterskich czynów. Często po tych lekcjach po raz pierwszy rozmawiali z rodzicami o tym, skąd pochodzą, kim byli ich przodkowie. Przynosili do szkoły pamiątki, zdjęcia. To, że widzę zainteresowanie dzieci, napędza do dalszego działania. Myślę, że pokazywanie wartościowych postaci jest ważne dla młodych ludzi i kształtuje ich system wartości. Mam wrażenie, że gdzieś porzuciliśmy w codziennej pogoni to, co wartościowe: człowieka, zasady... Dzieci ze zdziwieniem słuchają opowieści o bohaterskich czynach młodych powstańców warszawskich czy żołnierzy AK. Okazuje się, że człowiek mieszkający w naszym mieście, tak blisko nas, to bohater. To nie postać z gry komputerowej, ale ktoś realny. Mało tego, żył w Elblągu, to jeden z nas. To budzi uznanie uczniów.

 

- Jak prowadzić zajęcia szkolne o takiej tematyce, żeby wzbudzały zainteresowanie uczniów? Ma Pani na to jakiś własny, nauczycielski patent?

- Do prowadzenia takich lekcji historii zachęciła mnie Grażyna Wosińska, dziennikarka elbląska. Bardzo chętnie przychodzi do szkół i rozmawia z młodzieżą, potrafi w sposób zrozumiały przekazać wiedzę o powojennych czasach. Żartujemy czasem, że prowadzimy lekcje na cmentarzu. To kopalnia wiedzy o ludziach i minionych czasach. Lekcje zaczęły się od nauki czytania informacji na nagrobkach. Najpierw tych poleconych przez Grażynę, potem uczniowie sami czytali i zasypywali nas pytaniami. 2 października odwiedziliśmy groby powstańców warszawskich, zaśpiewaliśmy piosenki powstańcze. Udało się wtedy zebrać delegacje z pięciu elbląskich szkół. Takich lekcji było już kilka. Kiedy proponuję kolejne wyjście, zawsze zgłasza się przynajmniej 15 uczniów. Wydawałoby się, że cmentarz to miejsce smutne, ale widocznie młodzi ludzie mają potrzebę odwiedzania takich miejsc. Zwłaszcza, że nie mówimy o ludziach nie wiadomo skąd, ale naszych, bliskich nam.

  Elbląg, Anna Szawara
Anna Szawara (fot. archiwum prywatne)

 

- Co w historii Zbyszka Godlewskiego i wydarzeń sprzed 50 lat jest dla Pani najważniejsze i najbardziej inspirujące?

- Myślę, że historia grudnia 70 uczy przede wszystkim tego, że trzeba szanować każdego człowieka, dokonywać mądrych wyborów, zdobywać wiedzę i rozwijać pasje. Trzech młodych elblążan zginęło. Mieli przed sobą całe życie, plany na przyszłość, a ktoś im brutalnie to odebrał. To lekcja dla młodzieży, by korzystać z każdego dnia i wykorzystywać ten czas dla siebie, robiąc też coś dla drugiego człowieka.

 

- Na książce i projekcie związanym z Grudniem 1970 na pewno nie skończy się Pani działalność związana z przybliżaniem innym ważnych postaci i wydarzeń z naszej historii. Są już jakieś kolejne plany i projekty, którymi może się Pani podzielić?

- Na pewno na tym projekcie się nie skończy, tym bardziej, że widzę zainteresowanie uczniów. Mam też ogromne wsparcie dyrekcji szkoły i koleżanek oraz kolegów. Okazuje się, że patriotyzm to temat, który mimo wszystko pociąga. Może właśnie w tych czasach zabiegania o dobra materialne tęsknimy za czymś, co piękne i wzniosłe? Może tu tkwi tajemnica? Na razie skupiam się na projekcie dotyczącym Grudnia 1970. Zawieszenie zajęć w szkołach, niestety, pokrzyżowało wcześniejsze plany. Mam nadzieję, że od września zaczniemy ten projekt realizować. W naszym mieście mieszkało tylu wspaniałych ludzi, którzy zapisali się na kartach historii, więc nowy projekt zapewne się zrodzi. Sama wciąż poznaję te historie i jestem nimi zafascynowana.

Rozmawiał Tomasz Bil

.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama