UWAGA!

Transplantacja - szansa na życie

 
Elbląg, Transplantacja - szansa na życie
Fot. TB

Wojewódzki Szpital Zespolony niedawno otrzymał z Ministerstwa Zdrowia dofinansowanie w wysokości 1 mln zł w uznaniu za zasługi i osiągnięcia dla medycyny transplantacyjnej. O transplantacjach, dofinansowaniu, a także specyfice pracy Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii rozmawiamy z jego koordynatorem Wojciechem Wenskim.

- Temat zaangażowania w medycynę w transplantacyjną w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym ma długą historię.

- Tak, mamy do czynienia z dość długą tradycją. Zgłaszanie dawców narządów zaczęło się w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w latach 90. To zupełnie inne czasy, transplantacje zdarzały się o wiele rzadziej niż w tej chwili. Świat poszedł do przodu i o wiele łatwiej identyfikować dziś pacjentów, którzy mogą być dawcami. Pionierem tej działalności w Elblągu był dr Zbigniew Landowski, który kierował Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii przez wiele lat. To przy nim wdrażałem się w te procedury. Warto powiedzieć, że dawniej kwestie dotyczące transplantacji nie były sformalizowane tak jak obecnie. W szpitalach nie działali wtedy koordynatorzy ds. transplantacji. Tę pracę trzeba było organizować sobie samodzielnie. Wiedzieliśmy, w jaki sposób identyfikować pacjenta, jakie badania należy przeprowadzić. Dopiero po 2000 r. pojawiła się u nas pierwsza koordynatorka ds. transplantacji.

 

- Jak przyznane przez ministerstwo dofinansowanie przełoży się na działanie oddziału?

- Byliśmy i jesteśmy świetnie wyposażonym oddziałem, jednym z lepiej wyposażonych na północy kraju. W świecie medycyny zawsze jednak występuje problem zużycia specjalistycznych urządzeń. Samorząd wojewódzki w bardzo skromnym stopniu finansuje zakupy, a milion złotych, który pojawia się niespodziewanie, to duża suma. Dzięki dofinansowaniu zakupione zostały sprzęty, które będą zastępowały te bardziej zużyte. Mowa o aparatach do znieczulenia, wózkach transportowych z aparaturą monitorującą, aparatach do USG itd. W teorii nie jest to może jakiś „wysublimowany” sprzęt, jednak jego zakup bez tych pieniędzy byłby bardzo problematyczny. Jestem prawie od 20 lat ordynatorem, moja bezpośrednia przełożona, dyr. Gelert, jest tu jeszcze dłużej. Szpital dostał do tej pory wiele listów gratulacyjnych, jednak gdy usłyszeliśmy, że otrzyma nagrodę w wysokości miliona zł, dyrektor sama przyznała, że przeżyła szok. To pierwszy raz w naszej historii, gdy wyróżnienie działalności na polu medycyny transplantacyjnej przełożyło się na wymiar finansowy.

 

- Transplantacja to temat bardzo trudny nie tylko od strony medycznej. Leczenie, ratowanie życia jednej osoby, wiąże się zwykle ze śmiercią innej. Jak wyglądają spotkania z rodzinami potencjalnych dawców?

- Trzeba uzmysłowić rodzinie, że ta konkretna osoba nie żyje. Zapisy w polskim prawie nie zmieniły się bardzo na przestrzeni lat, zostały ewentualnie doprecyzowane. O życiu człowieka decyduje działający mózg. By stwierdzić, że nie działa, trzeba wykonać specjalistyczne badania. Te próby powtarzane są po upływie kilku godzin, aby absolutnie wykluczyć możliwość pomyłki. Jeżeli te próby potwierdzą śmierć, to stwierdza się ją komisyjnie. Dopiero wtedy można rozpocząć rozmowy z rodziną. Trzeba zaznaczyć, że w naszym kraju funkcjonuje pod tym względem dziwny model: jest obowiązujące prawo, a życie toczy się obok niego. Wyjaśniam: każdy ma absolutne prawo za życia zgłosić sprzeciw wobec pobierania narządów w przypadku jego śmierci. Taka informacja znajduje się w centralnym rejestrze sprzeciwów. Jeśli takiego sprzeciwu nie było, to teoretycznie nie trzeba zgody rodziny na pobranie narządów, oczywiście z wyłączeniem osób niepełnoletnich czy ubezwłasnowolnionych. Mimo to w Polsce nie pobiera się narządów, kiedy sprzeciwiają się temu rodziny. Na początku lat 90., gdy przeprowadzaliśmy rozmowy z rodzinami, w ogóle nie zdarzało się, by była taka zgoda. Zawsze był absolutny sprzeciw. Po 20-30 latach od pierwszych transplantacji, zapewne również dzięki edukacji w szkołach i mediom, wiele się zmieniło. Obecnie zdarza się, że gdy rozpoczynamy rozmowy z rodzinami, ich członkowie od razu mówią, że wcześniej o tym rozmawiali: „Poruszaliśmy ten problem i uznaliśmy, że jeżeli komuś z nas coś się stanie, to chcemy, aby narządy zostały pobrane”. Oczywiście sytuacje kategorycznego sprzeciwu dalej są obecne. Rozumiemy ból związany z informacją o śmierci bliskiej osoby, nie oczekujemy, że po pierwszej rozmowie zostaną podjęte ustalenia dotyczące pobrania narządów. Wracamy do takiej rozmowy po kilku godzinach, trzeba jednak pamiętać, że tego czasu nie ma zbyt wiele.

 

- Niektórzy w portfelach noszą deklaracje zgody na ewentualne pobranie narządów. Co wtedy?

- Istnieje taka praktyka. Jednak przy panującym u nas modelu, nawet jeśli ktoś miał taką kartkę z deklaracją, a rodzina sprzeciwia się pobraniu, to do tego pobrania nie dojdzie.

 

- Czy w środowisku medycznym lub prawnym trwa jeszcze jakaś dyskusja na temat tego modelu?

- Taki stan rzeczy chyba został przez środowisko medyczne zaakceptowany. W Elblągu nie pobieramy narządów, tylko zgłaszamy narządy do pobrania. Przyjeżdżają wtedy po nie zespoły medyczne z ośrodków transplantacyjnych z różnych miejsc Polski. Żaden zespół nie przyjedzie, jeśli usłyszy, że rodzina sprzeciwia się pobraniu.

 

- Transplantacje dotyczą też w pewnym stopniu żywych dawców.

- Często przeprowadzane są transplantacje nerki. Zwykle jest to przeszczep rodzinny, bo najłatwiej wtedy o tzw. zgodność tkankową. Nerka jest narządem parzystym i z jedną można żyć, nie powoduje to żadnych ograniczeń dla dawcy. W przypadku innych narządów jest to niemożliwe, nie można przeszczepić kawałka serca lub kawałka płuca...

 

  Elbląg, Zespół Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Źródło: strona Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego
Zespół Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Źródło: strona Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego

- W swojej wieloletniej praktyce na pewno ma Pan doświadczenia spotkań z ludźmi, którzy żyją i są zdrowi dzięki transplantacjom. Jak zmienia się ich codzienność po udanej operacji?

- W latach 90. byłem na konferencjach, które organizował Poltransplant, instytucja koordynująca transplantacje w kraju. Spotykałem ludzi m. in. po przeszczepach nerek. Opowiadali oni o swoim życiu przed i po przeszczepie, a to, co mówili, pokazuje, że transplantacje to absolutnie fantastyczny sposób leczenia. Osoby w sytuacjach skrajnej niewydolności nerek musiały być poddawane nieustannym dializom. Ich życie sprowadzało się do tego, że przygotowywały się do dializy, były jej poddawane przez kilka godzin, a po powrocie już musiały myśleć o kolejnej. Takie osoby przyznają, że ich życie po przeszczepie nabiera jakiegoś nowego sensu, niekiedy nawet nie wiedzą, co mogą zrobić z całym zyskanym czasem. Podobnie jest w przypadku potrzeby przeszczepu innych narządów, kiedy pacjenci są cały czas podłączeni do aparatury, co nie może przecież trwać wiecznie. Gdy już znajdzie się dla takiej osoby serce, z powodzeniem się je przeszczepi, możliwy jest powrót człowieka do w miarę normalnego życia. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że my, zgłaszając wolę pobrania narządów, nigdy nie dowiadujemy się, do jakiego konkretnie pacjenta one trafiają.

 

- Zmienia się życie pacjentów, ale zapewne zmienia się też jakoś życie żywych dawców?

- Oczywiście. W Polsce odbywają się przecież także pobrania szpiku, które nie są inwazyjnymi zabiegami. Szpik pobiera się od zdrowych osób i nie jest to traumatyczne doświadczenie dla dawcy, liczba zarejestrowanych dawców szpiku jest jednak bardzo mała. Jesteśmy pod tym względem zdecydowanie zacofanym społeczeństwem. To się zmienia, ale byłoby dobrze, gdyby zmieniało się szybciej.

 

- Wróćmy jeszcze do samego Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii. W elbląskim szpitalu nie wykonuje się transplantacji, a jednak jest on doceniany właśnie na tym polu.

- Transplantacji nie wykonuje się w naszym szpitalu, bo do tego są wyznaczone inne miejsca, najczęściej przy ośrodkach akademickich. Posłużmy się najbliższym przykładem: mamy Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku, przeszczepia się tam nerki od początku lat 90., od niedawna przeszczepia się też serce i płuca. Najważniejsze jest w tym wszystkim dobro pacjenta, ale wykonanie wysoko specjalistycznej procedury jest też wysoko płatne, a pieniądze zostają w takim ośrodku. Kolejną wielką korzyścią dla takiej kliniki jest to, że kadra, wykonując przeszczepy, nieustannie się rozwija. Fenomen naszego szpitala polega na tym, że my tylko zgłaszamy dawców. Szpital w Elblągu od końca lat 90. cieszy się uznaniem transplantologów takich jak nieżyjący już prof. Rowiński czy prof. Zembała, bo pozyskiwaliśmy wiele narządów nie będąc jednocześnie ośrodkiem transplantacyjnym. Bywały lata, że byliśmy absolutnym liderem w kraju pod tym względem.

 

- Czy szpital wojewódzki mógłby stać się ośrodkiem transplantacyjnym?

- Nie sądzę. To bardzo skomplikowana procedura, nie chodzi w niej o samo przeprowadzenie operacji. Trzeba określić zgodność tkankową, dopasować narząd do biorcy, skomplikowana jest zresztą sama logistyka. Wszystko odbywa się na poziomie ogólnopolskim: mamy np. określoną nerkę, bada się antygeny i zgodność tkankową i szuka osoby, która mogłaby z tej nerki skorzystać. Łatwiej jest wtedy przetransportować pacjenta do jakiegoś wyznaczonego ośrodka niż prowadzić przeszczepy w wielu rozproszonych miejscach, także dlatego, że opieka nad takim pacjentem po operacji jest skomplikowana. Transplantacja nie jest procesem ściśle chirurgicznym, polegającym na samym przeszczepieniu. To praca wielu osób, także nad tym, żeby już przeszczepiony narząd podjął swoją funkcję.

 

- Wspomniał Pan o logistyce. Wyzwaniem na pewno jest już sam transport narządów?

- Tego rodzaju problemy jakoś się rozwiązały, było o wiele trudniej w latach 90. Najmniej problematycznym narządem do transportu są nerki, bo tu jest dość szerokie okno czasowe. Trafiają one do specjalnych pojemników z lodem, jest 10-12 godzin, żeby je przeszczepić. Gdy mowa o sercu, płucach, wątrobie, nie ma tyle czasu. Szczęśliwie szpital wybudowano od początku z lądowiskiem dla helikopterów. Do Trójmiasta, Warszawy, narządy transportują karetki. Jeśli zdarzy się, że serce, które można pobrać w Elblągu, jest potrzebne np. w Zabrzu, to siłą rzeczy trzeba wykorzystać transport powietrzny.

rozmawiał Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama