UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Tysiąc kilometrów rowerem z Helu do Tatr

 
Elbląg, Marek Kamm,
Marek Kamm, fot. RG

Rowerowy Maraton Północ - Południe 2020, czyli 1001 km przez całą Polskę, non stop. Na starcie świeży powiew morskiej bryzy. Na mecie nagrodą szczyty Tatr na tle zachodzącego słońca. To wrześniowe, wyczekiwane przez rowerzystów zamknięcie sezonu ultra, to ultraklasyk z mocną górską końcówką. Po raz drugi ukończył go elbląski rowerzysta Marek Kamm.

- To twój drugi maraton Północ - Południe, ale pierwsza jego edycja, gdy trasa przekracza tysiąc kilometrów

- W poprzednich latach te maratony były troszkę krótsze. Pierwszy raz startowałem w nim w 2018 roku, do pokonania było wówczas 930 km. Te plus 70 km robi jednak różnicę, to jest parę godzin „kręcenia” w górach. Trasa Maratonu Północ - Południe również jest modyfikowana, w 2018 roku wiodła między innymi przez Wielkopolskę. Teraz po starcie z Helu jechaliśmy przez Kaszuby, Powiśle, Pojezierze Iławskie, potem Pojezierze Brodnickie, Mazowsze, Góry Świętokrzyskie, Beskid Sądecki i Podhale. Meta była przy Schronisku Głodówka w Bukowinie Tatrzańskiej, czyli finał na wysokości 1150 metrów. Limit czasowy pozostaje niezmienny, są to 72 godziny.

 

- Masz jakąś taktykę na pokonanie tysiąca kilometrów w 72 godziny?

- Niekiedy „głównym rozgrywającym” w maratonie jest pogoda, która potrafi nawet łatwą trasę zmienić w trudną, a nawet ekstremalną. Ja nie jestem typem sportowca, chociaż przy pokonywaniu takich dystansów niektórzy podejrzewają mnie o mocny, regularny trening i ogólne przygotowanie siłowe. Ja po prostu dużo jeżdżę na rowerze, moja taktyka była więc taka, żeby zmieścić się w limicie czasowym i nie przyjechać na metę ostatnim. Niektórzy śpią pierwszą i drugą noc. To możliwe oczywiście przy szybkiej jeździe, na rowerze szosowym. Jeżdżę na góralu (na tę okoliczność miał jedynie zmienione opony na specjalne), wolniej,więc tego snu musiało być u mnie mniej. Pierwszą noc zawsze spędzam „w siodle”, czyli teraz jechałem przez pierwsze 30 godzin bez noclegu, oczywiście z przerwami. Taki jest mój sposób od lat. Jadę swoim tempem, nie za szybkim, lubię też robić zdjęcia, mieć jakąś „dokumentację” z trasy. Dwadzieścia minut przed upływem limitu czasowego dotarłem do mety. Zwycięzca tej imprezy przejechał trasę maratonu w 38 godzin, mi zajęło to dwa razy więcej. Od zwycięzcy dzieli mnie więc czasowa przepaść, ale mi nie chodzi o ściganie się. Chociaż.... mieliśmy na starcie kibiców z Elbląga - mówię mieliśmy, bo w maratonie uczestniczył jeszcze jeden elblążanin, też Marek - i trochę obudziło to we mnie ambicję sportowca. Nie chciałem ich zawieść.

  Elbląg, Tysiąc kilometrów rowerem z Helu do Tatr
fot. arch. Marka Kamma

 

- Co było najtrudniejsze na trasie?

- Najtrudniejsze są góry, podjazdy. Ostatnie sto kilometrów są to największe przewyższenia, najbardziej strome przełęcze. W Górach Świętokrzyskich też są oczywiście podjazdy, ale nieporównywalne z tymi w Beskidzie. Jak ma się już 900 kilometrów „w nogach”, to każda górka jest trudna.

 

- Aby zmierzyć się z takim maratonem trzeba...

- Na przykład mocno trenować przez rok... Mocno, czyli jeździć codziennie, bez względu na pogodę po około 100 km. Po takim roku można się przymierzyć do pokonania takiej trasy. Trzeba też sprawdzić, jak się reaguje na jazdę nocą, bez snu. Niekoniecznie trzeba mieć jakiś "wybitny" rower, mój to góral, składak z 2008 roku. Oczywiście karbonowe rowery są lżejsze, a wiadomo w górach im rower lżejszy, tym łatwiej jechać. Jednak nie tak dawno Robert Woźniak, rowerzysta z Elbląga, pokonał inny ultramaraton na rowerze Wigry 3. Pokazał, że nie wszystko zależy od roweru. Wszystkie maratony i trasy są do pokonania, trudność polega na tym, że trzeba to zrobić w określonym limicie czasowym.

Galerię zdjęć z maratonu można obejrzeć na blogu rowerowym Marka Kamma.

Anna Dawid
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama