UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Zostańmy w domu: Zbuduj sobie królestwo! (odc. 3)

Elbląg, Zostańmy w domu: Zbuduj sobie królestwo!  (odc. 3)

We wtorkowym wydaniu „Zostańmy w domu” wciąż szukamy sposobów na spędzenie czasu w czterech ścianach. W programie planszówka, lektura i… Wojciech Mann.

Krzysztof Jaworski ponownie opowie o grze, tym razem będzie to Królestwo w budowie. Nasz redakcyjny kolega Sebastian Malicki przybliży nieco książki Ryszarda Ćwirleja opowiadające o milicjantach i policjantach z Poznania. Na koniec, media społecznościowe i… Wojciech Mann.

 

Kingdom Builder, czyli Królestwo w budowie

Stawiamy osady, zdobywamy złoto, tworzymy własne królestwo. To wszystko i znacznie więcej czeka nas w grze strategicznej Kingdom Builder, a w polskiej wersji językowej: Królestwo w budowie. To kolejna planszówka o prostych zasadach, dająca mnóstwo frajdy zarówno z graczami młodszymi, jaki ze starymi wyjadaczami. - Można grać zarówno na poziomie „ośmiolatek”, jak i „planszówkowy wymiatacz” – mówi Krzysztof Jaworski, entuzjasta planszówek, na co dzień dziennikarz Radia Eska.

Jak przebiega rozgrywka? - Kindom Builder to szybka gra (jedna rozgrywka trwa około 45 minut) dla 2 do 4 graczy, lub 5 z dodatkiem. Polega na tworzeniu własnego królestwa, poprzez stawianie osad na składającej się z zamiennych modułów planszy. W swojej turze gracz zagrywa swoją kartę terenu i wznosi trzy osady na trzech polach odpowiedniego rodzaju. Do tego dochodzą różnego rodzaju cele do wypełnienia i dodatkowe zadania wynikające ze zdobytych przywilejów. W grze podstawowej na rozgrywkę przygotowujemy plansze zbudowaną z 4 modułów z 8 możliwych rodzajów, wyciągamy 3 z 10 kart punktowania, a w rozgrywce mamy 4 z 8 specjalnych akcji. Łączna liczba kombinacji jest więc bardzo duża – tłumaczy Krzysztof Jaworski.

Zabawa rozkręca się, gdy mamy w kolekcji dodatki do gry. Kingdom Builder cieszy się sporą popularnością na świecie, więc dodatków pojawiło się kilka. Każdy dodaje nowe moduły planszy, nowe postaci, nowe cele i nowe możliwości. - Najciekawszy wydaje mi się dodatek Kingdom Builder Crossroads, oddający do dyspozycji grających okręty i możliwość poruszania się po znajdujących się na mapach obszarach wodnych. Można też poszukać wersji Kingdom Builder Big Box, zawierającej wersję podstawową gry, 4 duże dodatki oraz 3 małe. To cudeńko waży prawie trzy kilogramy – mówi Krzysztof Jaworski.

- Za co cenię Kingdoma? Jest kilka powodów. Gra daje dużo satysfakcji, zarówno w rozgrywce z dziećmi, jak i z doświadczonymi graczami. Z tymi pierwszymi to radosne budowanie własnych królestw, z tymi drugimi może to być zarówno solidny wysiłek intelektualny jak i lekka gra towarzyska. Zasad można nauczyć w trzy minuty, a grać po kilka razy z rzędu, bo gra jest bardzo szybka – zaznacza Krzysztof Jaworski. - Lubię w grach kalkulację i planowanie, ale także losowość. Tutaj można wszystko pięknie zaplanować i plany zrealizować, no chyba że nie podejdzie karta i cały misterny plan... trzeba tworzyć od nowa. Można też, całkiem bez planowania, iść na żywioł. I też gra się bardzo fajnie. Co ważne, gra daje mnóstwo frajdy z wygranej, bo któż z nas nie chciałby zbudować własnego królestwa, do tego lepszego niż inni konkurenci do korony? PS. Zawsze gram pomarańczowymi.

 

Wojak Szwejk i Franek Dolas z poznańskiej komendy WUSW

„To osobnik wyjątkowy. Twórcze i zabawne skrzyżowanie Brudnego Harry'ego z wojakiem Szwejkiem i kanonierem Frankiem Dolasem” - tak jednego z bohaterów neomilicyjnego cyklu książek Ryszarda Ćwirleja scharakteryzował aktor Olaf Lubaszenko. O książkach z Teofilem Olkiewiczem opowiada Sebastian Malicki.

Teofil Olkiewicz jest oficerem Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych (nie będziemy spoilerować i nie zdradzimy innych tajemnic milicjanta) i bohaterem cyklu książek Ryszarda Ćwirleja. Powinienem napisać, że zajmuje się rozwiązywaniem zagadek kryminalnych. Niestety, tak naprawdę nasz bohater zajmuje się dwiema rzeczami: piciem wódki lub piwa oraz kombinowaniem, gdzie mógłby się napić. A że są lata 80–te XX wieku i w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej szaleje kryzys, to nasz bohater musi trochę pogłówkować, gdzie może uzupełnić zapasy procentów w krwiobiegu.

„Olkiewicz powstawał przez lata, ewoluując na kartach kolejnych książek: od prostego chłopka roztropka i funkcjonariusza, potwierdzającego prawdziwość dowcipów o milicyjnych idiotach, by wyrosnąć w końcu na polskiego Szwejka kryminału milicyjnego.” - tak swojego bohatera opisuje jego stwórca, Ryszard Ćwirlej, w wywiadzie dla Kawiarenki Kryminalnej.

Teoś, jak mawiają do niego koledzy, jest milicjantem, więc większych problemów ze znalezieniem źródła „wody życia” nie ma. A szukając i spożywając, niejako przy okazji pomaga znaleźć rozwiązanie kolejnej zagadki. Obok niego przewijają się równie barwne postaci poznańskiego półświatka i organów bezpieczeństwa, a czytelnik ma czasami wrażenie, że oba środowiska to jedno i to samo. I choć do książek Ryszarda Ćwirleja można mieć wiele zarzutów, to warto zwrócić uwagę na styl jego pisania. Akcja książek dzieje się w Poznaniu i okolicach, a niemalże wszyscy posługują się lokalną gwarą, co stanowi ogromną zaletę. Autorowi udało się też oddać atmosferę beznadziei i zniechęcenia ostatnich lat PRL-u, które przedstawia w swoiście pojmowanym czarnym humorze.

Ryszard Ćwirlej jest laureatem nagrody czytelników Wielkiego Kalibru za książkę „Śliski interes” – jedną z cyklu powieści o poznańskich milicjantach/policjantach. Chronologicznie cykl zaczyna się w 1981r . („Trzynasty dzień tygodnia”), kiedy Teofil Olkiewicz... (nie, jednak nie będziemy spoilerować).

Omawiany cykl książek Ryszarda Ćwirleja obejmuje następujące tytuły: „Upiory spacerują nad Wartą”, „Trzynasty dzień tygodnia”, „Ręczna robota”, „Mocne uderzenie”, „Śmiertelnie poważna sprawa”, „Błyskawiczna wypłata”, „Jedyne wyjście”, „Śliski interes”, „Milczenie jest srebrem”, „Masz to jak w banku”, „Ostra jazda”. Na czas pandemii – jak znalazł.

 

Wojciech Mann i social media

Stan zagrożenia epidemicznego nieco przyćmił sprawę, o której w innej sytuacji o wiele bardziej rozpisywałyby się media. Oto po 55 latach pracy w radiowej Trójce odchodzi Wojciech Mann, legendarny dziennikarz muzyczny i satyryk. Decyzja radiowca stanowi gest solidarności z jego redakcyjną koleżanką, Anną Gacek, która nie zgodziła się na nowe warunki pracy w Polskim Radiu, podczas gdy jej dotychczasowa umowa wygasła. Dziennikarze współpracowali ze sobą wiele lat, prowadząc m.in. audycję „W tonacji Trójki”.

Choć jego współpraca z Polskim Radiem dobiegła końca, Wojciech Mann nie zamierza tracić kontaktu ze słuchaczami. W ostatnich dniach założył konta na Facebooku i Instagramie, media donoszą też, że dziennikarz planuje założyć kanał youtube’owy. Słuchacze radiowej Trójki z pewnością kojarzą utwór Soul Dracula, który Wojciech Mann emitował na antenie w piątkowe poranki w audycji „Zapraszam do Trójki”. Podobnie postąpił w mediach społecznościowych, już po zakończeniu pracy z radiem, dziękując jednocześnie swoim kolegom i słuchaczom. – Chciałbym podziękować wszystkim byłym i obecnym kolegom z prawdziwej Trójki. Chciałbym podziękować wszystkim słuchaczom prawdziwej Trójki. Podziękować za to, że przez ponad 50 lat robiłem to, co sprawiało mi największą przyjemność. A teraz powiem, że jeśli wszystko przypadkiem się ułoży, to kto wie… - stwierdził enigmatycznie dziennikarz w pierwszym nagraniu.

Profile w mediach społecznościowych Wojciecha Manna funkcjonują dopiero od kilku dni, stąd nie znajdziemy tam wiele treści, jednak jego nazwisko stanowi gwarancję, że będzie warto je śledzić. Podobnie ma się sprawa z planowanym kanałem youtube’owym. Jego wiedza, nie tylko muzyczna, charakterystyczny, niepodrabialny głos i poczucie humoru to składniki, które pozwalają wierzyć, że słynny radiowiec będzie miał swoim fanom wiele do powiedzenia i pokazania. Warto się zainteresować.

 

Jak mijają kolejne dni Czytelników portElu w zaciszu czterech ścian? Zapraszamy do podzielenia się swoimi wrażeniami w komentarzach!

Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
Reklama