Concordia nie spuszcza z tonu

Concordia Elbląg konsekwentnie buduje swoją pozycję w ligowej czołówce. Po zatrzymaniu zwycięskiej serii Stomilu Olsztyn przed Słonikami stanęło kolejne wyzwanie. Tym razem na stadion przy Krakusa przyjechał Start Nidzica, który mimo odległego miejsca w tabeli potrafił ostatnio sprawić niespodziankę.
Faworyt miał obowiązki
Po bezbramkowym remisie ze Stomilem Olsztyn, który zakończył zwycięski marsz lidera, Concordia wróciła na własne boisko z jasno określonym zadaniem. Start Nidzica przyjechał do Elbląga z trzynastego miejsca w tabeli, mając na koncie dziewięć punktów. Niedawne przełamanie po ośmiu spotkaniach bez zwycięstwa dawało powody do umiarkowanego optymizmu, jednak porównanie dotychczasowych osiągnięć obu zespołów nie pozostawiało wątpliwości, kto powinien rozdawać karty.
Na murawie jednak Start nie zamierzał odgrywać roli statysty. Goście potrafili przedostać się pod bramkę gospodarzy, a Concordia potrzebowała czasu, żeby narzucić własne warunki. Dwukrotnie szczęścia szukał Eryk Jarzębski, najpierw zabrakło precyzji, później na przeszkodzie stanął bramkarz. Wreszcie w 23. minucie defensywa przyjezdnych skapitulowała. Maciej Kaczorowski popisał się długim podaniem do Marcela Szymańskiego, który zwiódł przeciwnika i precyzyjnie przymierzył przy dalszym słupku.
Dwie minuty, dwa ciosy
Na pewno w przerwie piłkarze Startu zastanawiali się, jak wrócić do meczu, ale Concordia nie zamierzała odpuszczać. W drugiej części meczu Słoniki potrzebowały zaledwie kilku minut, żeby wszelkie rozważania gości pozbawić sensu. W 51. minucie Mateusz Głuc pokazał, że obrońca nie musi ograniczać się do pilnowania własnego pola karnego. Odebrał piłkę, wymienił podania z Jarzębskim, pomknął skrzydłem i wyłożył futbolówkę Sergiyowi Mashtalirowi. Akcja rozegrana z rozmachem, zakończona trafieniem na 2:0. Ledwie Start zdążył otrząsnąć się po drugim ciosie, otrzymał trzeci. Tym razem wszystko zaczęło się od Wiktora Matyjaszczyka. Bramkarz Concordii błyskawicznie wznowił grę, posyłając znakomite podanie do Jarzębskiego. Napastnik wykorzystał niezdecydowanie obrońców, znalazł się sam przed golkiperem i bezlitośnie skorzystał z okazji. W 53. minucie było już 3:0.
Dwa gole w ciągu dwóch minut. Start przyjechał do Elbląga szukać punktów, a po niespełna godzinie gry musiał przede wszystkim szukać sposobu na uniknięcie wyższej porażki. Concordia miała bowiem apetyt na więcej. Radosław Bukacki próbował szczęścia uderzeniem z dystansu, czwarta bramka mogła paść po współpracy Szymańskiego z Kaczorowskim, a Igor Wilczek trafił w słupek. Wynik pozostał jednak bez zmian.
Concordia Elbląg – Start Nidzica 3:0 (1:0)
1:0 - Szymański (23. min.), 2:0 - Mashtalir (51. min.), 3:0 - Jarzębski (53. min.)
Concordia: Matyjaszczyk - Filipczyk (56' Lipowski), Kaczorowski, Głuc, Łęcki (67' Stolarowicz), Mashtalir (62' Wilczek), Bukacki, Milanowski, Łychowydko, Jarzębski, Szymański (82' Indyk)