UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Grzegorz Rajkowski: W kolekcji tylko srebra i brązy

 
Elbląg, Grzegorz Rajkowski, elbląski zawodnik i trener podnoszenia ciężarów
Grzegorz Rajkowski, elbląski zawodnik i trener podnoszenia ciężarów (fot. Anna Dembińska)

-  Największym sukcesem jest chyba zakwalifikowanie się na mistrzostwa Europy w wieku 18 lat. Nie wziąłem udziału, bo przytrafiła mi się kontuzja grzbietu. Trochę żałuję, że nigdy nie udało mi się wywalczyć tytułu mistrza Polski, zawsze czegoś zabrakło i w kolekcji mam tylko srebra i brązy - mówi Grzegorz Rajkowski, elbląski trener podnoszenia ciężarów.

- Jakie były początki Pana przygody z podnoszeniem ciężarów?

- Była połowa lat 80. ubiegłego wieku. Miałem 13 lat, były ferie zimowe. Nie miałem co ze sobą zrobić, to zapisałem się do MRKS – u Elbląg na podnoszenie ciężarów. W klubie funkcjonowało kilka grup naborowych, po 30 osób w każdej. Trafiłem pod skrzydła trenera Romana Słonia i u niego zdobywałem pierwsze szlify. Zawsze byłem silny, spodobało mi się i zostałem. Wpływ na moją decyzję miał tez fakt, że ciężarowcy mieli raz w tygodniu basen za darmo. Trener Roman Słoń był wymagający, treningi były ciężkie, ale to on ukształtował mnie jako sportowca. Pewną ciekawostką jest fakt, że trener Roman Słoń był w przeszłości zapaśnikiem i dopiero po jakimś czasie przekwalifikował się na podnoszenie ciężarów. Klub mieścił się w salce sportowej za hotelem Atleticon. Wtedy trenowali tam jeszcze zapaśnicy, z biegiem czasu zapasy się przeprowadziły, a przyszły dwa kluby bokserskie. I tak jest do dziś.

 

- O postępach najlepiej świadczy fakt powołania do kadry Polski.

- Na pierwszą kadrę juniorów Polski pojechałem w wieku 15 lat i byłem w niej do 20 roku życia, kiedy poszedłem do wojska. Pierwszy obóz był w Zakopanem, mama odwiozła mnie do Tczewa, a później już sam przez całą Polskę jechałem pociągiem. I tak już potem jeździłem. Z ciekawszych wyników warto wspomnieć o 10. miejscu na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w 1988 r., rok później podniosłem 260 kg na Sportowej Olimpiadzie Młodzieży województwa elbląskiego, co dało mi złoty medal na tej imprezie. W wieku 17 lat zrobiłem pierwszą klasę sportową – a to już były poważne ciężary. W wadze do 82,5 kg podnosiłem 310 kg. Największym sukcesem jest chyba zakwalifikowanie się na mistrzostwa Europy w wieku 18 lat. Nie wziąłem udziału, bo przytrafiła mi się kontuzja grzbietu. Trochę żałuję, że nigdy nie udało mi się wywalczyć tytułu mistrza Polski, zawsze czegoś zabrakło i w kolekcji mam tylko srebra i brązy. W klubie trenowałem w grupie Henryka Pawelca. I mam mieszane uczucia co do tego szkoleniowca. Po latach sądzę, że gdyby się bardziej przyłożył, to np. ja i Jarosław Laudański, mój kolega, też utalentowany, moglibyśmy odnieść większe sukcesy.

 

- Pójście do wojska w przypadku sportowca z Elbląga oznacza najczęściej zmianę barw klubowych.

- I w moim przypadku też tak było. Miałem iść do Legii Warszawa, ale klubowy trener pokpił sprawę. Do tej pory mam żal do klubu, że tak naprawdę zostawił mnie samego i nie interweniował u trenera kadry Zygmunta Smalcerza, który zarazem był trenerem Legii. Będąc w wojsku na „własną rękę” załatwiłem sobie transfer do Floty Gdynia. Tam się mną porządnie zajęli, poskładali do kupy. Treningi też wyglądały tak jak powinny wyglądać. Po roku służby zasadniczej dostałem propozycję zostania w służbie nadterminowej, z której skorzystałem. Powiem tak, człowiek był młody i myślał, że wszystko wie i po 1,5 roku zrezygnowałem z trenowania w Flocie Gdynia po części do mojej decyzji przyczyniły się sprawy rodzinne i tak w roku 1993 roku wróciłem do Elbląga.

 

- Do Polonii Elbląg.

- MRKS został wchłonięty jeszcze wtedy przez Olimpię, jako sekcja podnoszenia ciężarów. Kiedy zlikwidowano Olimpię i powstała Polonia – nasza sekcja również znalazła się w nowym klubie. Ale to nie było dobre rozwiązanie. Pieniędzy zawsze było za mało, priorytet w klubie mieli piłkarze, na utrzymanie których faktycznie zrzucały się pozostałe sekcje. To rodziło frustrację i niezdrową atmosferę. Na przełomie wieków zdecydowaliśmy się powołać autonomiczną sekcję podnoszenia ciężarów, tak żebyśmy to my decydowali o pieniądzach przeznaczonych dla nas.

 

- W Polonii zaczął pan stawiać pierwsze kroki jako trener.

- Po powrocie z wojska startowałem jeszcze. Ale powoli zacząłem pomagać ówczesnemu trenerowi prowadzić treningi, a z czasem naturalnie go zastąpiłem. Zrobiłem kurs instruktorski, potem trenerski. I tak poszło – od 20 lat prowadzę tę sekcję sam. Chociaż nie, trzeba docenić ludzi, którzy mi pomagają: Adam Meyer, nasz główny sponsor, sędzia Aleksander Ogrodnik, Bożena Olszewska, Grażyna Stefanowicz i śp.Stanisław Olszak. Stopniowo odchodziliśmy z tej Polonii, aż usamodzielniliśmy się całkowicie. Jako trenerowi łatwo mi było nawiązać kontakt z zawodnikiem. Na początku bazowałem na swoich doświadczeniach zawodniczych, wiedziałem co ze mną źle zrobiono i starałem się nie popełniać tych samych błędów.

 

- Powstał LUKS „Meyer”.

- Nazwa klubu, jak nie trudno się domyślić, powstała od nazwy firmy i nazwiska głównego sponsora. Adam Meyer był swego czasu utalentowanym elbląskim ciężarowcem. Bardzo dobry zawodnik. Podczas swojej kariery rywalizował ze Sławomirem Zawadą, który potem był trzeci na igrzyskach olimpijskich w Seulu w 1988 r., trzeci na mistrzostwach świata w 1987 r., czterokrotnie był wicemistrzem Europy. Dziś możemy gdybać, co by było, gdyby Adam Meyer nie zdecydował się w pewnym momencie iść w biznes, bo talent mieli obaj porównywalny. Raz jeden wygrywał, raz drugi. Adam Meyer zdobył srebro na Ogólnopolskiej Spartakiadzie Młodzieży w 1982 r.,. Rok później na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w Łodzi był już pierwszy. Ja trenowałem jego syna Michała, w czasach tej już autonomicznej sekcji Rol-Car. Mieliśmy wówczas sponsora – dealera Skody. Kiedy dealer Skody upadł, udało się namówić Adama Meyera. I powstał Ludowy Uczniowski Klub Sportowy „Meyer”. Michał Meyer też zapowiadał się dobrze, ale poszedł w ślady ojca, czyli w biznes.

 

- Kto się przez „Meyera” przewinął?

- Długo by wymieniać. Paweł Kulik, w ubiegłym roku robił punkty pod igrzyska olimpijskie w Tokio. Niestety, nie robił tych punktów jako zawodnik elbląskiego klubu, tylko w Budowlanych Opole. Zabrakło pieniędzy, żeby go tu zatrzymać. A była szansa na kolejnego olimpijczyka z elbląskiego klubu. Warto też przypomnieć, że w ubiegłym roku Paweł już jako zawodnik Budowlanych był dziewiąty na mistrzostwach Europy. Jego siostra Karolina 2 lata temu zdobyła mistrzostwo Europy w swojej kategorii wiekowej. „Oddałem” ją do ośrodka przygotowań przedolimpijskich. Niestety, przytrafiła się jej kontuzja nadgarstka i jak to zwykle bywa, z problemem został macierzysty klub. W tym miejscu chciałbym podziękować doktorowi Mirosławowi Kulmaczewskiemu, bo gdyby nie on, nie wiadomo jakby potoczyła się dalej jej kariera. Wiem, że pomaga środowisku sportowemu w Elblągu, nie tylko ciężarowcom. W przeszłości trenował lekką atletykę. Jeszcze raz wielkie dziękuję, panie doktorze. Podnoszenie ciężarów to jest niszowa dyscyplina, pieniądze pojawiają się dopiero kiedy zawodnik zdobędzie medal w seniorach na mistrzostwach świata, Europy, czy też igrzyskach olimpijskich.

 

- Kontynuując wątek zawodników „Meyera”...

- W sumie to może się pochwalę po prostu swoimi wychowankami. Jeszcze w Polonii Elbląg trenowałem złotego medalistę mistrzostw Polski Janusza Ciechowskiego i Grzegorza Nowakowskiego – m.in. trzeciego na mistrzostwach Polski Juniorów w 1999 r. W tej wadze (do 105 kg) wygrał wtedy Szymon Kołecki. Artur Musialik na tych samych mistrzostwach zdobył złoto w kategorii do 59 kg. Piotr Borówko – brązowy medalista mistrzostw Polski z 2002r., Piotr Och, rekordzista Polski w rwaniu oraz wielokrotny medalista mistrzostw Polski. Norbert Matulka, wielokrotny medalista mistrzostw Polski, Julian Falkowski także wielokrotny medalista mistrzostw Polski oraz reprezentant kraju na imprezach międzynarodowych. Tak nawiasem mówiąc przygotowuje się w tej chwili do startu w mistrzostwach Polski seniorów w których chce zdobyć jeden z krążków i wtedy miałby medale we wszystkich kategoriach wiekowych od juniora U15 do seniora. Dominik Rajkowski, wicemistrz Polski z ubiegłego roku. Rafał Kaczyński, brązowy medalista mistrzostw Polski. Jakub Kudryk, mistrz Polski z ubiegłego roku. Najmłodsi medaliści w sekcji to wcześniej wspomniana Karolina Kulik oraz wicemistrz Polski U15 Tomasz Talewicz. Wymieniam tylko po jednym osiągnięciu każdego zawodnika, chociaż każdy z nich ma na koncie kilka, jeżeli nie kilkanaście sukcesów. Wszystkich zawodników nie wymieniłem, ale udało mi się w Elblągu stworzyć całkiem niezłą ekipę. I co najważniejsze, prowadzę ich tak, żeby uniknąć kontuzji. Zaczynamy od ogólnorozwojówki, a na wyniki zawsze jest czas. I one przychodzą.

 

- Jakie macie perspektywy medalowe w tym i w przyszłym sezonie?

- W tym roku wszystko zależy od koronawirusa. Co będzie dalej, tego chyba nikt nie wie. Perspektywy mamy całkiem niezłe, moim zdaniem. W Młodzieżowych Mistrzostwach Polski liczę na trzy medale, w seniorach – jeden medal i na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży na dwa medale. Co się uda - nie wiem. Do tego pewnie dojdą miejsca punktowane. Podnoszenie ciężarów jest może i niszowym sportem, ale żeby się dostać na mistrzostwa Polski, trzeba przejść eliminacje. Nie ma tak jak w innych dyscyplinach, że kto żywy ten jedzie na mistrzostwa Polski. W naszym przypadku najpierw są mistrzostwa województwa, a potem mistrzostwa makroregionu. I dopiero wtedy jedziemy. W juniorach młodszych w finale średnio startuje w wadze dwudziestu kilku zawodników. Żeby zdobyć medal trzeba naprawdę dźwigać.

 

- Dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama