UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Jerzy Domeracki: Strzelamy na Zatorzu

 
Elbląg, Jerzy Domeracki
Jerzy Domeracki (fot. Michał Skroboszewski)

- W czasach moich początków nie można było kupić dobrej broni, za to amunicji było bardzo dużo. Mam jeszcze dwa karabinki z tamtego czasu – wówczas równowartość mieszkania w Elblągu. Wtedy była jasna sytuacja – to wolno, tego nie wolno i każdy wiedział - tak Jerzy Domeracki wspomina swoje początki ze strzelectwem sportowym. Z prezesem WKS Flota rozmawiamy o strzelectwie sportowym w Elblągu. 

- Jak się zaczęła Pana przygoda ze sportem?

- Na przełomie lat 60 – tych i 70 tych ubiegłego wieku grałem w piłkę nożną w grupach młodzieżowych Olimpii. Lubiłem to, ale zdawałem sobie sprawę, że z różnych przyczyn wielkiej kariery piłkarskiej nie zrobię. Całkiem przypadkowo trafiłem na strzelnicę przy ul. Łęczyckiej. Dziś w tym miejscu znajduje się „Biedronka”. Zaczęło się bardzo obiecująco, pojechałem nawet na obóz sportowy. Pamiętam jak z Ligi Obrony Kraju przywoziliśmy tzw. „radomki”, z których potem strzelaliśmy. Wówczas obowiązywał system trzech strzałów próbnych i dziesięciu ocenianych. Wówczas dostrzegł mnie Jerzy Janiszewski, który zaproponował mi miejsce w drużynie. Współpracowaliśmy dwa lata do śmierci trenera. Potem odniosłem kontuzję oka, która wyeliminowała mnie ze strzelectwa sportowego w roli profesjonalnego zawodnika.

 

- Ale bakcyla zdążył Pan złapać.

- W 1977 r. poproszono mnie o zaangażowanie się w Wojewódzkim Zrzeszeniu Sportowym Inwalidów „Start”. To był klub zrzeszający sportowców z niepełnosprawnościami, coś na wzór dzisiejszego Ataku. Ja „zaczepiłem się” przy strzelectwie sportowym.  Rok później wstąpiłem do gdyńskiej Floty, gdzie poznałem grupę ludzi, którzy mieli ogromny wpływ na moje życie jako trenera strzelectwa sportowego. M. in. Zygmunta Bogdziewicza [uczestnik igrzysk olimpijskich w 1972 r. i 1976 r., medalista mistrzostw świata i Europy – przyp. SM], Jerzego Greszkiewicza [brązowy medal na igrzyskach olimpijskich w 1976 r. -
       przyp. SM]. To we Flocie mi powiedzieli, że w zasadzie powinienem się zająć trenowaniem. Ogromnym wsparciem był także mój przyjaciel Krzysztof Osiński. W 1980 r. zdobyłem uprawnienia instruktora strzelectwa sportowego. I tak to ciągnąłem 10 lat.

 

- Jak wyglądała dostępność broni w tamtym okresie?

- W czasach moich początków nie można było kupić dobrej broni, za to amunicji było bardzo dużo. Mam jeszcze dwa karabinki z tamtego czasu – wówczas równowartość mieszkania w Elblągu. Wtedy była jasna sytuacja – to wolno, tego nie wolno i każdy wiedział. Nawet na wiatrówkę trzeba było mieć pozwolenie. Broń mieliśmy z Zarządu  Ligi Obrony Kraju (dawne, porządne, województwo elbląskie ). To już był sprzęt lepszej jakości i można było z nią startować w zawodach.  Pochwalę się, ż spod mojej ręki wyszło wtedy trzech mistrzów Polski. Dużo pomogły dobre układy z wojskiem. Swojego czasu w Koszarach Północnych [przy ul. Mazurskiej – przyp. SM] mieliśmy udostępnioną strzelnicę, dwóch żołnierzy do pomocy, nawet broń była tam przechowywana. Startowaliśmy w zawodach organizowanych przez Ligę Obrony Kraju, z sukcesami trzeba przyznać.

 

- Potem wyjazd za granicę.

- Na dwa lata. Nie straciłem kontaktu ze strzelectwem, byłem trenerem w kilku klubach. Ale ciągnęło z powrotem do Polski. Wróciłem, otworzyłem swoja firmę. W 2009 roku zdecydowałem się za własne wybudować strzelnice . W 2011 założyłem i zarejestrowałem swój klub pod nazwą Wielosekcyjny Klub Sportowy ,,Flota’’ Elbląg I od tej pory strzelamy na Zatorzu.

 

- Jakie były początki klubu?

- Nazwa, nietrudno się domyślić, jest od gdyńskiej Floty. To był mój pierwszy klub należący do Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego. Chciałem w ten sposób uhonorować moich przyjaciół z Trójmiasta. To właśnie Zygmunt Bogdziewicz namówił mnie na założenie klubu w Elblągu. Co będziesz do Trójmiasta jeździł<< - przekonywał, przekonywał i przekonał. Po śmierci Zygmunta Bogdziewicza co roku organizujemy w klubie memoriał jego imienia. Najpierw powstała strzelnica pneumatyczna, a  w 2014 r. -  kulowa. Muszę się pochwalić, że zbudowałem je sam, korzystając z doświadczeń z przeszłości. Wówczas prywatna strzelnica to było jakieś novum, i budziło zdziwienie. Olimpijskie strzelectwo sportowe wymaga ogromnych nakładów finansowych. Ale, moim zdaniem, tylko takie konkurencje – olimpijskie mają sens. Tu musi być spełniony szereg warunków, aby potem dojść do jakiś sukcesów.  Zaczęliśmy kupować broń – może nie najwyższej „super” klasy, ale już wyższej. Sami zawodnicy kupowali sobie broń wysokiej klasy do strzelań pneumatycznych prywatnie.

 

- Jak dziś wygląda Flota?

- Możemy pochwalić się sukcesami. Wiktoria Gabis w ubiegłym roku na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży była czwarta na 38 zawodniczek w konkurencji 3x30 strzałów z karabinu sportowego. Dwa lata wcześniej wywalczyła tytuł wicemistrzyni Polski młodzików w karabinie sportowym. Na OOM  Mateusz Stalmirski był siódmy (na 51 startujących) w konkurencji karabin pneumatyczny 50 strzałów. A to tylko ostatnie wyniki. Nasi zawodnicy przywozili też medale z zawodów mniejszej rangi. Ważna jest dla mnie też ich nauka. Muszę ich pochwalić, na pierwszy semestr niemal wszyscy maja średnią powyżej pięć. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że po zakończeniu nauki w szkole średniej oni wyjadą z Elbląga i jeżeli będą kontynuować karierę sportową to poza naszym miastem. Już mam sygnały, że moi zawodnicy będą kontynuować treningi tylko do klasy maturalnej. Brakuje w Elblągu szkół wyższych, które są naturalnym sposobem „przytrzymania” zawodników. I nie mówię tutaj tylko o strzelectwie sportowym. Pandemia zdemolowała sport, na szczęście zawodnicy z licencjami mogą trenować. Zorganizowaliśmy treningi, tak aby jak tylko się da zminimalizować ryzyko zakażeń. Przygotowujemy się do kolejnych zawodów.

 

- Warto też wspomnieć o wystawie w klubie.

- Chciałem jakoś docenić mojego nieżyjącego przyjaciela Zygmunta Bogdziewicza. Mamy jego puchary, medale z mistrzostw świata i Europy, pamiątki z igrzysk m.in. piąte kolko olimpijskie, dyplomy, podziękowania. Do tego dołożyłem pamiątki z mojej kariery trenerskiej. Plus puchary zawodników Floty. I wyszła taka „ściana tradycji”. Kawałek historii strzelectwa sportowego.

 

- Dziękuje na rozmowę.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama