UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Julia Kot: Po dwóch tygodniach przesiadłam się na beton

 
Elbląg, Julia Kot, kajakarka UKS Silvant Kajak Elbląg
Julia Kot, kajakarka UKS Silvant Kajak Elbląg (fot. Anna Dembińska)

- Na pierwszym treningu mój brat zadecydował, że podaruje mi pływanie na bączku i od razu wsiądę na maratonkę. Po dwóch tygodniach przesiadłam się na beton - tak Julia Kot, kajakarka UKS Silvant Kajak Elbląg wspomina swoje początki na wodzie. Wicemistrzyni Polski na 2000 metrów w jedynce w sobotę (26 września) wystartuje na rzece Elbląg w Międzywojewódzkich Mistrzostwach Młodzików. 

- Jak się zaczęła Twoja przygoda ze sportem?

- Przed kajakarstwem tańczyłam balet, byłam gimnastyczką, pływałam, grałam w siatkówkę... I to chyba wszystko. Trzy lata temu przyszłam na zawody kajakowe kibicować mojemu bratu Mikołajowi. Dyscyplina od razu mi się spodobała i następnego dnia przyszłam do klubu.

 

- I jakie były początki?

- Jak wszyscy nowi, trafiłam do grupy trenerki Agnieszki Banaś, gdzie uczyliśmy się podstaw. To była raczej zabawa, ale lekko nie było. Przez pierwszy rok miałam takie chwile, że nie chciało mi się przychodzić na treningi i myślałam o tym, żeby przestać. Przynajmniej taka mama mówi, bo ja już tego nie pamiętam. Na szczęście przetrwałam ten kryzys. Teraz już lubię przyjść na trening. Od razu na pierwszym treningu mój brat zadecydował, że podaruje mi pływanie na bączku i od razu wsiądę na maratonkę. Po dwóch tygodniach przesiadłam się na beton. Teraz grupę naborową prowadzi trenerka Marta Witkowska, która wprowadza nowych w kajakarstwo.

 

- Bączek, maratonka, beton to rodzaje kajaków.

- Najmniej zaawansowani zaczynają na bączku, którego najtrudniej wywrócić. W zasadzie to jest niemożliwe. Na maratonce już można się skąpać, ale też trzeba trochę popracować, żeby to zrobić. Potem jest beton, na którym stosunkowo łatwo się wywrócić. I na końcu kajak wyczynowy, gdzie sztuką samą w sobie jest się nie wywrócić. Trzeba odpowiednio siedzieć na siedzisku i tak balansować ciałem, żeby nie wpaść do wody. Ja swój kajak wyczynowy dostałam od pana Arka Rojka, któremu jak jest teraz okazja, to chciałam bardzo serdecznie podziękować. W zasadzie to klub dostał ten kajak, ale on był kupiony specjalnie dla mnie. Każdy kajakarz powinien mieć swój kajak, w zależności od wagi, to poprawia wyniki w zawodach. Na kajak wyczynowy przesiadłam się po 1,5 roku treningów. Treningi mamy codziennie, czasami dwa razy dziennie. Jeden trening trwa od 2 do 3 godzin. Na przystani mamy do dyspozycji siłownię, salę gimnastyczną, a nawet specjalny basenik, gdzie można szlifować technikę.

 

- To przejdźmy do sukcesów? Pierwszy...

- Po dwóch tygodniach trenowania pojechaliśmy na jakieś małe regaty... Już nie pamiętam, gdzie to było, pamiętam radość po pierwszym zwycięstwie. Wygrałam w jedynce, ale... dystansu też nie pamiętam. Wiem, że się cieszyłam bardzo. Czy to miało jakiś wpływ na to, że zostałam... Nie wiem. Koleżanka, z którą w tych samych zawodach wystartowałam na dwójce, zrezygnowała z treningów. Do tej pory czują się najlepiej jak jestem sama w kajaku. A najlepiej mi idzie na dystansie 2000 metrów.

 

- Jesteś też wicemistrzynią Polski młodziczek na tym dystansie.

- W lipcu w Poznaniu. Nie jechałam na te zawody z myślą o medalu. Trener Wojciech Załuski wcześniej powiedział, żebym pokazała co wypracowałam w ciągu roku. Startowały 23 zawodniczki, na początku byłam na piątej, szóstej pozycji. Potem wysunęłam się na czwarte miejsce, usiadłam sobie na fali i płynęłam. Dziewczyna, która na fali płynęła z drugiej strony się przewróciła. Próbowałam powalczyć o to pierwsze miejsce, ale już nie mogłam. Zabrakło niewiele: 86 setnych sekundy. Było zdziwienie, że jednak jest medal, byłam z siebie bardzo dumna. Oprócz medalu dostałam też szansę pojechać na obóz kadry narodowej młodziczek do Wałcza. Trenerzy mówią, że wypadłam tam dobrze.

 

- W sierpniu na Długodystansowych Mistrzostwach Polski byłaś trzecia.

- Na 5 tysięcy metrów w jedynce. Kiedy wystartowałam, nie pomyślałam o tym, żeby usiąść na falę i wykorzystać rywalki. Płynęłam sama, chwilę później zrobiła się pięcioosobowa grupka i płynęłyśmy razem na czele. Płynęłyśmy sobie, płynęłyśmy, dwie koleżanki nie wytrzymały tempa i odpadły. Na czwartym kilometrze dopadł mnie bardzo, ale to bardzo silny ból w łopatce. Chciałam powalczyć o lepsze miejsce, ale nie mogłam. Na brzegu nie byłam w stanie z bólu wyciągnąć kajaka. Skończyło się na trzecim miejscu. Lekarz powiedział, że ta „kontuzja” to nic groźnego, bolesny skurcz, który jednak uniemożliwił mi walkę o lepsze miejsca.

 

- Rozmawiamy tuż przed kolejnym wyjazdem na mistrzostwa Polski, tym razem w maratonie [z Julią Kot rozmawialiśmy 18 września – przyp. SM].

- Nie chcę opowiadać, że popłynę po medal. Chcę pokazać jaką pracę wykonałam, a co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Lekkie obawy mam, bo na treningach odezwał się ten ból w łopatce z sierpniowych mistrzostw Polski. Fizjoterapeuta twierdzi, że mam zbyt spięte mięśnie. [Julia Kot na tych mistrzostwach zdobyła trzecie miejsce w K-1 na dystansie 9,6 km – przyp. SM]

 

- A tydzień później Mistrzostwa Międzywojewódzkie w Elblągu. To jest dla Ciebie jakaś różnica, że będziesz rywalizować przed własną publicznością?

- Nie. Trzeba po prostu wsiąść w kajak i pokazać się z jak najlepszej strony. Bardziej cieszę się z tego, że przyjedzie moja koleżanka z Białegostoku, która wygrała „mój” bieg na Długodystansowych Mistrzostwach Polski w Krakowie. Będzie okazja do rewanżu.

 

- Plany na przyszłość?

- W październiku są konsultacje do kadry narodowej w Wałczu. Pierwsza ósemka ma pewne miejsce w reprezentacji. Bardzo chciałabym się tam dostać. Co dalej? Nie będę ukrywała, że swoją przyszłość wiążę z kajakami. A jak mi kariera zawodnicza nie wypali to zostanę fizjoterapeutką.

 

- Dziękuję za rozmowę.

 

Więcej o Międzywojewódzkich Mistrzostwach Młodzików w kajakarstwie przeczytasz tutaj.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama