Czy to jest demokracja? (śladem publikacji)

Pan Władysław Mańkut z SLD nazywa Jednomandatowe Okręgi Wyborcze wielkim oszustwem i zastanawia się o to, jak będzie wyglądał polski parlament po wprowadzeniu JOWów. Spieszę z odpowiedzią. Będzie zupełnie inny. Skład obecnego zaś nie zmiania się od lat. Taki dziś mamy system - tak na wczorajszą (19 sierpnia) konferencję odpowiada Piotr Opaczewski z lokalnego elbląskiego komitetu referendalnego Ruchu JOW.
Pan Mańkut uważa, że JOWy to nie demokracja. Wg. niego niedemokratyczny byłby system, w którym zwycięstwo odnosi kandydat, na którego zagłosowała większość wyborców. Rozumiem, że zatem demokratyczny jest system, w którym wyborcy mogą głosować tylko i wyłącznie na osoby, które wcześniej zostały za nich wybrane przez partyjnych liderów i który de facto blokuje innym Polakom możliwości startu? Tak mamy dzisiaj. Czy to jest demokracja? Chyba bardziej pasuje słowo "partiokracja".
Pan Mańkut boi sie spolaryzowania polskiej polityki (jakby już nie była spolaryzowana). Nie chce żeby Polską rządziło PO z PiS na zmianę. Jako przykład podaje Senat, do którego wybieramy reprezentantów właśnie w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. To złe porównanie z trzech powodów. Po pierwsze Senat tak naprawdę się nie liczy. To polityczna emerytura, a prawdziwa batalia toczy się w wyborach do Sejmu. Po drugie okręgi w wyborach do Senatu są dużo większe (prawie pięciokrotnie) niż te do Sejmu (wybieramy 460 posłów i tylko 100 senatorów) i dotarcie do wszystkich wyborców osobiście jest prawie niemożliwe. Po trzecie kampania wyborcza do Senatu jest prowadzona w cieniu tej sejmowej i przy milionowych nakładach partii (przypominam, że to pieniądze z naszych podatków) i bombardowaniu wyborców plakatami i spotami w różnych telewizjach kandydat niezależny nie ma szans, zeby się przebić. Kampania w systemie JOW w wyborach do Sejmu byłaby zupełnie inna i wyniki też byłyby zupełnie inne.
Zadaniem JOW jest odbetonowanie sceny politycznej ale nie w takim rozumieniu, jak myślą o niej polityczni bonzowie. Dla nich najważniejsza jest partia, a nie człowiek. W obecnym systemie poseł jest wyłącznie maszynką do głosowania. Jest ubezwłasnowolniony i zależny wyłącznie od swojego partyjnego lidera. JOWy mają to zmienić. Tu nie chodzi o to, żeby Polską nie rządziła PO, czy PiS. Niech rządzą ale niech to będą inni ludzie. Mają być lepsi, mądrzejsi, sprawniejsi i zależni tylko i wyłacznie od nas. Mają liczyć się ludzie, a nie tylko przynależność partyjna i miejsce na listach. W JOW o byciu posłem ma decydować to, jakim jest się człowiekiem, a nie to, kto głośniej cmoknie w tyłek Tuska, Kaczyńskiego, czy Millera.
Pan Władysław Mańkut porównuje Polskę do Rosji i do Ukrainy. Ja podam inne przykłady – Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i częściowo Niemcy. Te najpotężniejsze gospodarczo, militarnie i politycznie kraje w Europie i na świecie mają system oparty na JOW. Przypadek?
Pan Mańkut boi sie spolaryzowania polskiej polityki (jakby już nie była spolaryzowana). Nie chce żeby Polską rządziło PO z PiS na zmianę. Jako przykład podaje Senat, do którego wybieramy reprezentantów właśnie w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. To złe porównanie z trzech powodów. Po pierwsze Senat tak naprawdę się nie liczy. To polityczna emerytura, a prawdziwa batalia toczy się w wyborach do Sejmu. Po drugie okręgi w wyborach do Senatu są dużo większe (prawie pięciokrotnie) niż te do Sejmu (wybieramy 460 posłów i tylko 100 senatorów) i dotarcie do wszystkich wyborców osobiście jest prawie niemożliwe. Po trzecie kampania wyborcza do Senatu jest prowadzona w cieniu tej sejmowej i przy milionowych nakładach partii (przypominam, że to pieniądze z naszych podatków) i bombardowaniu wyborców plakatami i spotami w różnych telewizjach kandydat niezależny nie ma szans, zeby się przebić. Kampania w systemie JOW w wyborach do Sejmu byłaby zupełnie inna i wyniki też byłyby zupełnie inne.
Zadaniem JOW jest odbetonowanie sceny politycznej ale nie w takim rozumieniu, jak myślą o niej polityczni bonzowie. Dla nich najważniejsza jest partia, a nie człowiek. W obecnym systemie poseł jest wyłącznie maszynką do głosowania. Jest ubezwłasnowolniony i zależny wyłącznie od swojego partyjnego lidera. JOWy mają to zmienić. Tu nie chodzi o to, żeby Polską nie rządziła PO, czy PiS. Niech rządzą ale niech to będą inni ludzie. Mają być lepsi, mądrzejsi, sprawniejsi i zależni tylko i wyłacznie od nas. Mają liczyć się ludzie, a nie tylko przynależność partyjna i miejsce na listach. W JOW o byciu posłem ma decydować to, jakim jest się człowiekiem, a nie to, kto głośniej cmoknie w tyłek Tuska, Kaczyńskiego, czy Millera.
Pan Władysław Mańkut porównuje Polskę do Rosji i do Ukrainy. Ja podam inne przykłady – Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja i częściowo Niemcy. Te najpotężniejsze gospodarczo, militarnie i politycznie kraje w Europie i na świecie mają system oparty na JOW. Przypadek?
Piotr Opaczewski, lokalny elbląski komitet referendalny Ruchu JOW