Czytelnicy: "Krok od tragedii na ul. Prusa" (napisali do nas)

- Zwracamy się z dramatycznym apelem jako zdesperowani mieszkańcy kamienic przy ulicy Prusa. Od dłuższego czasu bezskutecznie walczymy o nasze bezpieczeństwo, wielokrotnie interweniując zarówno u władz pobliskiego szpitala, jak i w służbach miejskich. Powód? Na terenie szpitala, tuż przy ogrodzeniu, znajdują się uschnięte, martwe drzewa, które stanowią śmiertelne zagrożenie - napisali do nas nasi Czytelnicy.
Niestety, nasze prośby i ostrzeżenia są ignorowane, a po każdej burzy czy większej ulewie na jezdnię i chodnik spadają potężne, suche gałęzie. Miejsce to jest stale uczęszczane – parkują tu mieszkańcy, pacjenci szpitala, a także uczniowie pobliskiego Technikum Mechanicznego.
To, przed czym ostrzegaliśmy od miesięcy, niemal wydarzyło się dzisiaj.1 września, punktualnie o godzinie 9, kiedy ulica była pełna młodzieży zmierzającej na rozpoczęcie roku szkolnego, doszło do bardzo niebezpiecznego zdarzenia. Ogromny konar uschniętego drzewa runął prosto na zaparkowany samochód.
Zniszczone auto należy do pacjenta szpitala – starszego pana poruszającego się o kulach (z nogą w ortezie), który zaledwie chwilę wcześniej opuścił mury placówki. Na miejscu musiała interweniować straż pożarna, aby usunąć powalone drzewo i zabezpieczyć teren. Na miejsce przyjechała również policja, która przyjęła zgłoszenie i sporządziła dokumentację z całego zajścia.
Ten człowiek był o włos od tragedii! Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby konar spadł ułamek sekundy później, gdy mężczyzna wsiadał do auta, lub gdyby w tym miejscu przechodzili uczniowie technikum.
Chcemy z całą mocą podkreślić: obok miejsca dzisiejszego zdarzenia stoi jeszcze kilka innych, całkowicie suchych drzew! Jeśli nikt natychmiast nie zareaguje i nie usunie tego zagrożenia, za moment możemy mieć do czynienia z identyczną, a być może o wiele bardziej tragiczną w skutkach sytuacją.
Pytamy więc publicznie: co jeszcze musi się wydarzyć, aby ktoś w końcu zareagował? Jaka tragedia musi się rozegrać na ulicy Prusa, by władze szpitala lub służby miejskie wzięły odpowiedzialność za ten teren i wycięły zagrażające życiu martwe drzewa? Czy musi dojść do kalectwa lub śmierci, by procedury wreszcie zadziałały?
Błagamy o nagłośnienie tej sprawy, zanim będzie za późno.
Od redakcji: Wysłaliśmy pytania do szpitala i Zarządu Dróg w tej sprawie.