Dlaczego górale płyną do Elbląga

Świetne restauracje, śliczna architektura, a wody mniej zatłoczone niż te na Mazurach. Tu czas płynie spokojnie, więc turyści płyną chętnie. Do Elbląga - z Zakopanego, ale i z Niemiec czy dalekiej Norwegii. Wakacyjne słońce nie oślepia jednak zupełnie - turyści-wodniacy widzą też minusy. Skarżą się na stan sanitariatów w marinie czy na brak dogodnych "miejsc parkingowych" dla swoich jachtów.
Z roku na rok, w okresie wakacyjnym, turyści coraz chętniej przypływają do naszego miasta. Marina zlokalizowana przy elbląskim Jachtklubie po brzegi wypełniona jest jednostkami pływającymi, na których swój wolny czas spędzają turyści zarówno z Polski, jak i z zagranicy.
- Mamy w planach przepłynąć Pętlę Żuławską. W Elblągu zatrzymaliśmy się na dwa dni - mówi turysta z Norwegii. - Zwiedziliśmy wczoraj starówkę. Jest piękna, bardzo nam się spodobała – wtóruje jego syn. Obaj chwalą kamienice i przyjaźnie nastawionych do turystów elblążan.
W równie miłych słowach o Elblągu wypowiada się żeglarz z Niemiec, który na rejs po Żuławach zabrał całą rodzinę. W naszym rejonie jest po raz pierwszy, ale widać, że mu się u nas podoba. - Świetne restauracje, śliczna architektura - chwali. - Cenię sobie spokój, jaki tu panuje.
Turyści przyznają, że żeglowanie po rzece Elbląg jest dla nich atrakcyjne. Dlaczego? - Uciekliśmy z przepełnionych Mazur - opowiada turystka z Zakopanego, która wraz ze swoim mężem wypoczywa na jachcie, spokojnie kołyszącym się na wodzie elbląskiej przystani. - Tam nie da się pływać, jest za dużo jednostek, dlatego jesteśmy tutaj i to już po raz czwarty.
Słońce jednak nie oślepia turystów - wodniaków zupełnie. Zauważają minusy pobytu w elbląskiej marinie.
- Z mariny bardzo daleko jest do miasta, nie mówiąc już o tym, że aby trafić do najbliższej piekarni czy sklepu, musimy bardzo długo iść bądź zamawiać taksówkę. Powinniśmy mieć możliwość kupienia najpotrzebniejszych rzeczy tutaj, w jakimś małym sklepiku - żali się małżeństwo, które do Elbląga przybyło z południa Polski.
Na te niedogodności wskazują wszyscy, którzy przypłynęli tu wypoczywać. Wspominają też o przestarzałym zapleczu sanitarnym, jak również o tym, że najdogodniejsze miejsca do cumowania jachtów zajęte są przez lokalne jednostki.
- To prawda, do miasta, jak i najbliższego sklepu jest daleko, ale nie wyobrażam sobie, by miała tu powstać piekarnia - odpiera zarzuty żeglarz z Elbląga, który wypływa właśnie z mariny. - To się nie opłaca. W mojej ocenie większy problem stanowi wypłynięcie z Elbląga na wody Zalewu Wiślanego. To w tej chwili całodzienna wyprawa - wskazuje, po czym dodaje: - A miejsce? Jest go sporo. Oczywiście, te najwygodniejsze są zajęte, ale trzeba to zrozumieć. Elblążanie mają do tego prawo. Miasto powinno przekierować małe, lokalne motorówki na nadbrzeże w okolicy Wyspy Spichrzów. To zwiększy liczbę "komfortowych" miejsc postojowych dla przypływających tu turystów - radzi żeglarz.
- Mamy w planach przepłynąć Pętlę Żuławską. W Elblągu zatrzymaliśmy się na dwa dni - mówi turysta z Norwegii. - Zwiedziliśmy wczoraj starówkę. Jest piękna, bardzo nam się spodobała – wtóruje jego syn. Obaj chwalą kamienice i przyjaźnie nastawionych do turystów elblążan.
W równie miłych słowach o Elblągu wypowiada się żeglarz z Niemiec, który na rejs po Żuławach zabrał całą rodzinę. W naszym rejonie jest po raz pierwszy, ale widać, że mu się u nas podoba. - Świetne restauracje, śliczna architektura - chwali. - Cenię sobie spokój, jaki tu panuje.
Turyści przyznają, że żeglowanie po rzece Elbląg jest dla nich atrakcyjne. Dlaczego? - Uciekliśmy z przepełnionych Mazur - opowiada turystka z Zakopanego, która wraz ze swoim mężem wypoczywa na jachcie, spokojnie kołyszącym się na wodzie elbląskiej przystani. - Tam nie da się pływać, jest za dużo jednostek, dlatego jesteśmy tutaj i to już po raz czwarty.
Słońce jednak nie oślepia turystów - wodniaków zupełnie. Zauważają minusy pobytu w elbląskiej marinie.
- Z mariny bardzo daleko jest do miasta, nie mówiąc już o tym, że aby trafić do najbliższej piekarni czy sklepu, musimy bardzo długo iść bądź zamawiać taksówkę. Powinniśmy mieć możliwość kupienia najpotrzebniejszych rzeczy tutaj, w jakimś małym sklepiku - żali się małżeństwo, które do Elbląga przybyło z południa Polski.
Na te niedogodności wskazują wszyscy, którzy przypłynęli tu wypoczywać. Wspominają też o przestarzałym zapleczu sanitarnym, jak również o tym, że najdogodniejsze miejsca do cumowania jachtów zajęte są przez lokalne jednostki.
- To prawda, do miasta, jak i najbliższego sklepu jest daleko, ale nie wyobrażam sobie, by miała tu powstać piekarnia - odpiera zarzuty żeglarz z Elbląga, który wypływa właśnie z mariny. - To się nie opłaca. W mojej ocenie większy problem stanowi wypłynięcie z Elbląga na wody Zalewu Wiślanego. To w tej chwili całodzienna wyprawa - wskazuje, po czym dodaje: - A miejsce? Jest go sporo. Oczywiście, te najwygodniejsze są zajęte, ale trzeba to zrozumieć. Elblążanie mają do tego prawo. Miasto powinno przekierować małe, lokalne motorówki na nadbrzeże w okolicy Wyspy Spichrzów. To zwiększy liczbę "komfortowych" miejsc postojowych dla przypływających tu turystów - radzi żeglarz.
Radosław Florkowski