Drezyny zamiast kolei nadzalewowej

Od 1 czerwca po torach kolei nadzalewowej mają jeździć drezyny, napędzane siłą ludzkich rąk. Mają być nową atrakcją turystyczną regionu, którą wymyśliła grupa mieszkańców Tolkmicka. Zobacz zdjęcia.
Dwie drezyny już stoją na dworcu w Tolkmicku, do końca maja dojadą jeszcze dwie. Kosztowały w sumie 80 tysięcy złotych, aż 85 procent tej sumy Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Tolkmickiej Lanzania otrzymało z funduszy unijnych, resztę dorzucił samorząd Tolkmicka.
- Od grudnia zeszłego roku lina kolei nadzalewowej została wyłączona z eksploatacji przez Polskie Linie Kolejowej. Nasza inicjatywa to jedyna szansa, by uratować tę linię przed całkowitą dewastacją do czasu, gdy zostanie przeprowadzona jej rewitalizacja. Gdy zginie pierwsza szyna, zginie cała trasa. A my chcemy po raz kolejny pokazać, że ta linia może żyć – mówi Józef Zamojcin, wiceburmistrz Tolkmicka i członek zarządu Stowarzyszeni Przyjaciół Ziemi Tolkmickiej Lanzania.
Drezyny mają być atrakcją turystyczną, stowarzyszenie chce, by można było nimi jeździć na całej trasie kolei nadzalewowej – od Elbląga-Zdroju aż do Braniewa. Każda z drezyny może pomieścić 12 osób.
- Do prowadzenia drezyny na odcinkach wyłączonych z eksploatacji nie trzeba mieć uprawnień, wystarczy krótkie przeszkolenie przed wyjazdem – dodaje Józef Zamojcin. - Wystąpiliśmy do dyrektora PLK w Olsztynie z pytaniem, na jakich zasadach będziemy mogli z tej linii korzystać, wkrótce mamy spotkanie w tej sprawie. Chcemy drezyny uruchomić od 1 czerwca.
Maksymalna prędkość, jaką drezyny mogą rozwinąć dzięki sile ludzkich rąk, to 15 km/h.
- Drezyny są wyposażone w hamulce, można ją zatrzymać przy maksymalne prędkości w pięć sekund. Z mijaniem się drezyn też nie będzie problemu, mimo że ma trasie jest jeden tor. Wystarczy, że pasażerowie będą się przesiadać z drezyny do drezyny – tłumaczy Józef Zamojcin.
Drezyny mają okazję stać się turystycznym hitem tego sezonu. Na przywrócenie kolei nadzalewowej jako atrakcji turystycznej na razie nie ma co liczyć, chociaż jest cień szansy.
- Chcielibyśmy, ale to są oczywiście nasza pobożne życzenia, by z oszczędności które zapewne powstaną po remoncie linii kolejowej z Gutkowa do Braniewa, zostały przeznaczone na rewitalizację kolei nadzalewowej. Wystąpimy do marszałka w tej sprawie – dodaje Józef Zamojcin. - Ale to, czy ruch kolejowy na tej trasie wróci nie zależy ani ode mnie, ani od burmistrza, ani do mieszkańców. Mieszkańcy regionu powinni za to lobbować, podnosić temat, że ta linia jest potrzebna. Choć jak wszyscy wiemy, to właśnie z powodu braku pasażerów została podjęta decyzja o jej zamknięciu.
- Od grudnia zeszłego roku lina kolei nadzalewowej została wyłączona z eksploatacji przez Polskie Linie Kolejowej. Nasza inicjatywa to jedyna szansa, by uratować tę linię przed całkowitą dewastacją do czasu, gdy zostanie przeprowadzona jej rewitalizacja. Gdy zginie pierwsza szyna, zginie cała trasa. A my chcemy po raz kolejny pokazać, że ta linia może żyć – mówi Józef Zamojcin, wiceburmistrz Tolkmicka i członek zarządu Stowarzyszeni Przyjaciół Ziemi Tolkmickiej Lanzania.
Drezyny mają być atrakcją turystyczną, stowarzyszenie chce, by można było nimi jeździć na całej trasie kolei nadzalewowej – od Elbląga-Zdroju aż do Braniewa. Każda z drezyny może pomieścić 12 osób.
- Do prowadzenia drezyny na odcinkach wyłączonych z eksploatacji nie trzeba mieć uprawnień, wystarczy krótkie przeszkolenie przed wyjazdem – dodaje Józef Zamojcin. - Wystąpiliśmy do dyrektora PLK w Olsztynie z pytaniem, na jakich zasadach będziemy mogli z tej linii korzystać, wkrótce mamy spotkanie w tej sprawie. Chcemy drezyny uruchomić od 1 czerwca.
Maksymalna prędkość, jaką drezyny mogą rozwinąć dzięki sile ludzkich rąk, to 15 km/h.
- Drezyny są wyposażone w hamulce, można ją zatrzymać przy maksymalne prędkości w pięć sekund. Z mijaniem się drezyn też nie będzie problemu, mimo że ma trasie jest jeden tor. Wystarczy, że pasażerowie będą się przesiadać z drezyny do drezyny – tłumaczy Józef Zamojcin.
Drezyny mają okazję stać się turystycznym hitem tego sezonu. Na przywrócenie kolei nadzalewowej jako atrakcji turystycznej na razie nie ma co liczyć, chociaż jest cień szansy.
- Chcielibyśmy, ale to są oczywiście nasza pobożne życzenia, by z oszczędności które zapewne powstaną po remoncie linii kolejowej z Gutkowa do Braniewa, zostały przeznaczone na rewitalizację kolei nadzalewowej. Wystąpimy do marszałka w tej sprawie – dodaje Józef Zamojcin. - Ale to, czy ruch kolejowy na tej trasie wróci nie zależy ani ode mnie, ani od burmistrza, ani do mieszkańców. Mieszkańcy regionu powinni za to lobbować, podnosić temat, że ta linia jest potrzebna. Choć jak wszyscy wiemy, to właśnie z powodu braku pasażerów została podjęta decyzja o jej zamknięciu.
RG