Teraz ja - Elbląg – czas na egzamin dojrzałości

Opadły emocje po wygranym referendum, jak spodenki boksera po ciężkiej walce... Mimo oczywistego zwycięstwa „referendystów” sytuacja polityczna w Elblągu zaczyna przypominać polowanie na „lisa”, czyli stanowisko Prezydenta.
Większość, czyli partie, które przyczyniły się do upadku dotychczasowej władzy, czyli samych siebie (Rada Miasta), zaczynają kombinować, jak tu w oparciu o przepisy legislacyjne znowu wejść do Ratusza i obsadzić „swoich”, w myśl „bolszewickiej” zasady: „wybierali, jak chcieli, wybrali kogo trzeba...”. Zaczyna się spektakl różnych „dzikich zwierząt”, wyciągania „trupów” politycznych czy oferowania osobników, których celem jest parcie na stanowisko.
Problem jest w tym, że większość, w tym i wyborcy, mają błędną wiedzę na temat sprawowania władzy w mieście. Pozwolę sobie przypomnieć, że władzę stanowi Rada Miasta, a organem wykonawczym jest Zarząd. To od władzy uchwałodawczej zależy, czy miasto ma rozwijać w takim lub innym kierunku. Zarząd ma realizować uchwały Rady i wnosić do niej swoje propozycje. Dlatego, wbrew oficjalnej wiedzy wyborców, najważniejszym zadanie dla elblążan jest wybranie mądrej Rady Miasta, która będzie potrafiła racjonalnie (a nie politycznie) decydować o przyszłości miasta. Prezydent to kwestia wtórna...
Do tej pory osoba prezydenta miasta, kraju była najważniejsza, bo on za poparcie partii politycznych musiał obsadzać stanowiska ich przedstawicielami: sponsorami, pociotkami itp. Ależ to jest swoisty „Kim- Ir-Senizm”, na który wyrażamy zgodę w czasie wyborów...
Czy jest możliwe w Polsce i w Elblągu, aby to zmienić? Mimo, że to prawie nieprawdopodobnie, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Jeżeli jest jakakolwiek szansa na stworzenie e Elblągu bloku antypartyjnego, który zaprezentowałby rzetelnych kandydatów do zarządzania miastem, to jest duża szansa na sukces. Czy są w Elblągu ludzie, którzy podjęliby się takiego zadania? Uważam, że tak. Miasto po raz pierwszy, po tak znaczącym sukcesie obywatelskim, słusznie obalając dotychczasową władzę, ma niepowtarzalną szansę na stworzenie Elbląga jako naszej Małej Ojczyzny, która może być prekursorem takich rozwiązań, jakie są w krajach skandynawskich. Zdajmy więc swój elbląski egzamin dojrzałości, gdy przyjdzie czas wyborów. Dopiero wtedy Elbląg będzie wyglądał, jak na załączonym zdjęciu.
Problem jest w tym, że większość, w tym i wyborcy, mają błędną wiedzę na temat sprawowania władzy w mieście. Pozwolę sobie przypomnieć, że władzę stanowi Rada Miasta, a organem wykonawczym jest Zarząd. To od władzy uchwałodawczej zależy, czy miasto ma rozwijać w takim lub innym kierunku. Zarząd ma realizować uchwały Rady i wnosić do niej swoje propozycje. Dlatego, wbrew oficjalnej wiedzy wyborców, najważniejszym zadanie dla elblążan jest wybranie mądrej Rady Miasta, która będzie potrafiła racjonalnie (a nie politycznie) decydować o przyszłości miasta. Prezydent to kwestia wtórna...
Do tej pory osoba prezydenta miasta, kraju była najważniejsza, bo on za poparcie partii politycznych musiał obsadzać stanowiska ich przedstawicielami: sponsorami, pociotkami itp. Ależ to jest swoisty „Kim- Ir-Senizm”, na który wyrażamy zgodę w czasie wyborów...
Czy jest możliwe w Polsce i w Elblągu, aby to zmienić? Mimo, że to prawie nieprawdopodobnie, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Jeżeli jest jakakolwiek szansa na stworzenie e Elblągu bloku antypartyjnego, który zaprezentowałby rzetelnych kandydatów do zarządzania miastem, to jest duża szansa na sukces. Czy są w Elblągu ludzie, którzy podjęliby się takiego zadania? Uważam, że tak. Miasto po raz pierwszy, po tak znaczącym sukcesie obywatelskim, słusznie obalając dotychczasową władzę, ma niepowtarzalną szansę na stworzenie Elbląga jako naszej Małej Ojczyzny, która może być prekursorem takich rozwiązań, jakie są w krajach skandynawskich. Zdajmy więc swój elbląski egzamin dojrzałości, gdy przyjdzie czas wyborów. Dopiero wtedy Elbląg będzie wyglądał, jak na załączonym zdjęciu.