Elżbieta Gelert, „ostatnia deska ratunku” dla PO

Tak twierdzi Kazimierz Falkiewicz z KWW Wolny Elbląg. Informacja o kandydowaniu Elżbiety Gelert w wyborach prezydenta Elbląga poruszyła Wolny Elbląg. Widać, że kampania wyborcza rusza na dobre, choć rejestrację kandydatów na radnych niemal wszystkie ugrupowania zostawiły sobie na dziś (27 maja) – ostatni dzień przyjmowania kandydatów na radnych.
Kazimierz Falkiewicz pisze:
„Oznajmiając oficjalnie, że będzie kandydatem PO ubiegającym się o stanowisko prezydenta, Elżbieta Gelert rozpoczęła swoją deklarację od przeprosin. „Przepraszam wszystkich, którzy tu mieszkają, którzy tu żyją, za to, że byliśmy zbyt mało wrażliwi, że poprzednia władza nie zwracała uwagi na ludzi, słabo się komunikowała.
Wsłuchując się w słowa Elżbiety Gelert, nie wiedząc, jaką formację polityczną reprezentuje, można by przypuszczać, że wypowiada się krytycznie osoba będąca w opozycji do konkurencyjnej partii. Tego rodzaju wypowiedź moim zdaniem dyskredytuje Elżbietę Gelert jako przedstawicielkę mieszkańców Elbląga i jedynie udowadnia, że jest lojalną działaczką swojej partii. Jest także dowodem na to, że Elżbieta Gelert nie wyciągnęła żadnych wniosków z lekcji, jaką dla jej formacji politycznej było referendum w Elblągu. Ponadto jej wypowiedź niczego nowego nie wnosi, a jedynie jest kontynuacją utartych i wyświechtanych sloganów, którymi nagminnie posługiwał się Grzegorz Nowaczyk. To, że „powstają nowe mosty, nowe ulice”, nie jest przecież żadną wyłączną zasługą odwołanego prezydenta, ale kontynuacją wcześniej zainicjowanych projektów przez jego poprzednika. „Niezaprzeczalną zaś zasługą” odwołanej ekipy jest to, że zakończenie rozpoczętych robót i oddanie do użytku nowych mostów i ulic przebiega w tempie obrazowo przypominającym „ślimacze logo”, które zafundował elblążanom Grzegorz Nowaczyk.
Elżbieta Gelert jest Posłem na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej, reprezentuje nasz okręg wyborczy i wielokrotnie udzielając wywiadów, twierdziła, że żywo interesuje się problemami Elbląga. Jest postacią, z której zdaniem bądź krytyką musi się liczyć każdy członek PO w Elblągu. Dlatego biorąc pod uwagę wypowiedzi i oceny, których udzielała przed referendum na temat dokonań i pracy Grzegorza Nowaczyka, twierdzę, że nie jest prawdą, że starała się zapobiegać szkodliwym decyzjom wprowadzanym przez niego i jego ekipę. Zgadzam się również ze zdaniem tych elblążan, którzy twierdzą, że będąc posłem i mając ku temu realne możliwości, nie lobbuje na rzecz naszego miasta, co łatwo można sprawdzić na podstawie wydawanych biuletynów sejmowych. Również ubieganie się o prezydenturę nie jest samodzielną decyzją Elżbiety Gelert, a zostało wymuszone na niej przez władze zwierzchnie PO.
Referendum zdruzgotało struktury tej partii w Elblągu, aktualnie nawet nie bardzo wyrobieni politycznie obserwatorzy, tym bardziej starzy wyjadacze partyjni, zdają sobie doskonale sprawę, że żaden kandydat PO nie ma najmniejszych szans uzyskać stanowisko prezydenta miasta, jeżeli był odwołanym radnym bądź politykiem bezpośrednio związanym z Grzegorzem Nowaczykiem. Jak tonący chwyta się brzytwy, tak PO, nie posiadając aktualnie w Elblągu żadnych wyrazistych i nie uwikłanych w afery działaczy, wystawia Elżbietę Gelert.
W tym miejscu należy więc zadać pytanie, na kim chce się oprzeć Elżbieta Gelert, zostając prezydentem, jeżeli cała poprzednia ekipa PO tak zdecydowanie się nie sprawdziła. Pytanie jest istotne, ponieważ realnie oceniając sytuację, jaka nastąpi po 23 czerwca 2013 r., można z całą pewnością założyć, że PO nie będzie miała w Radzie Miejskiej większości. Z czego wynika, że Platforma nawet w marzeniach nie może zakładać, że będzie mogła samodzielnie rządzić w Elblągu. Dlatego stawiam kolejne pytanie, w jaki sposób, hipotetycznie przyjmując, że Elżbieta Gelert zostanie prezydentem, a PO uzyska jakąś znaczącą liczbę radnych, zamierza przekonać opozycję do stworzenia koalicji i zaaprobowania swoich pomysłów. Z wypowiedzi Elżbiety Gelert jasno wynika, że zarówno ona, jak i PO nie biorą tej ewentualności w ogóle pod uwagę, co według mnie świadczy o całkowitym braku wyobraźni i wyalienowaniu się z otaczającej rzeczywistości. Oceniając powyższe twierdzę, że dla PO, która się stała wyłącznie partią władzy, odzyskanie Elbląga stanowi wyłącznie cel sam w sobie, w którym potrzeby i interesy nas, mieszkańców w ogóle nie są brane pod uwagę. Odzyskanie władzy w Elblągu to sygnał, który ma iść w Polskę, że PO jest silna i wbrew temu, co się mówi, nie znajduje się na równi pochyłej, z której stacza się w niebyt polityczny.
Kazimierz Falkiewicz, KWW Wolny Elbląg”
„Oznajmiając oficjalnie, że będzie kandydatem PO ubiegającym się o stanowisko prezydenta, Elżbieta Gelert rozpoczęła swoją deklarację od przeprosin. „Przepraszam wszystkich, którzy tu mieszkają, którzy tu żyją, za to, że byliśmy zbyt mało wrażliwi, że poprzednia władza nie zwracała uwagi na ludzi, słabo się komunikowała.
Wsłuchując się w słowa Elżbiety Gelert, nie wiedząc, jaką formację polityczną reprezentuje, można by przypuszczać, że wypowiada się krytycznie osoba będąca w opozycji do konkurencyjnej partii. Tego rodzaju wypowiedź moim zdaniem dyskredytuje Elżbietę Gelert jako przedstawicielkę mieszkańców Elbląga i jedynie udowadnia, że jest lojalną działaczką swojej partii. Jest także dowodem na to, że Elżbieta Gelert nie wyciągnęła żadnych wniosków z lekcji, jaką dla jej formacji politycznej było referendum w Elblągu. Ponadto jej wypowiedź niczego nowego nie wnosi, a jedynie jest kontynuacją utartych i wyświechtanych sloganów, którymi nagminnie posługiwał się Grzegorz Nowaczyk. To, że „powstają nowe mosty, nowe ulice”, nie jest przecież żadną wyłączną zasługą odwołanego prezydenta, ale kontynuacją wcześniej zainicjowanych projektów przez jego poprzednika. „Niezaprzeczalną zaś zasługą” odwołanej ekipy jest to, że zakończenie rozpoczętych robót i oddanie do użytku nowych mostów i ulic przebiega w tempie obrazowo przypominającym „ślimacze logo”, które zafundował elblążanom Grzegorz Nowaczyk.
Elżbieta Gelert jest Posłem na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej, reprezentuje nasz okręg wyborczy i wielokrotnie udzielając wywiadów, twierdziła, że żywo interesuje się problemami Elbląga. Jest postacią, z której zdaniem bądź krytyką musi się liczyć każdy członek PO w Elblągu. Dlatego biorąc pod uwagę wypowiedzi i oceny, których udzielała przed referendum na temat dokonań i pracy Grzegorza Nowaczyka, twierdzę, że nie jest prawdą, że starała się zapobiegać szkodliwym decyzjom wprowadzanym przez niego i jego ekipę. Zgadzam się również ze zdaniem tych elblążan, którzy twierdzą, że będąc posłem i mając ku temu realne możliwości, nie lobbuje na rzecz naszego miasta, co łatwo można sprawdzić na podstawie wydawanych biuletynów sejmowych. Również ubieganie się o prezydenturę nie jest samodzielną decyzją Elżbiety Gelert, a zostało wymuszone na niej przez władze zwierzchnie PO.
Referendum zdruzgotało struktury tej partii w Elblągu, aktualnie nawet nie bardzo wyrobieni politycznie obserwatorzy, tym bardziej starzy wyjadacze partyjni, zdają sobie doskonale sprawę, że żaden kandydat PO nie ma najmniejszych szans uzyskać stanowisko prezydenta miasta, jeżeli był odwołanym radnym bądź politykiem bezpośrednio związanym z Grzegorzem Nowaczykiem. Jak tonący chwyta się brzytwy, tak PO, nie posiadając aktualnie w Elblągu żadnych wyrazistych i nie uwikłanych w afery działaczy, wystawia Elżbietę Gelert.
W tym miejscu należy więc zadać pytanie, na kim chce się oprzeć Elżbieta Gelert, zostając prezydentem, jeżeli cała poprzednia ekipa PO tak zdecydowanie się nie sprawdziła. Pytanie jest istotne, ponieważ realnie oceniając sytuację, jaka nastąpi po 23 czerwca 2013 r., można z całą pewnością założyć, że PO nie będzie miała w Radzie Miejskiej większości. Z czego wynika, że Platforma nawet w marzeniach nie może zakładać, że będzie mogła samodzielnie rządzić w Elblągu. Dlatego stawiam kolejne pytanie, w jaki sposób, hipotetycznie przyjmując, że Elżbieta Gelert zostanie prezydentem, a PO uzyska jakąś znaczącą liczbę radnych, zamierza przekonać opozycję do stworzenia koalicji i zaaprobowania swoich pomysłów. Z wypowiedzi Elżbiety Gelert jasno wynika, że zarówno ona, jak i PO nie biorą tej ewentualności w ogóle pod uwagę, co według mnie świadczy o całkowitym braku wyobraźni i wyalienowaniu się z otaczającej rzeczywistości. Oceniając powyższe twierdzę, że dla PO, która się stała wyłącznie partią władzy, odzyskanie Elbląga stanowi wyłącznie cel sam w sobie, w którym potrzeby i interesy nas, mieszkańców w ogóle nie są brane pod uwagę. Odzyskanie władzy w Elblągu to sygnał, który ma iść w Polskę, że PO jest silna i wbrew temu, co się mówi, nie znajduje się na równi pochyłej, z której stacza się w niebyt polityczny.
Kazimierz Falkiewicz, KWW Wolny Elbląg”
Redakcja