Gdy trochę podrosłem, zacząłem uciekać w świat! (Podróże małe i duże, odc. 10)

Jego twórczości nie trzeba przedstawiać elbląskim miłośnikom fotografii. Podczas swoich dalekich podróży z aparatem w ręku poluje na egzotyczne zwierzęta i wyjątkowe twarze. Nam opowiada o wrażeniach, które nie zmieściły się w kadrach. Zobacz fotorelację.
Anna Kaniewska: - Elbląscy miłośnicy fotografii doskonale znają Pana twórczość. Miał Pan trzy wystawy w Światowidzie, kilkukrotnie był Pan laureatem portElowej Fotki Miesiąca. Skąd pomysł, aby zatrzymywać świat na zdjęciach?
Marian Lubawski: - Fotografia to moja pasja, która zaczęła się rozwijać wraz z rozwojem fotografii cyfrowej. Era fotografii cyfrowej dała duże możliwości edycji, katalogowania, robienia wielu zdjęć i wybrania tego najlepszego.
- Pańskie fotografie są doceniane. Ma Pan na swoim koncie wiele nagród. Które z wyróżnień jest dla Pana najważniejsze?
- Być może złoty medal w konkursie Fotoferia w kategorii fotografii dzieci. Otrzymałem go za sfotografowanie małego Papuasa z wioski Yogosima.
- Fotografia jest tematem na inną rozmowę. Dziś porozmawiajmy o podróżach.
- Gdy byłem dzieckiem ze względu na sytuację w Polsce, nie miałem możliwości odbywania dalekich podróży. Gdy podrosłem, zacząłem uciekać w świat (śmiech). Towarzyszył mi aparat. Fotografowanie ludzi z odległych krajów, ich codzienności, stało się moją największą miłością. Wpadłem w prawdziwy wir podróżowania i robienia zdjęć. Już nie potrafię tego zatrzymać. Moją pierwszą zagraniczną podróżą była podróż do Kambodży. Byłem zszokowany tym państwem (przede wszystkim biedą, która tam panowała) oraz samą ideą podróżowania.
- W 2009 poleciał Pan do Etiopii. Myślę, że wielu Europejczykom Etiopia kojarzy się jedynie z… biedą. Nie wszyscy wiedzą, że jest to bardzo piękny kraj. Ryszard Kapuściński w „Hebanie” wspomina o jedenastu kościołach w Lalibeli. Wiem, że i Pan tam był. Jak wrażenia?
- Lalibela znajduje się Północnej Etiopii. To miejsce jest piękne, szczególnie świątynie, które są wykute w skałach. Jedna legenda głosi, że w dzień kościoły budowali ludzie, a w nocy aniołowie. Natomiast w południowej części Etiopii jest bardzo ciepło i żyją tam głównie dzikie plemiona, które mieszkają w szałasach i ubierają się w skóry zwierząt. Jest to duży kontrast dla północnej części, gdzie panuje chłodniejszy klimat, a ludzie ubierają się normalnie, lecz bardzo skromnie.
- Jak się Pan przemieszcza po tych egzotycznych, często ubogich krajach?
- Wszystko zależy od tego, w jakim kraju jestem. Wybieram różne środki transportu: od statków, przez motory i samoloty.
- Najpiękniejszy kraj, jaki Pan zwiedził…
- Birma! Kilka lat temu Birma otworzyła się na świat. Postanowiłem pojechać tam jak najszybciej. To państwo jest niezwykłe a ludzie są bardzo mili i życzliwi.
- Był Pan m.in. w Chinach, Japonii, Birmie, Indiach, Papua, Nepalu, Indonezji, Kenii, Kambodży, Tajlandii, Egipcie, Synaj, Etiopii, na Jawie … Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Gdzie zawita Pan w najbliższym czasie?
- W Namibii i Bostwanie. Mam już wynajęty samochód 4x4, którym chcę pokonać ponad 4 000 km. Mam w planach zobaczyć m.in. plemię Himba, Wybrzeże Szkieletów, parki narodowe, czerwone wydmy, Wodospad Wiktorii, safari, wioski Buszmenów. Oczywiście będziemy biwakować.
- My, czyli kto?
- Od 5 lat podróżuję z moim kolegą. Takie męskie wyprawy są bezpieczniejsze. Poza tym znamy się jak łyse konie i jesteśmy bardzo zgrani. W naszych wyprawach przeszkadza mi tylko jedna rzecz – że on nie jest fotografem (śmiech). Brak mi bratniej duszy, która by mnie motywowała, aby wstawać o świcie i robić zjawiskowe zdjęcia. Wcześniej podróżowałem z żoną lub grupką znajomych.
- Namibia i Bostwana to jest Pana plan. A o jakich krajach Pan marzy?
- Na pewno o Północnym Wietnamie oraz Pakistanie, bo tam żyje lud Hunzów w którym ludzie żyją nawet 145 lat.
- Czy jakieś kraje Pana rozczarowały?
- Trochę rozczarowały mnie południowe Chiny. Sądziłem, że znajdę chaty zabite dechami. Niestety nie znalazłem tam takich atrakcji. Poza tym Chińczycy, których my spotkaliśmy w ogóle nie mówili po angielsku. Porozumiewanie się z nimi było koszmarem (śmiech). Nie wspominając o odczytaniu rozkładów jazdy publicznych środków transportu, bo oczywiście wszystko było po chińsku. Gdy np. w pociągu spotykaliśmy osobę, która wyglądała na studenta, byliśmy podekscytowani, że w końcu możemy z kimś porozmawiać i dowiedzieć się czegoś interesującego. Na szczęście, wykazałem się przezornością i przed wyjazdem korespondowałem mailowo z pewną Chinką, która pomogła mi w organizacji wyjazdu, m.in. przetłumaczyła mi te nieszczęsne chińskie wyrazy (śmiech).
- Która kuchnia przypadła Panu najbardziej do gustu?
- To jest bardzo trudne pytanie. Chyba indyjska. Na pewno nie chińska (śmiech). Nie lubię ostrych potraw, a oni w takich gustują. Poza tym Chińczycy jedzą naprawdę obrzydliwe rzeczy, od robaków po szczury. Podczas mojego pobytu schudłem kilka kilogramów.
- Jak na Pana podróże reagują najbliżsi?
- Chcą oglądać zdjęcia i filmy. Często pytają, czy w danym kraju jest bezpiecznie i czy nikt na pewno mnie nie zabije. Zawsze się śmieję, że zabić, to mnie mogą nawet w Elblągu.
Marian Lubawski jest także pomysłodawcą i fundatorem nagrody specjalnej w konkursie portElu pt. „Historia jednej twarzy”.
Marian Lubawski: - Fotografia to moja pasja, która zaczęła się rozwijać wraz z rozwojem fotografii cyfrowej. Era fotografii cyfrowej dała duże możliwości edycji, katalogowania, robienia wielu zdjęć i wybrania tego najlepszego.
- Pańskie fotografie są doceniane. Ma Pan na swoim koncie wiele nagród. Które z wyróżnień jest dla Pana najważniejsze?
- Być może złoty medal w konkursie Fotoferia w kategorii fotografii dzieci. Otrzymałem go za sfotografowanie małego Papuasa z wioski Yogosima.
- Fotografia jest tematem na inną rozmowę. Dziś porozmawiajmy o podróżach.
- Gdy byłem dzieckiem ze względu na sytuację w Polsce, nie miałem możliwości odbywania dalekich podróży. Gdy podrosłem, zacząłem uciekać w świat (śmiech). Towarzyszył mi aparat. Fotografowanie ludzi z odległych krajów, ich codzienności, stało się moją największą miłością. Wpadłem w prawdziwy wir podróżowania i robienia zdjęć. Już nie potrafię tego zatrzymać. Moją pierwszą zagraniczną podróżą była podróż do Kambodży. Byłem zszokowany tym państwem (przede wszystkim biedą, która tam panowała) oraz samą ideą podróżowania.
- W 2009 poleciał Pan do Etiopii. Myślę, że wielu Europejczykom Etiopia kojarzy się jedynie z… biedą. Nie wszyscy wiedzą, że jest to bardzo piękny kraj. Ryszard Kapuściński w „Hebanie” wspomina o jedenastu kościołach w Lalibeli. Wiem, że i Pan tam był. Jak wrażenia?
- Lalibela znajduje się Północnej Etiopii. To miejsce jest piękne, szczególnie świątynie, które są wykute w skałach. Jedna legenda głosi, że w dzień kościoły budowali ludzie, a w nocy aniołowie. Natomiast w południowej części Etiopii jest bardzo ciepło i żyją tam głównie dzikie plemiona, które mieszkają w szałasach i ubierają się w skóry zwierząt. Jest to duży kontrast dla północnej części, gdzie panuje chłodniejszy klimat, a ludzie ubierają się normalnie, lecz bardzo skromnie.
- Jak się Pan przemieszcza po tych egzotycznych, często ubogich krajach?
- Wszystko zależy od tego, w jakim kraju jestem. Wybieram różne środki transportu: od statków, przez motory i samoloty.
- Najpiękniejszy kraj, jaki Pan zwiedził…
- Birma! Kilka lat temu Birma otworzyła się na świat. Postanowiłem pojechać tam jak najszybciej. To państwo jest niezwykłe a ludzie są bardzo mili i życzliwi.
- Był Pan m.in. w Chinach, Japonii, Birmie, Indiach, Papua, Nepalu, Indonezji, Kenii, Kambodży, Tajlandii, Egipcie, Synaj, Etiopii, na Jawie … Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Gdzie zawita Pan w najbliższym czasie?
- W Namibii i Bostwanie. Mam już wynajęty samochód 4x4, którym chcę pokonać ponad 4 000 km. Mam w planach zobaczyć m.in. plemię Himba, Wybrzeże Szkieletów, parki narodowe, czerwone wydmy, Wodospad Wiktorii, safari, wioski Buszmenów. Oczywiście będziemy biwakować.
- My, czyli kto?
- Od 5 lat podróżuję z moim kolegą. Takie męskie wyprawy są bezpieczniejsze. Poza tym znamy się jak łyse konie i jesteśmy bardzo zgrani. W naszych wyprawach przeszkadza mi tylko jedna rzecz – że on nie jest fotografem (śmiech). Brak mi bratniej duszy, która by mnie motywowała, aby wstawać o świcie i robić zjawiskowe zdjęcia. Wcześniej podróżowałem z żoną lub grupką znajomych.
- Namibia i Bostwana to jest Pana plan. A o jakich krajach Pan marzy?
- Na pewno o Północnym Wietnamie oraz Pakistanie, bo tam żyje lud Hunzów w którym ludzie żyją nawet 145 lat.
- Czy jakieś kraje Pana rozczarowały?
- Trochę rozczarowały mnie południowe Chiny. Sądziłem, że znajdę chaty zabite dechami. Niestety nie znalazłem tam takich atrakcji. Poza tym Chińczycy, których my spotkaliśmy w ogóle nie mówili po angielsku. Porozumiewanie się z nimi było koszmarem (śmiech). Nie wspominając o odczytaniu rozkładów jazdy publicznych środków transportu, bo oczywiście wszystko było po chińsku. Gdy np. w pociągu spotykaliśmy osobę, która wyglądała na studenta, byliśmy podekscytowani, że w końcu możemy z kimś porozmawiać i dowiedzieć się czegoś interesującego. Na szczęście, wykazałem się przezornością i przed wyjazdem korespondowałem mailowo z pewną Chinką, która pomogła mi w organizacji wyjazdu, m.in. przetłumaczyła mi te nieszczęsne chińskie wyrazy (śmiech).
- Która kuchnia przypadła Panu najbardziej do gustu?
- To jest bardzo trudne pytanie. Chyba indyjska. Na pewno nie chińska (śmiech). Nie lubię ostrych potraw, a oni w takich gustują. Poza tym Chińczycy jedzą naprawdę obrzydliwe rzeczy, od robaków po szczury. Podczas mojego pobytu schudłem kilka kilogramów.
- Jak na Pana podróże reagują najbliżsi?
- Chcą oglądać zdjęcia i filmy. Często pytają, czy w danym kraju jest bezpiecznie i czy nikt na pewno mnie nie zabije. Zawsze się śmieję, że zabić, to mnie mogą nawet w Elblągu.
Marian Lubawski jest także pomysłodawcą i fundatorem nagrody specjalnej w konkursie portElu pt. „Historia jednej twarzy”.
Anna Kaniewska