Mieliśmy szczęście do tramwajów

Pierwsza linia tramwajowa w Elblągu łączyła dworzec kolejowy z przystanią żeglugi, druga Plac Słowiański i Plac Jagiellończyka. Aby motorniczy mógł pokonać niewielkie wzniesienie na ul. Królewieckiej, pasażerowie... musieli wysiadać. Mija właśnie 120 lat, od kiedy na elbląskie tory wyjechał pierwszy elektryczny tramwaj. Tramwajarze uczcili rocznicę uroczystą galą w auli PWSZ. Zobacz zdjęcia.
Głównym punktem gali w auli PWSZ było wręczenie sztandaru Tramwajów Elbląskich, który ufundowali pracownicy spółki. Spotkanie było także okazją do wspomnień i przypomnienia najważniejszych faktów w 120-letniej historii tramwajów w naszym mieście.
- Elbląg jest miastem, w którym nie zdecydowano się na wprowadzenie tramwaju konnego. Od razu postawiono na tramwaje elektryczne – mówił Tomasz Gliniecki, autor interesującego albumu „Tramwaje Elbląskie. 120 lat na torach”, który wkrótce będzie można kupić m.in. w informacji turystycznej.
Pierwsza zajezdnia mieściła się przy ul. Szpitalnej. Przy zajezdni funkcjonowała pierwsza w mieście elektrownia. Firma zarządzająca tramwajami była w rękach prywatnych. Nie było to opłacalne przedsięwzięcie, dlatego drugim elementem działalności firmy była sprzedaż energii elektrycznej miastu i mieszkańcom.
Po II wojnie światowej zdecydowano się na odbudowę zniszczonej trakcji i powrót do komunikacji tramwajowej. - Mieliśmy to szczęście w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku, że ominął nas los Olsztyna, gdzie tramwaje zlikwidowano. - przypomniał Tomasz Gliniecki.
Największą inwestycją ostatnich lat był zakup niskopodłogowych tramwajów PESA121N, zwanych przez elblążan ogórkami. - To było przełamanie monopolu trzech wielkich koncernów dotychczas dostarczających niskopodłogowe tramwaje – wspomina Bogdan Kaliński, dyrektor Tramwajów Elbląskich.
W tych najbardziej nowoczesnych wagonach jest 41 miejsc siedzących i 81 stojących. Dzisiaj sieć tramwajowa w Elblągu to ponad 40 km torów, po których tramwaje pokonują codziennie ponad 4000 km. Pasażerowie wsiadają i wysiadają na 72 wysepkach tramwajowych.
Podczas dzisiejszej gali nie mogło zabraknąć anegdot z życia miejskiej spółki. - Mam taki zwyczaj, że w Boże Narodzenie lub Wielkanoc składam pracującym życzenia. W któreś święta schodzę do zajezdni, a tam dyspozytor informuje: „W zasadzie wszystko dobrze, tylko tramwaje nie jeżdżą”. „Wypadek był” dokończył dyspozytor. - opowiadał Bogdan Kaliński, który nie mógł się nachwalić swoich pracowników. - Nasi pracownicy są doceniani w zespołach problemowych Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej.
Przed aulą można było oglądać ciekawe eksponaty z historii elbląskich tramwajów. Szczególną uwagę zwracały dawne bilety. Były takie za 20 groszy i takie za 6000 zł, a nawet te pamiętające denominację – z pieczątką informującą o tym, że bilet kosztuje 35 groszy, czyli dawne 3500 zł.
Jaka przyszłość czeka elbląskie tramwaje? - Planujemy wybudować trakcję tramwajową w ciągu ulicy 12 lutego – potwierdził Witold Wróblewski, prezydent Elbląga.
- Elbląg jest miastem, w którym nie zdecydowano się na wprowadzenie tramwaju konnego. Od razu postawiono na tramwaje elektryczne – mówił Tomasz Gliniecki, autor interesującego albumu „Tramwaje Elbląskie. 120 lat na torach”, który wkrótce będzie można kupić m.in. w informacji turystycznej.
Pierwsza zajezdnia mieściła się przy ul. Szpitalnej. Przy zajezdni funkcjonowała pierwsza w mieście elektrownia. Firma zarządzająca tramwajami była w rękach prywatnych. Nie było to opłacalne przedsięwzięcie, dlatego drugim elementem działalności firmy była sprzedaż energii elektrycznej miastu i mieszkańcom.
Po II wojnie światowej zdecydowano się na odbudowę zniszczonej trakcji i powrót do komunikacji tramwajowej. - Mieliśmy to szczęście w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku, że ominął nas los Olsztyna, gdzie tramwaje zlikwidowano. - przypomniał Tomasz Gliniecki.
Największą inwestycją ostatnich lat był zakup niskopodłogowych tramwajów PESA121N, zwanych przez elblążan ogórkami. - To było przełamanie monopolu trzech wielkich koncernów dotychczas dostarczających niskopodłogowe tramwaje – wspomina Bogdan Kaliński, dyrektor Tramwajów Elbląskich.
W tych najbardziej nowoczesnych wagonach jest 41 miejsc siedzących i 81 stojących. Dzisiaj sieć tramwajowa w Elblągu to ponad 40 km torów, po których tramwaje pokonują codziennie ponad 4000 km. Pasażerowie wsiadają i wysiadają na 72 wysepkach tramwajowych.
Podczas dzisiejszej gali nie mogło zabraknąć anegdot z życia miejskiej spółki. - Mam taki zwyczaj, że w Boże Narodzenie lub Wielkanoc składam pracującym życzenia. W któreś święta schodzę do zajezdni, a tam dyspozytor informuje: „W zasadzie wszystko dobrze, tylko tramwaje nie jeżdżą”. „Wypadek był” dokończył dyspozytor. - opowiadał Bogdan Kaliński, który nie mógł się nachwalić swoich pracowników. - Nasi pracownicy są doceniani w zespołach problemowych Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej.
Przed aulą można było oglądać ciekawe eksponaty z historii elbląskich tramwajów. Szczególną uwagę zwracały dawne bilety. Były takie za 20 groszy i takie za 6000 zł, a nawet te pamiętające denominację – z pieczątką informującą o tym, że bilet kosztuje 35 groszy, czyli dawne 3500 zł.
Jaka przyszłość czeka elbląskie tramwaje? - Planujemy wybudować trakcję tramwajową w ciągu ulicy 12 lutego – potwierdził Witold Wróblewski, prezydent Elbląga.
Sebastian Malicki