UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Odszedł Ryszard Tomczyk. Mentor i przyjaciel (wspomnienie)

2020-11-08
17:15
Odszedł Ryszard Tomczyk. Mentor i przyjaciel  (wspomnienie)

Wiosną 1997 roku przyjechałem do Elbląga. Zostałem redaktorem naczelnym „Gazety Elbląskiej”, nie znając w tym mieście ani jednej osoby. Pierwszy mój artykuł w gazecie i od razu konflikt z ostatnim I sekretarzem KW PZPR w Elblągu Bolesławem Smagałą. W ogniu medialnej wojny pojawił się u mnie dr Ryszard Tomczyk ze świeżo wydaną książką „Zadra. Kruszenie piedestału”. Książka była pokłosiem jego sporu sądowego ze… Smagałą i odpowiedzią na jego książkę „Spór o miasto”. Tak uczyłem się najnowszej historii Elbląga i szacunku dla Tomczyka, który każdego swojego zdania o Elblągu był w stanie bronić co do przecinka - wspomina senator Jerzy Wcisła.

Był jedną z pierwszych osób – spoza redakcji – którą poznałem. Od razu został stałym felietonistą „Gazety Elbląskiej”, a ja szybko zacząłem pisać do literackiego Kwartalnika Elbląskiego „Tygiel”. Mieliśmy dużo czasu, by się poznać.

Gdy w 2010 roku zostałem przewodniczącym Rady Miejskiej w Elblągu wiedziałem, że dwóm osobom należą się tytuł Honorowego Obywatela Elbląga: Ryszardowi Tomczykowi i Lechowi Wałęsie. W 2011 roku miałem zaszczyt te tytuły wręczyć.

 

23 lata emocjonalnej i intelektualnej przygody

Tygiel i SEKA (Stowarzyszenie Elbląski Klub Autorów) były pretekstem do setek spotkań i dyskusji, których temperatura często sięgała zenitu, bo z Ryszardem nie uzgadniało się poglądów „dla świętego spokoju” – trzeba było przedstawiać twarde argumenty. Był wymagającym adwersarzem. Mimo to, szybko – chociaż nie wiem dokładnie, kiedy – przeszliśmy na „Ty”.

Najczęściej spotykaliśmy się w domu Ryszarda, w którym jakiś czas po śmierci żony Wiesi, pojawiła się wielka przyjaźń z lat młodzieńczych – przecudowna Alinka.

Dom Ryszarda Tomczyka był zapełniony obrazami, książkami i notatkami. Nawet niedopuszczone do druku wersje artykułów czy recenzji teatralnych były rzetelnie poukładane w kopertach. Mam nadzieję, że ciągle tam są i zostaną zachowane.

Zaprzyjaźniliśmy się rodzinnie. Moja żona brała udział w procesie wydawniczym kilku książek Ryszarda Tomczyka. Temperatura spotkań nieco spadła, ale zawsze były to intelektualne i emocjonalne uczty. Polityka w rozmowach nigdy nie dominowała. Nie potrafię ich dziś odtworzyć, ale musiało być w nich coś niezwykłego, skoro nawet nasza nastoletnia córka potrafiła pójść ze szkoły „porozmawiać sobie z panią i panem Tomczykami”.

 

Wagnerowski dom…

Cztery dni przed śmiercią Ryszard zadzwonił. Koniecznie chciał, bym odebrał jego ostatnią książkę. Bałem się iść, mówiłem wprost: Ryszard to jest ryzykowne… nie mogę narażać Ciebie, mam wiele kontaktów z różnymi osobami i muszę Cię chronić…

Klimat epidemii bardzo mu dokuczał. Kochał ludzi, bezpośrednie kontakty, dyskusje. Mówił: to moja ostania książka, muszę ją dać moim przyjaciołom. Długo rozmawialiśmy. Ryszard ma perfekcyjny umysł, więc gdy mówił, że gotów jest odejść, to wiedziałem, że wie, co mówi. Skarżył się na lekarzy, że każą mu robić badania, jakby był „jakimś nastolatkiem”.

Od Alinki dowiedziałem się, że choroba jest poważniejsza. Że czeka na lekarza. Po wizycie lekarza jeszcze raz rozmawialiśmy. Mówił, że już do niewielu osób dzwoni. W głowie mi dudniło, że to może być pożegnanie.

Umówiliśmy się, że książkę położy pod drzwiami, a ktoś ją odbierze. Sam nie odważyłem się zaryzykować, bo czy umiałbym odmówić, gdyby Ryszard pojawił się w progu?

Alicja i Ryszard Tomczyk często są gośćmi moich myśli i naszych rodzinnych rozmów. W końcu wszyscy – wraz z żoną i córką – mieliśmy z nimi wspólne, ale i osobiste relacje.

I w tych myślach pozostaną. Razem z domem, którego klimat od dawna kojarzy mi się – nie wiem dlaczego – z najpiękniejszym utworem Budki Suflera o domu, w którym rozbrzmiewał wagnerowski ton, a zwłaszcza z przecudownym refrenem „a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…”.

Żegnaj Przyjacielu. W drogę trzeba iść… Tak jak Ty. Do końca.

Jerzy Wcisła


       --- wspomnienie ----

.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej