To nie rejsy spacerowe, to służba

- Gdzie jest dowód rejestracyjny łodzi?- pyta policjant. - W Węgorzewie – z rozbrajającą szczerością odpowiada wędkarz. - I jak mam zakończyć kontrolę? – docieka funkcjonariusz. - Najlepiej życząc udanego połowu – żartobliwie dodaje pasażerka łodzi. Tym razem skończyło się na pouczeniu, ale mógł być mandat – 50 zł. Zobacz zdjęcia z wodnego patrolu.
Płyniemy w kierunku Jeziora Druzno. Mijamy dzikie kąpielisko przy moście kolejowym przy ul. Junaków. Przyznam – myślałam, że spotkamy tam kąpiących się elblążan, ale pusto. Przy brzegu młoda kobieta bawi się z psem i tylko on brodzi w wodzie.
- Zdarza się, że okoliczni mieszkańcy przychodzą tu z dziećmi i kąpią się, niektórzy skaczą nawet z mostu do wody, ale gdy słyszą warkot silnika łodzi, wychodzą na brzeg – mówi st. sierż. Przemysław Łepek. - To miejsce niebezpieczne, ostrzegamy więc [za kąpiel w miejscu niedozwolonym grozi też mandat - 250 zł - red.], ale nie możemy stać tu przez cały czas trwania służby. Patrolujemy spory teren wodny - rzekę Elbląg, jezioro Druzno oraz część Zalewu Wiślanego – w sumie, opływając w ubiegłym roku, doliczyliśmy się 73 kilometrów.
Bardziej zdyscyplinowani od amatorów kąpieli są żeglarze.
- Kontrolujemy łodzie, sprawdzamy czy są wyposażone w sprzęt ratunkowy, ale badamy również trzeźwość sterników – mówi st. sierż. Łepek, który sam ma patent sternika. - Dotychczas wszyscy kontrolowani byli trzeźwi. Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że woda to żywioł i jakie zagrożenie mogą sprowadzić na siebie i swoich pasażerów.
Płyniemy powoli, zgodnie z przepisami, 10 km/h. Poza terenem portowym można rozpędzić tę łódź nawet do 80 km/h, ale, jak przyznają policjanci, to sytuacje wyjątkowe.
- Podczas pościgu lub spiesząc na ratunek. Na szczęście, w tym sezonie (od 1 maja) takich sytuacji nie było - mówi st. sierż. Przemysław Łepek.
Na wodach jeziora Druzno – ani żywego ducha, no, poza wszechobecnym ptactwem. Płyniemy więc w drugą stronę, w kierunku Kanału Jagiellońskiego. Tu widzimy wędkującą parę. Na łodzi. Podpływamy. Mężczyzna, jak okazuje się, pan Tomasz, ma wszystkie niezbędne dokumenty uprawniające do łowienia ryb, ale... brakuje dowodu rejestracyjnego łodzi.
- I jak mam zakończyć kontrolę? – docieka funkcjonariusz. - Najlepiej życząc udanego połowu – żartobliwie dodaje pasażerka łodzi. Tym razem skończyło się na pouczeniu, ale mógł być mandat – 50 zł.
- 90 procent kontroli dotyczy wędkarzy – przyznaje st. post. Grzegorz Duda. - Większość ma kartę wędkarską, ale gorzej z pozwoleniem. O te dokumenty nie dbają szczególnie ci, którzy jednorazowo chcą powędkować.
- Problemem są też kserokopie dokumentów związanych z łodziami – dodaje st. sierż. Przemysław Łepek. - Muszą być oryginały np. dowód rejestracyjny. O tym powinni pamiętać ci, którzy łodzie czy też popularne ostatnio housebooty, wypożyczają.
Na odcinku, który przepływamy z policjantami jest cicho i spokojnie. Patrol rusza więc na wody Zalewu Wiślanego. Tam policjanci spodziewają się większego ruchu, ale my już zostajemy na brzegu.
- Tam [na wodach Zalewu Wiślanego - red.] jest ruch nawet wtedy, gdy pogoda jest kiepska – mówi st. sierż. Przemysław Łepek. - Trzeba być czujnym i trzeba uważać. Szczególnie na żeglarzy.
Policyjny patrol, jako jedyny strzeże bezpieczeństwa na okolicznych wodach. Ratownicy WOPR są w tym roku obecni w Nadbrzeżu – na rzece Elbląg, na Druznie czy Kanale Jagiellońskim, na części Zalewu Wiślanego oko na wędkarzy, żeglarzy i amatorów kąpieli mają funkcjonariusze policji. I tak będzie przez całe wakacje, a nawet dłużej, póki pogoda pozwoli. Pełnią służbę siedem dni w tygodniu na dwóch łodziach - Harpun i Parker. I nie są to rejsy wypoczynkowe.
Agata Janik