To niesłychanie spokojny człowiek jest...
Inteligentny, kulturalny, trudno go wyprowadzić z równowagi – tak o Marcinie P., bokserze i byłym selekcjonerze w Bolwing Clubie, oskarżonym o pobicie ze skutkiem śmiertelnym Pawła M., mówili dziś (24 stycznia) w sądzie koledzy ochroniarze oraz były szef.
Przed Sądem Okręgowym w Elblągu toczy się proces w sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym Pawła M., do jakiego doszło w lipcu ubiegłego roku w pobliżu Bowling Clubu. Na ławie oskarżonych zasiadają: 23-letni Marcin P., bokser, który pracował, jako selekcjoner w klubie i 27-letni Jacek B., pseudonim „Jazon”. Natomiast 22-letni Ormianin Varushan M. odpowiada za pobicie Marcina M., kolegi Pawła M.
Dziś (24 stycznia) jako świadek zeznawał jeden z właścicieli Bowling Clubu.
- Tej nocy byłem na terenie klubu, ale nic szczególnego się nie wydarzyło, również pracownicy o niczym mnie nie informowali – mówił. – W pracy był również Marcin P., którego zatrudniałem na stanowisku selekcjonera i pracownika porządkowego.
Wyjaśniał, na czym polega praca selekcjonera w jego klubie.
- To osoba, która pilnuje, by klienci zachowywali się według ustalonych norm kulturalnych – przekonywał. – Nie może jednak używać przemocy fizycznej, a jedynie słownej perswazji. Bywa, że trudno przekazać osobie nietrzeźwej, przy głośno grającej muzyce, by zachowywała się dobrze. Wówczas selekcjoner musi jej dotknąć czy złapać za rękę. Jednak nie można mu używać przemocy czy wychodzić na zewnątrz lokalu.
Przyznał, że Marcin P. był pracownikiem jego klubu od niedawna.
- Jednak dał się poznać, jako koleżeński pracownik, nie było z nim problemów. Swoje obowiązki wykonywał sumiennie. Nie było na niego skarg.
W charakterze świadków zeznawali także dwaj pracownicy ochrony w Bowling Clubie.
- O sprawie wiem tylko tyle, co przekazali mi ludzie – mówił jeden z nich. – Byłem wtedy w pracy, ale wyszedłem wcześniej, ok. godz. 3. Póki jednak pozostawałem na sali, nic szczególnego się nie wydarzyło. Wiadomo, specyfika pracy w nocnym lokalu polega na tym, że trzeba ludzi będących pod wpływem alkoholu uspakajać, czasem wyprowadzić na zewnątrz. Tej lipcowej nocy – o ile sobie przypominam – takich zajść nie było.
- Bawiła się natomiast grupa ludzi, która zwróciła naszą uwagę – dodał. – Może nie zachowywali się agresywnie, ale w sposób specyficzny. Później okazało się, że było to towarzystwo chłopaka, któremu przytrafił się ten nieszczęśliwy wypadek. Rozpoznałem ich jednak dopiero na zdjęciach zamieszczonych na forum internetowym.
Również on twierdził, że Marcin P. był dobrym pracownikiem.
- On jest osobą, która naprawdę nadaje się do tej pracy - przekonywał sąd. – Trudno go wyprowadzić z równowagi. Jest zawodnikiem i zna swoją siłę. Zawsze starał się wszystkie sprawy załatwiać polubownie.
Kolejny ochroniarz był tego wieczoru, gdy doszło do pobicia Pawła M. i Marcina M., w klubie, ale jako gość. Był tam razem z drugim oskarżonym Jackiem B., pseudonim „Jazon”.
- Nic nie wiem na temat tego pobicia – mówił. – Byłem co prawda w lokalu i piłem razem z „Jazonem”, ale nic szczególnego się wówczas nie wydarzyło.
- Wyszliśmy z klubu ok. godz. 1- 2 w nocy – razem – podkreślał. – „Jazon” był już mocno pod wpływem alkoholu i ja też. Zawiozłem go taksówką do domu i zostawiłem przed drzwiami. Sam również pojechałem do domu.
Również on pozytywnie wypowiadał się na temat Marcina P.
- To inteligentny, kulturalny chłopak – mówił. – Pracował bardzo dobrze, nie było na niego skarg.
Przed sądem zeznawało dziś kilkunastu świadków. Jutro kolejna rozprawa, podczas której wypowie się kolejnych kilkunastu.
Dziś (24 stycznia) jako świadek zeznawał jeden z właścicieli Bowling Clubu.
- Tej nocy byłem na terenie klubu, ale nic szczególnego się nie wydarzyło, również pracownicy o niczym mnie nie informowali – mówił. – W pracy był również Marcin P., którego zatrudniałem na stanowisku selekcjonera i pracownika porządkowego.
Wyjaśniał, na czym polega praca selekcjonera w jego klubie.
- To osoba, która pilnuje, by klienci zachowywali się według ustalonych norm kulturalnych – przekonywał. – Nie może jednak używać przemocy fizycznej, a jedynie słownej perswazji. Bywa, że trudno przekazać osobie nietrzeźwej, przy głośno grającej muzyce, by zachowywała się dobrze. Wówczas selekcjoner musi jej dotknąć czy złapać za rękę. Jednak nie można mu używać przemocy czy wychodzić na zewnątrz lokalu.
Przyznał, że Marcin P. był pracownikiem jego klubu od niedawna.
- Jednak dał się poznać, jako koleżeński pracownik, nie było z nim problemów. Swoje obowiązki wykonywał sumiennie. Nie było na niego skarg.
W charakterze świadków zeznawali także dwaj pracownicy ochrony w Bowling Clubie.
- O sprawie wiem tylko tyle, co przekazali mi ludzie – mówił jeden z nich. – Byłem wtedy w pracy, ale wyszedłem wcześniej, ok. godz. 3. Póki jednak pozostawałem na sali, nic szczególnego się nie wydarzyło. Wiadomo, specyfika pracy w nocnym lokalu polega na tym, że trzeba ludzi będących pod wpływem alkoholu uspakajać, czasem wyprowadzić na zewnątrz. Tej lipcowej nocy – o ile sobie przypominam – takich zajść nie było.
- Bawiła się natomiast grupa ludzi, która zwróciła naszą uwagę – dodał. – Może nie zachowywali się agresywnie, ale w sposób specyficzny. Później okazało się, że było to towarzystwo chłopaka, któremu przytrafił się ten nieszczęśliwy wypadek. Rozpoznałem ich jednak dopiero na zdjęciach zamieszczonych na forum internetowym.
Również on twierdził, że Marcin P. był dobrym pracownikiem.
- On jest osobą, która naprawdę nadaje się do tej pracy - przekonywał sąd. – Trudno go wyprowadzić z równowagi. Jest zawodnikiem i zna swoją siłę. Zawsze starał się wszystkie sprawy załatwiać polubownie.
Kolejny ochroniarz był tego wieczoru, gdy doszło do pobicia Pawła M. i Marcina M., w klubie, ale jako gość. Był tam razem z drugim oskarżonym Jackiem B., pseudonim „Jazon”.
- Nic nie wiem na temat tego pobicia – mówił. – Byłem co prawda w lokalu i piłem razem z „Jazonem”, ale nic szczególnego się wówczas nie wydarzyło.
- Wyszliśmy z klubu ok. godz. 1- 2 w nocy – razem – podkreślał. – „Jazon” był już mocno pod wpływem alkoholu i ja też. Zawiozłem go taksówką do domu i zostawiłem przed drzwiami. Sam również pojechałem do domu.
Również on pozytywnie wypowiadał się na temat Marcina P.
- To inteligentny, kulturalny chłopak – mówił. – Pracował bardzo dobrze, nie było na niego skarg.
Przed sądem zeznawało dziś kilkunastu świadków. Jutro kolejna rozprawa, podczas której wypowie się kolejnych kilkunastu.
A