Uchodźcy z Ukrainy już na polskiej ziemi

149 osób polskiego pochodzenia z ukraińskiego Mariupola i okolic przyleciało dzisiaj po godzinie 18 do Polski. Wylądowali na lotnisku w Królewie Malborskim, skąd trafią do ośrodka w Rybakach pod Olsztynem. To druga grupa ewakuowana z terenów objętych działaniami wojennymi. Dołączy do nich jeszcze kilkadziesiąt osób, które do Polski jadą pociągami i samochodami. Zobacz więcej zdjęć.
- Witajcie w Polsce – powitała uchodźców premier Beata Szydło. – Zrobimy wszystko, byście w Polsce, swojej ojczyźnie, czuli się bezpiecznie.
- Dla poważnego państwa jest ważne, aby pokazać, że w chwilach trudnych pamiętamy o rodakach z zagranicy - dodał Jan Dziedziczak, wiceminister spraw zagranicznych.
Czterema wojskowymi samolotami CASA przyleciało do Polski 149 uchodźców z terenów wschodniej Ukrainy, gdzie obecnie toczy się wojna. Programem pomocy zostały objęte osoby polskiego pochodzenia wraz z rodzinami. Zostawili za sobą całe życie, ze sobą mogli wziąć tylko 50 kg bagażu na osobę. - Połowa bagażu to rzeczy dziecka – śmieje się Aleksandr, który do Polski przyleciał z żoną i córką.
Zmęczeni, ale w końcu bezpieczni. Wszyscy uchodźcy zwracali szczególną uwagę na dobre warunki samej podróży. - Rano wyrobiono nam dokumenty i zawieziono na lotnisko w Zaporożu – opowiada pan Piotr.
- Wszystko było zrobione z maksymalnym komfortem dla ludzi – pan Aleksandr chwali przebieg ewakuacji.
Uchodźcy po odprawie granicznej dostali ciepły posiłek i przesiedli się do autobusów. Przed godz. 22 pojechali do ośrodka Caritas w Rybakach koło Olsztyna. Przez pół roku będą uczyli się tam języka polskiego i życia w nowej rzeczywistości. Dzieci na dobry początek nowego życia w nowym kraju dostały siatkę upominków m.in. pluszowego Reksia.
- Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy zorganizowali nam ewakuację i tworzą nam nowy dom – mówiła wzruszona pani Tatiana.
- Cieszę się, że wróciłem do ojczyzny – dodał pan Piotr. - Urodziłem się w Wielkopolsce i jako dwunastolatek wyjechałem do ówczesnego Związku Radzieckiego.
Przyjechali ludzie w różnym wieku. Przy stolikach siedzieli dziadkowie trzymając na kolanach kilkuletnie wnuki. Obok nich ciepłą zupę z apetytem pałaszowali rodzice. Uciekli przed wojną. I brakiem nadziei.
- Najbardziej baliśmy się ostrzału. 20 kilometrów od Mariupola stoją oddziały mogące ostrzeliwać cele w zasięgu 40 km - wspominał pan Aleksandr.
- Nie ma pracy, życie na Ukrainie jest niemożliwe. Tu chcemy budować naszą przyszłość i przyszłość naszych dzieci - deklarowała pani Tatiana.
- Życie na Ukrainie było bardzo ciężkie. Pieniędzy starczało na coraz mniejsze zakupy – przyznał pan Piotr.
Osoby, które będą chciały pozostać w Polsce na dłużej, wystąpią o pozwolenia na pobyt stały. Ich dzieci pójdą do polskich szkół. Jakie mają plany na przyszłość?
- Chciałbym się uczyć – marzy dziewiętnastoletni Włodzimierz.
- Chcę pracować. Na Ukrainie byłem przedstawicielem handlowym, mam wykształcenie wyższe techniczne – mówi 32-letni Aleksandr.
- Chciałbym wrócić do Gorzowa – marzy 69-letni Piotr.
- My tam nie wrócimy. Ta wojna nie skończy się szybko. A rosyjski korytarz na Krym musi przebiegać przez Mariupol – Aleksandr nie ma złudzeń co do przyszłości.
To nie jest ostatnia grupa uchodźców ze wschodniej Ukrainy, która została ewakuowana do Polski.
- Zrobimy wszystko, by każdy, kto chce wrócić do Polski, mógł to uczynić i zrobimy wszystko, żebyście czuli się tu jak u siebie – podkreśliła premier Beata Szydło.
- Pomagajcie nam jeszcze – apelował pan Piotr.
- Dla poważnego państwa jest ważne, aby pokazać, że w chwilach trudnych pamiętamy o rodakach z zagranicy - dodał Jan Dziedziczak, wiceminister spraw zagranicznych.
Czterema wojskowymi samolotami CASA przyleciało do Polski 149 uchodźców z terenów wschodniej Ukrainy, gdzie obecnie toczy się wojna. Programem pomocy zostały objęte osoby polskiego pochodzenia wraz z rodzinami. Zostawili za sobą całe życie, ze sobą mogli wziąć tylko 50 kg bagażu na osobę. - Połowa bagażu to rzeczy dziecka – śmieje się Aleksandr, który do Polski przyleciał z żoną i córką.
Zmęczeni, ale w końcu bezpieczni. Wszyscy uchodźcy zwracali szczególną uwagę na dobre warunki samej podróży. - Rano wyrobiono nam dokumenty i zawieziono na lotnisko w Zaporożu – opowiada pan Piotr.
- Wszystko było zrobione z maksymalnym komfortem dla ludzi – pan Aleksandr chwali przebieg ewakuacji.
Uchodźcy po odprawie granicznej dostali ciepły posiłek i przesiedli się do autobusów. Przed godz. 22 pojechali do ośrodka Caritas w Rybakach koło Olsztyna. Przez pół roku będą uczyli się tam języka polskiego i życia w nowej rzeczywistości. Dzieci na dobry początek nowego życia w nowym kraju dostały siatkę upominków m.in. pluszowego Reksia.
- Bardzo dziękujemy wszystkim, którzy zorganizowali nam ewakuację i tworzą nam nowy dom – mówiła wzruszona pani Tatiana.
- Cieszę się, że wróciłem do ojczyzny – dodał pan Piotr. - Urodziłem się w Wielkopolsce i jako dwunastolatek wyjechałem do ówczesnego Związku Radzieckiego.
Przyjechali ludzie w różnym wieku. Przy stolikach siedzieli dziadkowie trzymając na kolanach kilkuletnie wnuki. Obok nich ciepłą zupę z apetytem pałaszowali rodzice. Uciekli przed wojną. I brakiem nadziei.
- Najbardziej baliśmy się ostrzału. 20 kilometrów od Mariupola stoją oddziały mogące ostrzeliwać cele w zasięgu 40 km - wspominał pan Aleksandr.
- Nie ma pracy, życie na Ukrainie jest niemożliwe. Tu chcemy budować naszą przyszłość i przyszłość naszych dzieci - deklarowała pani Tatiana.
- Życie na Ukrainie było bardzo ciężkie. Pieniędzy starczało na coraz mniejsze zakupy – przyznał pan Piotr.
Osoby, które będą chciały pozostać w Polsce na dłużej, wystąpią o pozwolenia na pobyt stały. Ich dzieci pójdą do polskich szkół. Jakie mają plany na przyszłość?
- Chciałbym się uczyć – marzy dziewiętnastoletni Włodzimierz.
- Chcę pracować. Na Ukrainie byłem przedstawicielem handlowym, mam wykształcenie wyższe techniczne – mówi 32-letni Aleksandr.
- Chciałbym wrócić do Gorzowa – marzy 69-letni Piotr.
- My tam nie wrócimy. Ta wojna nie skończy się szybko. A rosyjski korytarz na Krym musi przebiegać przez Mariupol – Aleksandr nie ma złudzeń co do przyszłości.
To nie jest ostatnia grupa uchodźców ze wschodniej Ukrainy, która została ewakuowana do Polski.
- Zrobimy wszystko, by każdy, kto chce wrócić do Polski, mógł to uczynić i zrobimy wszystko, żebyście czuli się tu jak u siebie – podkreśliła premier Beata Szydło.
- Pomagajcie nam jeszcze – apelował pan Piotr.
Sebastian Malicki