Energetycy bez winy
Winę za wypadek, do którego doszło w ubiegłym tygodniu w Malborku nie ponoszą pracownicy Elbląskich Zakładów Energetycznych - taka na razie jest decyzja malborskiej prokuratury. Nie jest jednak ona ostateczna.
W ubiegłym tygodniu dwóch nastoletnich chłopców dostało się do środka jednej z malborskich stacji transformatorowych. Jeden z nich został porażony prądem. Z poparzeniami rąk i nóg trafił do szpitala.
Malborska prokuratura sprawdzała czy winy za wypadek nie ponoszą pracownicy malborskiego rejonu EZE. Nie znalazła jednak podstaw, aby postawić pracownikom zarzuty.
- Postępowanie jednak wciąż jeszcze trwa - mówi Waldemar Zduniak, malborski prokurator rejonowy. - Być może zmienimy jeszcze zdanie. Decyzja ostateczna będzie znana prawdopodobnie pod koniec miesiąca.
Tymczasem wewnętrzne śledztwo przeprowadziły Elbląskie Zakłady Energetyczne. Jego wyniki stwierdzają, że stacja była prawidłowo zabezpieczona oraz oznakowana.
- Naszym zdaniem doszło do wtargnięcia do stacji - informuje Marek Dymowski, rzecznik EZE. - Chłopiec sforsował także drzwi do tzw. celki średniego napięcia. Dowodem na to był kluczyk do otwierania kłódki znaleziony w stacji, inny od tych, którech używamy.
Porażony chłopiec trafił do szpitala z poparzonymi rękami i nogami. Miał dużo szczęścia. Zadziałały bowiem specjalne zabezpieczenia, które na moment wyłączyły napięcie w stacji. Dzięki temu 13-latek został odrzucony, a nie przytrzymany przy transformatorze.
- To uratowało mu życie - dodaje Dymowski.
Na terenie działania EZE stoi kilkadziesiąt stacji transformatorowych. Są one odpowiednio oznakowane. Na każdej ścianie budynku widnieje znak informujący o zagrożeniu życia. Czasami zdarzają się próby wejścia do środka, nikt jednak jeszcze nie próbował dostać się do jednej z celek średniego napięcia. Właśnie tam istnieje bezpośrednie zagrożenie życia. Ostatni wypadek porażenia prądem jest jednocześnie pierwszym od długiego czasu.
Malborska prokuratura sprawdzała czy winy za wypadek nie ponoszą pracownicy malborskiego rejonu EZE. Nie znalazła jednak podstaw, aby postawić pracownikom zarzuty.
- Postępowanie jednak wciąż jeszcze trwa - mówi Waldemar Zduniak, malborski prokurator rejonowy. - Być może zmienimy jeszcze zdanie. Decyzja ostateczna będzie znana prawdopodobnie pod koniec miesiąca.
Tymczasem wewnętrzne śledztwo przeprowadziły Elbląskie Zakłady Energetyczne. Jego wyniki stwierdzają, że stacja była prawidłowo zabezpieczona oraz oznakowana.
- Naszym zdaniem doszło do wtargnięcia do stacji - informuje Marek Dymowski, rzecznik EZE. - Chłopiec sforsował także drzwi do tzw. celki średniego napięcia. Dowodem na to był kluczyk do otwierania kłódki znaleziony w stacji, inny od tych, którech używamy.
Porażony chłopiec trafił do szpitala z poparzonymi rękami i nogami. Miał dużo szczęścia. Zadziałały bowiem specjalne zabezpieczenia, które na moment wyłączyły napięcie w stacji. Dzięki temu 13-latek został odrzucony, a nie przytrzymany przy transformatorze.
- To uratowało mu życie - dodaje Dymowski.
Na terenie działania EZE stoi kilkadziesiąt stacji transformatorowych. Są one odpowiednio oznakowane. Na każdej ścianie budynku widnieje znak informujący o zagrożeniu życia. Czasami zdarzają się próby wejścia do środka, nikt jednak jeszcze nie próbował dostać się do jednej z celek średniego napięcia. Właśnie tam istnieje bezpośrednie zagrożenie życia. Ostatni wypadek porażenia prądem jest jednocześnie pierwszym od długiego czasu.
OP