UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

50 lat temu władza strzelała do robotników (rocznica Grudnia 70)

2020-12-14
Aktualizowany 2020-12-14 07:10
 
Elbląg, Czołgi na pl. Jedności Narodu w Elblągu
Czołgi na pl. Jedności Narodu w Elblągu (fot. zbiory IPN)

Z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela – mówił Zenon Kliszko, członek Biura Politycznego KC PZPR w grudniu 1970 r. 50 lat temu władze PRL zdecydowały o użyciu broni palnej wobec demonstrujących robotników. Wśród ofiar było trzech elblążan.

W 1970 r. nastroje społeczne w Polsce były gorące. Władysław Gomułka już od dawna nie był towarzyszem „Wiesławem”, w którym w 1956 r. ludzie pokładali nadzieje na lepszy los. Społeczeństwo było biedne i nie widziało perspektyw na poprawę swojego życia. Gospodarka przeżywała kryzys. Receptą na niego miała być reforma gospodarcza, a jej elementem była... podwyżka podstawowych artykułów spożywczych.

12 grudnia 1970 r. przypadała sobota. Wieczorem w radiu i telewizji poinformowano o podwyżkach (wówczas ceny ustalano centralnie). Mięso podrożało o 17 proc., mąka o 16 proc., mleko o 8 proc. Jak kpina brzmiała informacja władz, że jednocześnie potaniały... lokomotywy.

„Staniało 40 artykułów przemysłowych. Najwięcej, bo o 40 procent pończochy stylonowe, o 39,5 procent skarpety i podkolanówki elastilowe, a o 38 procent - nożyki do golenia „Polsilver”. Jednocześnie 46 artykułów zdrożało. Wśród nich najwięcej bo o 69 proc. płachty żniwne, o 67,8 proc. dachówka ceramiczna, zaś o 54 proc.. - tkaniny lniano-pakulane i nici konopne. Podwyżki cen żywności były już na ogół niższe. I tak o 36,8 proc. wzrosły ceny dżemów, marmolad i powideł, a smalcu o 33,4 proc.. Lecz cena kawy zbożowej wzrosła aż o 92,1 proc.” - pisał Grzegorz Baranowski we wspomnieniach publikowanych niedawno  na naszych łamach.

Podwyżki weszły w życie nazajutrz, 13 grudnia – społeczeństwo nie miało czasu, żeby zrobić zapasy. A przed Bożym Narodzeniem ludzie tradycyjnie robili większe zakupy. Jak informuje Instytut Pamięci Narodowej, w Elblągu na jednym z pawilonów handlowych przy ul. Tysiąclecia, pojawił się napis „Precz z okupacją bolszewików”, a na szybie sklepu mięsnego przy ul. 21 Października (dzisiaj Grobla św. Jerzego - red.) widniał napis: „Gdzie jest smalec, precz z socjalizmem”.

14 grudnia (poniedziałek) w Stoczni im Lenina w Gdańsku wybuchł strajk. „W wiecu przed budynkiem dyrekcji uczestniczyło 3 tys. robotników domagających się zniesienia podwyżek i zmian w kierownictwie partii. Po południu doszło do pierwszych starć z milicją. Robotnicy atakowali gmach KW PZPR. W centrum miasta w manifestacjach wzięło udział kilkanaście tysięcy osób. W ciągu kolejnych dwóch dni protesty wybuchły w Gdyni, Elblągu, Słupsku i Szczecinie.” - czytamy na portalu dzieje.pl

15 grudnia w Warszawie zapadła decyzja o użyciu broni palnej wobec demonstrantów. Jedną z ofiar został elblążanin Waldemar Rebinin. W 1970 r. mieszkał w Gdańsku, miał żonę i dwoje dzieci. Pracował w Wojewódzkiej Kolumnie Transportu Sanitarnego. 15 grudnia, oznakowanym samochodem z czerwonym krzyżem, wiózł zaopatrzenie medyczne do przychodni kolejowej przy Dworcu Głównym w Gdańsku. Około godziny 14 w okolicach dworca został zastrzelony przez milicjanta.

15 grudnia protesty rozpoczęły się też w Elblągu. Przed Komitetem Miejskim i Powiatowym PZPR odbywała się demonstracja. Budynek został obrzucony butelkami z benzyną, jednak pożar zostł ugaszony. Podpalony został również kiosk „Ruchu” przy ul. Parkowej. Następnego dnia wzrosła skala protestów w naszym mieście. Władze nakazały wycofać ze sprzedaży benzynę i saletrę. Dochodziło do starć z milicją. Wieczorem zabezpieczenie obiektów specjalnych przejęli żołnierze. Wieczorem Stanisław Kociołek, sekretarz Komitetu Centralnego PZPR w telewizji wezwał robotników Trójmiasta do powrotu do pracy.

Wracamy do Trójmiasta. Zbyszek Godlewski miał 18 lat. Kilka miesięcy wcześniej skończył szkołę zawodową i zatrudnił się w gdyńskiej stoczni przy przeładunku statków. 17 grudnia odpowiedział na wezwanie sekretarza i poszedł do pracy. Na święta chciał przyjechać, do domu, do Elbląga, do rodziców. Przed stocznią stali uzbrojeni milicjanci. Gdyński „czarny czwartek” skończył się masakrą – zginęło 11 osób. „Na drzwiach ponieśli go Świętojańską, Naprzeciw glinom, naprzeciw tankom” - mówią słowa „Ballady o Janku Wiśniewskim” autorstwa inżyniera ze stoczni Krzysztofa Dowgiałło. Zbyszek Godlewski do historii przeszedł właśnie jako Janek Wiśniewski. Pochód przeszedł do Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni. Tanki z „Ballady...” to pojazdy 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej z Elbląga. Jeszcze jeden tragiczny ślad z naszego miasta. (zobacz współczesne wykonanie ballady o Zbyszku Godlewskim).

18 grudnia w Elblągu minął pod znakiem największych protestów. Strajkowały Zamech, Zakłady Wielkiego Proletariatu, Truso, Elbląskie Zakłady Samochodowe. W mieście odbywały się demonstracje. Władze wydały rozkaz otoczenia czołgami komendy MO, elektrowni, dworca PKP, gazowni, wodociągów, Prezydium MRN, sądu, więzienia, banku i komitetu PZPR oraz wprowadzenia do środka silnych grup uzbrojonych żołnierzy. Doszło do próby podpalenia czołgu na ul. Hetmańskiej.

Marian Sawicz nie brał udziału w protestach. Po południu wpadł coś zjeść do baru przy ul. 1 Maja . Potem chciał iść do narzeczonej. Dziecko w drodze, niedługo miał być ślub. Kiedy wychodził z baru, trafiła go kula wystrzelona z milicyjnej broni. W chwili śmierci miał 22 lata. 

- 18 grudnia 1970 roku od rana było niespokojnie. W pewnym momencie dostaliśmy wezwanie, że na ul. 1 Maja leży człowiek. Pojechaliśmy karetką – warszawą combi – razem z doktor Piotrowicz i kierowcą o nazwisku Jankowski.

  Elbląg, Zniszczone pawilony handlowe przy ul. 12 Lutego
Zniszczone pawilony handlowe przy ul. 12 Lutego (fot. zbiory IPN)

Młody mężczyzna leżał postrzelony przy barze mlecznym, już nie żył. Do dzisiaj pamiętam jego nazwisko – Sawicz – opowiada pan Jerzy. - Zakryliśmy ciało kocem i prześcieradłem, powiadomiliśmy stację pogotowia, by przysłali tutaj zakład pogrzebowy, bo karetka nie zabiera zwłok. Ludzie, a sporo się ich tam zebrało, chcieli nas zlinczować, że nie zabieramy ciała. Jakoś udało nam się ich przekonać, że nie możemy – wspominał na naszych łamach pan Jerzy, wówczas sanitariusz w karetce pogotowia. 

Następnego dnia w miejscu śmierci Mariana Sawicza zbierają się grupy ludzi, którzy rozchodzą się na widok milicji. Z miasta zostają wycofane czołgi...

 

W trakcie wypadków grudniowych zginęło 45 osób. Rannych, aresztowanych, tych, którzy przeszli „ścieżki zdrowia”, szykanowanych nie sposób policzyć. Dziś mija 50 lat od tragicznego Grudnia...

oprac. SM
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama