UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Pozwól odejść już

 
Elbląg, Marek Dyjak w Mjazzdze żegnał się ze starym repertuarem
Marek Dyjak w Mjazzdze żegnał się ze starym repertuarem (fot. Michał Skroboszewski)

Swoim głosem rozdziera powietrze, sprawia, że łzy płyną, krew pulsuje w trzewiach, a słuchacze mają ciarki na plecach. Kiedyś umierał zupełnie i to nie raz, nie dwa nawet.Teraz przyznaje, że choć od dłuższego czasu już nie cierpi, śpiewa o cierpieniu innych. Marek Dyjak dał wczoraj (10 września) koncert w Mjazzdze. Pożegnalny, bo pozwala odejść starym piosenkom. Zobacz fotorelację.

Dyjak swoimi życiorysem mógłby obdarować kilka osób, ale raczej żadna z nich nie chciałaby przyjąć tego, co przeżył. Przez lata zmagał się z alkoholizmem, sięgnął dna i umierał naprawdę. Śpiewanie stało się sposobem na opowiedzenie tego, co mu w duszy się szamocze.
       Artysta występował już w Elblągu (w Bibliotece Elbląskiej, w Galerii EL, otwierał też Festiwal Jazzbląg w 2014 r.). Przyznaje, ze najlepiej czuje się w małych klubach więc Mjazzga bardzo dobrze wpisała się w ten scenariusz. „Jednym szeptem, jednym gestem” potrafi wywołać u słuchaczy łzy, ciarki na plecach, sprawić, że refleksyjnie spojrzą na własne życie. W słowach i zachrypniętym głosie są krew, żółć i łzy.
       Marek Dyjak wczoraj żegnał się ze swoimi starymi piosenkami, bo zapowiedział wejście do studia i nagranie nowej płyty. Popłynęła więc ballada szpitalna, czyli „Dziwna okolica”, „Piosenka w samą porę”, „Jednym szeptem” i oczywiście „Złota ryba”: - Na wskroś moja ukochana – przyznał artysta. - Śpiewam ją dla siebie, ale też i dla wszystkich, bo być może każdy dla Boga jest złotą rybą.
       Popłynęły też utwory doskonale znane z doskonałych wykonań innych artystów: „Na zakręcie” (brawurowa Krystyna Janda) czy „A my nie chcemy uciekać stąd” (piosenka znana z wykonania Przemysława Gintrowskiego, ale chyba jeszcze bardziej z interpretacji Jacka Wójcickiego w filmie „Ostatni dzwonek”).
       - Ciężko pożegnać się z piosenkami, które kosztują mnie dużo – mówił Dyjak, ale zapowiedział nowy repertuar. Do studia wejdzie już za kilka dni m.in. z muzykami, którzy towarzyszyli mu wczoraj w Mjazzdze: trębaczem Jerzym Małkiem (dyrektorem festiwalu Jazzbląg) i pianistą Markiem Tarnowskim, który chwyta również za akordeon.
       Po koncercie Marek Dyjak chętnie rozmawiał z fanami (choć to określenie do wyznawców ćmy barowej jakoś średnio pasuje), podpisywał płyty i pozował do zdjęć. Z ciepłym uśmiechem, wdzięczny za dobre słowa odjechał, ale chce wrócić z nowym repertuarem. W sobotni wieczór „Ostatnia niedziela” nie zapowiedziała ostatecznego rozstania.
      
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
Reklama