UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Babcia sobie zawsze radę da

 
Elbląg, Babcia sobie zawsze radę da
fot.Michał Skroboszewski
Reklama

Niedługo skończy 95 lat, jednak wigoru i energii mogłaby jej pozazdrościć niejedna czterdziestolatka. Kocha ludzi, ale gdy ktoś naciśnie jej na odcisk, powie, co myśli. Poznajcie panią Polę Olszewską. Babcię, której nie można nie kochać.

Do Elbląga przyjechała w 1947 roku. Dzieciństwo spędziła w Mławie. O czasach wojny wspomina niechętnie. - Bomby koło nas biły, bo graniczyliśmy z Niemcami. Pamiętam, jak pewien żołnierz nam powiedział: "Już się zaczyna zabawa na granicy". Tak to zapamiętałam – opowiada. - Wtedy tatuś wziął na rower pościel i poszliśmy do Warszawy, po drodze leciały bomby. Gdy byliśmy w trasie, zabrała nas do małej wioski pewna pani dziedziczka. Przygarnęła nas pewna kobieta i było nam tam bardzo dobrze. Gdy wszystko się uspokoiło, wróciliśmy do domu. Musiałam sprzedać pierścionki, żeby na chleb było. Takie to były czasy!

Ich mławskie mieszkanko było malutkie. W domu było czworo dzieci, cała rodzina dzieliła jeden pokoik z kuchnią, wokół stały łóżka a pośrodku stolik do odrabiania lekcji. W czasie wojny rodzina pani Poli musiała się jednak przenieść do Szreńska. - Niemcy nas wywieźli. Pracowałam raz tam u takiej Niemki, sprzątałam u niej pokoje. Nie było mi tam źle. Raz tylko Niemiec, jej mąż, dał mi w twarz, bo nie posprzątałam tak, jak on by sobie tego życzył – dodaje.

Krótko po wojnie pani Pola wraz z mężem przeniosła się do Elbląga. Mąż dostał tu pracę. Urodziły się dzieci. - Po wojnie było ciężko, poszłam na kurs krawiecki, bo do pensji męża trzeba było dorobić. Wcześniej skończyłam siedem klas, bo nie było pieniędzy, żeby mnie dalej do szkoły wysłać. Mąż był cieślą. Szyłam dla każdego, dla dzieci fartuszki do szkoły, a potem sukieneczki dla wnuków. To były czasy! Było fajnie, sympatycznie, żyło się jak Bóg przykazał, a teraz?! Mieszkało nas sześć, siedem osób i w domu była zgoda.

Pani Pola to kobieta gospodarna, zaradna, otwarta na ludzi, z każdym porozmawia, każdemu miłe słowo powie. Nigdy ryzyko nie było dla niej przeszkodą, zawsze była przebojowa, zawsze szła odważnie przed siebie. - Muszę sobie dać radę, jeszcze sprzątnę sobie, ugotuję. Uciułałam 14 tys. i wstawiłam kaloryfery, bo jestem cwana – śmieje się wskazując na stary piec. - Miałam facetów w domu, a wszystko sama robiłam, ale pieca nie rozbiorę, bo co będzie, gdy gazu zabraknie? - pyta.

Jej codzienność to zwykła rutyna, ale pani Pola wcale się nie nudzi. Odwiedzają ją wnuki, przyjaciele. Na takie wizyty zawsze czeka z utęsknieniem.

- Gazetki, czasopisma czytam i to bez okularów, nie chodzę na ploty, bo się nie interesuję, czasami obejrzę coś w telewizji. A co to dziś mamy, piątek? Dziś jest serial – śmieje się. - Mam komórkę, dzwonię często do rodziny. Oni do mnie dzwonią, bo wszyscy babcię bardzo kochają. Zawsze chętnie przyjeżdżają. Chcę tak długo żyć, póki dam sobie sama radę. Długo już żyję, więc potem już mogę umrzeć. Ja w ogóle kocham wszystkich ludzi i ludzie mnie kochają, tylko brudasów nie kocham – śmieje się.

Taka jest właśnie pani Pola!

dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama