UWAGA!

Trzeba się bać!

 
Elbląg, Mieszko Gotkowski w pełni skupiony
Mieszko Gotkowski w pełni skupiony (fot. Anna Dembińska)

Skoki to jeden z najbardziej efektownych, ale i najbardziej niebezpiecznych elementów motocrossu. Lot mewy, skok do morza, test samuraja. Takie skoki podczas mistrzostw świata, które odbywały się na torze w Gdyni Kolibkach, podziwiał kiedyś Mieszko Gotkowski. I sam zaczął wzbijać się w powietrze na motocyklu. Jest strach? - Trzeba się bać – przyznaje. - W tym sporcie najważniejsza jest precyzja, cierpliwość, ale i zdrowy rozsądek. Zobacz zdjęcia.

Można powiedzieć, że motocross narodził się z ... potrzeby przemieszczania się w miejscach, gdzie brakowało dróg. Na wsiach, oddalonych od skupisk miejskich najczęściej poruszano się piaszczystymi traktami, które często prowadziły przez pola i lasy. Teren był trudny i wymagający. Początkowo pokonywano go konno, z czasem pojawiły się konie mechaniczne. Dziadek Mieszka Gotkowskiego mieszkał na wsi, gdzie nie było żadnej drogi, a najłatwiejszym środkiem transportu był motocykl. Jeździł też ojciec, a w końcu i sam Mieszko. - Tam nie było drogi, tam była plaża – śmieje się dziś. - Ważna była technika jazdy.
       Technikę zaczął szlifować w Gdańsku. Szybko stał się na tyle dobry, że zasilił szeregi kadry Polski w motocrossie. Jeździł w zawodach ogólnopolskich i międzynarodowych. Dziś mieszka w Jeleniej Dolinie, ma rodzinę, jest ... rybakiem (to tradycja rodzinna), ale nadal startuje w wyścigach motocrossowych i nie tylko.
      
       Lata 90. i początek.
       Mieszko Gotkowski: - Historia ze sportem zaczęła się w Gdańskim Auto Moto Klubie. Poszedłem do liceum w Gdańsku, bo w tym mieście działał klub, wówczas największy w Polsce, który miał największą kadrę zawodników, najwięcej motocykli (śmiech). Chodziło się na tor na granicy Gdyni i Sopotu, który powstał na terenie po starej żwirowni, gdzie od 1991 r., przez dziesięć lat, odbywały się mistrzostwa świata w motocrossie. To był tor – legenda. Skoki miały swoje ciekawe nazwy: test samuraja albo jeden z największych skoków na świecie - lot mewy. Był też skok do morza, bo gdy na motocyklu wzbijało się w powietrze, było widać morze.
      
       Co się czuje podczas skoku? Jest strach?

       - Trzeba się bać, bo brak lęku może doprowadzić do upadku i urazu. Trzeba pamiętać o tym, że w każdej chwili może coś się zdarzyć. Każdy kawałek trasy musi być zaprojektowany w umyśle i zrealizowany.
      
       Czy motocross to sport dla każdego?
       - Tak, aczkolwiek wymagana jest bardzo duża precyzja, cierpliwość oraz zdrowy rozsądek. I jak w każdym sporcie - kondycja, którą można wytrenować. Sezon na zawody trwa od wiosny do jesieni, ale trenować trzeba przez cały rok: bieganie, rower, sala. Chociaż ja jeżdżę też po śniegu – motocyklem z gąsienicą i nartą (śmiech). Taką konstrukcję wymyśliłem, gdy przez śnieg nie mogłem wydostać się z domu [Jelenia Dolina – red.]. Trzeba też pamiętać, że motocykl to delikatne urządzenie, które, gdy się człowiek nauczy odpowiednio obsługiwać, przynosi frajdę. Motocross, patrząc na tor, może wydawać się agresywnym sportem. O, wariaci dosiadają motocykli i latają w powietrzu. W rzeczywistości motocross wymaga dużego skupienia.
      
       Największe osiągnięcie sportowe?
       - Zdobycie Pucharu Polski w Cross Country 2011 r., czołowe miejsca w mistrzostwach Polski w poszczególnych rundach. Nigdy nie miałem mistrzostwa całego sezonu, który by zakończył się pomyślnie, bo albo kontuzja, albo motocykl się zepsuł.
      
       Jaka jest pozycja Polaków w światowym motocrossie?
       - Polacy czołowych miejsc nie zajmują. Mistrzostwo Europy było największym sukcesem polskiego motocrossu. Ale są dyscypliny pochodne, w których mamy osiągnięcia. Motocross to jedno, ale są i cross country oraz rajdy enduro. Różnice wynikają z formy wyścigu, technika jest ta sama. Niekiedy jest to wyścig wszystkich motocykli, której startują razem i ścigają się w krótszym czasie bądź czas jest dłuższy i forma startu różna. W rajdach enduro człowiek ściga się sam ze sobą. W tych rajdach, jak i w super enduro, Polacy od lat zajmują czołowe miejsca. W super enduro pięć razy z rzędu zdobywali mistrzostwo świata.
      
       Jak szybko się jedzie?
       - W enduro prędkość jest większa niż w motocrossie, bo na odcinkach dojazdowych można uzyskać ok. 140-150 km/h, podczas gdy w motocrossie średnia prędkość nie może przekroczyć 50 km/h. Nie jest więc bardzo szybko, ale ciężko, zważywszy na ukształtowanie terenu.
      
       Plany startowe na ten sezon?
       - W tym roku chciałby przejechać 4 rundy, czyli 8 wyścigów enduro. To bardzo wytrzymałościowy wyścig: 7 okrążeń po 25 km, a może być i więcej. 6 godzin ścigania. Trzeba być skoncentrowanym. Najgorzej, gdy brakuje kondycji, wówczas można bardzo łatwo złapać kontuzję.
      
       Jak osiąga się formę startową?

       - Trzeba jeździć (śmiech). Codziennie raczej trudno, ale 1-2 razy w tygodniu. Minimum to 50 godzin rocznie, a chcąc szybciej dojść do wprawy, trzeba wyjeździć 120 godzin.
      
       Pan trenuje obok domu.
       - Tak. Zbudowałem fajny tor, który może nie jest długi - 1200 m - ale zawiera wszystkie elementy: i skoki długie, i krótkie, jest kilka zakrętów – ostre i łagodne.
      
       Jakim motocyklem Pan jeździ?

  Elbląg, Mieszko Gotkowski
Mieszko Gotkowski (fot. AD)


       - Do motocrossu moją ulubioną firmą, z czego jestem już znany, jest Suzuki. Do enduro, gdzie specyfika wyścigów jest inna, wybieram od dwóch lat włoską firmę Beta. To mała, rodzinna firma, jedyna, która produkuje motocykle konkurencyjne do wielkich koncernów. To też podziwiam.
      
       Jest Pan zawodnikiem reprezentującym klub...

       - Parafialny Klub Sportowy Korona działający przy parafii Matki Bożej Królowej Polski w Elblągu. Sekcja motocross liczy 16 czynnych zawodników, w większości pochodzących z Trójmiasta. Nie wiem czy skusiła ich nazwa klubu czy patronat, ale nas lubią (śmiech). Nie jeździmy zawodowo, każdy ma swoją pracę, a oprócz niej – hobby motocrossowe. To nawet lepiej, bo zawód jest obowiązkiem, a hobby przyjemnością.
      
       Proboszcz widział, jak jeździcie?

       - Tak i podoba mu się. Jeszcze bardziej spodobało się jednemu z księży, który sam z nami jeździł (śmiech).
      
       A jak na Pana hobby zapatruje się żona?
       - Żona nic nie mówi (śmiech). Sama nie jeździ, syn też nie, nad czym ubolewam, no, ale w życiu chodzi przecież o to, by się od siebie różnić. Inaczej byłoby nudno.
      
      

rozmawiała Agata Janik
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
Reklama