UWAGA!

Aleksandra Przeor: Nie wyobrażam sobie żyć inaczej

 
Elbląg, Aleksandra Przeor
Aleksandra Przeor (fot. Anna Dembińska)

-  Talent jest ważny, ale nie mniej ważna jest praca. Oczywiście już na pierwszych treningach widać, kto ma do danej dyscypliny predyspozycje. Pytanie tylko, jak to później wykorzysta. Ja w pierwszych zawodach, które odbywały się w Warszawie, byłam szósta na siedem dziewczynek. I byłam bardzo dumna z tego, że nie przyjechałam ostatnia - mówi Aleksandra Przeor. Z elbląską łyżwiarką, trenerką i nauczycielką rozmawiamy o jej dyscyplinie. 

- Jak się zaczęła Pani przygoda z łyżwiarstwem?

- Mój przypadek był bardzo podobny do dużej części środowiska łyżwiarskiego w Elblągu. W Szkole Podstawowej nr 12 stworzono klasy sportowe o profilu łyżwiarskim. W czwartej klasie trafiłam pod skrzydła Ireneusza Borowieckiego, dzisiaj trenera short tracku w Orle. Bardzo szybko okazało się, że mam talent do tej dyscypliny. Potem przeszłam do Ewy Białkowskiej, która też była nauczycielem w „dwunastce”. I to pod jej skrzydłami odnosiłam największe sukcesy.

 

- Jak wówczas w latach 90 – tych wyglądało łyżwiarstwo w Elblągu?

- Było nas stosunkowo dużo. Łyżwiarstwo trenowali w „dwunastce”, Szkoła Podstawowa nr 25 miała trenera Waldemara Macieszę, Bogusław Tołwiński prowadził sekcję w SP 16. Gorzej było z bazą do trenowania. Do pewnego momentu zajęcia odbywały się na dzisiejszym lodowisku „Helena”, które wówczas nie miało patronki i było obiektem odkrytym. Gdy rozpoczęto jego remont, to nie mieliśmy wcale zaplecza, trzeba było wyjeżdżać. Dla dziecka w wieku 12 – 14 lat to było dość ciężkie przeżycie, gdy ma wyjechać na trzytygodniowe zgrupowanie. W późniejszym okresie, kiedy byłam już w kadrze narodowej, to większą część czasu od października do marca spędzaliśmy na obozach. Był też taki czas, kiedy wobec braku lodowiska w Elblągu jeździliśmy po zamarzniętym Zalewie Wiślanym. Na lodzie stawiało się pachołki i w tej sposób wytyczało się coś w rodzaju toru, była też herbata w wojskowych termosach. Trzeba było sobie radzić.

 

- Jak tak długie wyjazdy pogodzić ze szkołą?

- Łatwo nie było. Bardzo dużo zawdzięczam nauczycielom, zwłaszcza w liceum. Chodziłam do II LO, a w tej szkole były duże wymagania. Nauczyciele pozwalali mi zaliczać materiał później, a koleżanka prowadziła dla mnie zeszyty, żebym miała skąd się uczyć. Materiały zabierałam na zgrupowania i w przerwach między treningami, czy zawodami się uczyłam. Bez dobrej woli nauczycieli to by się nie udało.

 

- Do II LO pod kątem sportowym to się raczej nie szło.

- Jeszcze wtedy nie wiązałam swojej przyszłości ze sportem. Raczej widziałam się na studiach matematycznych czy ekonomicznych. Po liceum chciałam jednak trenować nadal. Pogodzić treningi i studia na innej uczelni niż Akademia Wychowania Fizycznego byłoby bardzo trudno. Sportowa klasa mistrzowska dawała mi wejście na AWF bez egzaminów wstępnych. Doszłam do wniosku, że tam rozpocznę studia, a potem zawsze będę mogła coś zmienić. Ostatecznie wylądowałam na uczelni w Krakowie. Stało się to trochę przez przypadek, ale nie żałuję. Dziś jestem nauczycielką, trenerką w Orle i nie wyobrażam sobie żyć inaczej.

  Elbląg, Aleksandra Przeor: Nie wyobrażam sobie żyć inaczej
fot. pochodzi z ksiażki A. Minkiewicza "Sport w Elblągu 1945 - 2012"

 

- Od razu było widać talent do łyżew?

- Talent jest ważny, ale nie mniej ważna jest praca. Oczywiście już na pierwszych treningach widać, kto ma do danej dyscypliny predyspozycje. Pytanie tylko, jak to później wykorzysta. Ja w pierwszych zawodach, które odbywały się w Warszawie, byłam szósta na siedem dziewczynek. I byłam bardzo dumna z tego, że nie przyjechałam ostatnia. Wywracałam się co 10 metrów, pogięłam łyżwy i pamiętam jak skrobałam łyżwami po lodzie. Ale już na drugich zawodach byłam druga, a sezon skończyłam wygrywając całą serię ogólnopolskich zawodów. Potem, co roku, zdobywałam medale na wszystkich możliwych dystansach. Wygrywałam ogólnopolskie zawody dzieci, później młodzików, juniorów. W 1999 r. jako juniorka młodsza zdobyłam brązowy medal w wieloboju na mistrzostwach Polski seniorów. Rok później też był brąz na mistrzostwach Polski na dystansach zdobyty w wieku juniorki. W tym samym roku startowałam na mistrzostwach świata juniorów w Seinajoki w Finlandii. Na 41 zawodniczek byłam 27, z Polek najlepsza. W 2001 r. na Mistrzostwach Polski juniorów wygrałam 500 metrów, na 1000 i 1500 byłam druga. Tak można wymieniać. Biłam również rekordy Polski juniorów.

 

- Z czego wynikały te sukcesy. W przypadku łyżwiarstwa potrzebna jest baza, wówczas ta baza była nazwijmy to „uboga”.

- W Orle pomiędzy mną, a drugą zawodniczką była przepaść. Wyróżniałam się na tyle, że zawsze mnie powoływali do kadry, a to dawało możliwość regularnego treningu na lepszych obiektach niż były w Elblągu. Trafiłam do kadry olimpijskiej, w której trenowaliśmy pod kątem igrzysk w Salt Lake City w 2002 r. Cały czas byłam jako ta młodsza dołączana do kadr narodowych. W porównaniu z dzisiejszą reprezentacją to były dzikie czasy. Pamiętam jak w Sanoku szukałyśmy getrów po lumpeksach. Miałyśmy zapewnione wyjazdy, ale już ze sprzętem czy stypendium bywało różnie. Z Elbląga w kadrze byłam ja i Marcin Gralla u sprinterów. Trenerka Ewa Białkowska bardzo o nas walczyła. Potem trafiłam jeszcze pod skrzydła trenera Romana Rycke.

 

- Najlepsze wspomnienia z zawodów.

- Z zawodów międzynarodowych: mistrzostwa świata juniorów, Puchary Świata. Brałam udział w Igrzyskach Młodzieży Olimpijskiej w Szwecji. Są one organizowane na wzór „dorosłych” igrzysk olimpijskich, z całą olimpijską otoczką: zapalaniem znicza, przysięgą olimpijską w Polskim Komitecie Olimpijskim. Startowali zawodnicy z różnych krajów. To było coś niesamowitego, a wspomnienia zostały na długo. Na tle zawodników z innych krajów też prezentowałam się całkiem dobrze. Zdobywałam, razem z Marcinem Grallą medale na zawodach z cyklu Viking Race, w których startuje młodzież z Europy. Nie było jakieś przepaści pomiędzy nami, a łyżwiarzami z innych krajów. Była też stworzona kadra „Development” złożona z młodych, rokujących łyżwiarzy europejskich. Próbowano wtedy wyrównać poziom szkolenia w różnych krajach. Jeździliśmy wspólnie w międzynarodowym towarzystwie na treningi i zawody.

 

- Była Pani poważnie brana pod uwagę na wyjazd na igrzyska do Salt Lake City.

- Kilka czynników złożyło się na to, że się nie udało, a bardzo szkoda. Pojedynczo może były to drobiazgi, ale jak się skumulowały, to wyszło jak wyszło. Skończyłam treningi u trener Ewy Białkowskiej. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęłam studia na krakowskim AWF. Patrząc z perspektywy czasu: nie wytrzymałam chyba psychicznie. Byłam w reprezentacji Polski jedyną zawodniczką z Elbląga i miałam wrażenie, że jestem w tej kadrze „na doczepkę”. Trenerem kadry był zawsze trener jakiegoś klubu, który miał pod skrzydłami swoje zawodniczki. Teraz wiem, że to było do przezwyciężenia, a wtedy nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Cały czas walczyłam o możliwość lepszego treningu, potem zaczęło mnie to już męczyć. Powoli wycofywałam się, odpuściłam, chciałam tez robić coś więcej niż tylko się ścigać.

 

- Jak została Pani trenerką?

- Po studiach miałam serdecznie dosyć łyżwiarstwa, zawodów, lodu, toru. Byłam zmęczona wyjazdami, bo prawie nigdy nie byłam w domu. Brakowało mi zwykłego życia w jednym miejscu. Po zakończeniu kariery sportowej przez 10 lat nie miałam z łyżwiarstwem nic wspólnego. Już myślałam, że się ze sportem nie zwiążę. Poszłam do pracy w Szkole Podstawowej nr 11 w Elblągu i tam zostałam wyłowiona, jako ta, która coś tam trenowała wcześniej. Trafiłam do Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego jako instruktorka jazdy na łyżwach. Potem zmieniłam szkolę na „dziewiętnastkę”, gdzie uczę do dziś. W MOS-ie to była taka praca po kilka godzin, ale stwierdziłam, że chciałabym chociaż trochę pomóc łyżwiarstwu. Dyrektorzy SP 19 zgodzili się na dodatkowe godziny dla mnie, żeby mogła pokazywać dzieciom z pierwszych klas łyżwiarstwo i pokierować je do klubu. Potem rodzice zaczęli się dopytywać, czemu nie prowadzę treningów w klubie. Na łyżwach zaczął jeździć mój syn, Filip i tak wróciłam. Z Orła odeszła wtedy Ewelina Przeworska, a ja niejako naturalnie ją zastąpiłam. Przy okazji chciałabym podziękować Agacie Jargielle i Anecie Bachurskiej, bez których nie dałabym rady prowadzić treningów dla dzieci. Zaczęła się tworzyć fajna grupa zawodników.

 

- Jak dziś wygląda elbląskie łyżwiarstwo?

- Próbujemy je odbudować. W Orle jest grupa „wyczynowa”, gdzie trenują zawodnicy najbardziej zaawansowani, jest grupa dla mniej zaawansowanych, którzy za rok, dwa powinni zacząć startować i amatorzy, którzy po prostu chcą się nauczyć jeździć na łyżwach. Jest ciężko z miejscem do trenowania. W tym sezonie w zasadzie nie mieliśmy zamrożonego toru. Trenowaliśmy na lodowisku „Helena”, a tak nie da się osiągnąć dobrych wyników sportowych. To mniej więcej tak, jakby piłkarzy wpuścić na szkolną salę gimnastyczną: teoretycznie mogą trenować, tylko, że efekty będą zupełnie inne niż przy treningu na dużym boisku. W łyżwiarstwie szybkim wiraż ma 100 metrów, a na Helenie tyle ma całe okrążenie. Efekty były takie, że moje dzieciaki przewracały się na zawodach nie przyzwyczajone do pełnowymiarowego toru. Jestem bardzo dumna, bo mimo tych problemów Filip Mirzałek i Aleksander Wołek zaczęli odnosić sukcesy i zdobywać medale. Patrząc na rywali, którzy pięć, sześć razy w tygodniu trenowali na zmrożonym torze czterystumetrowym, to elblążanie odnieśli sukces. Nie wspominam nawet o zawodnikach z Tomaszowa Mazowieckiego, którzy mają całoroczną halę i mogą trenować przez cały rok. My na lodowisko mogliśmy wejść dwa razy w tygodniu, a mimo to chłopcy pokazali, że są w stanie nawiązać walkę. Mamy też rokujące dziewczynki, które w najbliższej przyszłości będą odnosiły sukcesy. Trzeba też przypomnieć Vikinga i Ryszarda Białkowskiego działających przy Szkole Podstawowej nr 12. Dwóch jego wychowanków trafiło już do Szkoły Mistrzostwa Sportowego, a wybierają się tam dwie kolejne zawodniczki.

 

- Dziękuję za rozmowę.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama