UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Jerzy Kwietniewski: Jeżeli przegrywałem, to przez awarię motocykla

 
Elbląg, Jerzy Kwietniewski, elbląski żużlowiec
Jerzy Kwietniewski, elbląski żużlowiec (fot. Michał Skroboszewski)

- Seryjnie produkowana WFM-ka miała moc 4,5 konia mechanicznego. Moja, po przeróbkach miała 9 KM. Na drugim biegu wyprzedzałem rywali, którzy jechali na trójce - Jerzy Kwietniewski wspomina czasy swojej przygody z żużlem. Z elbląskim żużlowcem wspominamy czasy, kiedy na stadionie przy Krakusa ryczały motory.

- Pierwszy motocykl...

- ...kupiłem, kiedy byłem uczniem Gimnazjum Technicznego w Tczewie, w drugiej połowie lat 40 – tych. Wskutek tego, że mój ojczym był zawodowym oficerem przedwojennego Wojska Polskiego, cała moja rodzina była zaangażowana w akowską konspirację, po wojnie mieliśmy problemy z Urzędem Bezpieczeństwa. W związku z tym przez jakiś czas „tułaliśmy” się po Polsce. Na dłuższy czas zatrzymaliśmy się w Stegnie i wówczas trafiłem do Gimnazjum Mechanicznego w Tczewie. Ten pierwszy motocykl był przeznaczony na tor trawiasty. Pewną ciekawostką był fakt, że miał tylko jeden bieg. Potem już niemal zawsze miałem jakiś motocykl. Ostatni sprzedałem 30 lat temu, ale bardziej z powodu wieku. W tym roku kończę 90 lat.

 

- To kiedy trafił Pan do Elbląga?

- W Elblągu chodziłem do Liceum Technicznego, które wówczas mieściło się przy ul. Zamkowej. Potem w wyniku reformy oświaty zlikwidowano licea techniczne i powstały technika. I trafiłem do dzisiejszego Technikum Mechanicznego, wtedy jeszcze na ul. Długiej. A po szkole dostałem nakaz pracy w Zamechu. Motocykle były ze mną cały czas. W mieście organizowano zawody po ulicach. W kilku wziąłem udział, ale patrząc z perspektywy czasu to nie było to. Największe sukcesy odnosiłem jako żużlowiec.

 

- W tzw. „małym żużlu”.

- Drużyna funkcjonowała przy Lidze Przyjaciół Żołnierza. Jeździliśmy po bieżniach lekkoatletycznych na motocyklach o pojemności silnika 125 cm sześciennych. W Elblągu na boiskach przy ul. Moniuszki i przy ul. Krakusa. Na zawody przychodziło ponad trzy tysiące kibiców. Nieskromnie powiem: byłem dobry. Przede wszystkim miałem bardzo dobry motocykl. Lubiłem w nim dłubać, więc trochę go „przerobiłem”. Seryjnie produkowana WFM-ka miała moc 4,5 konia mechanicznego. Moja, po przeróbkach miała 9 KM. Na drugim biegu wyprzedzałem rywali, którzy jechali na trójce. Wówczas można było niemal dowolnie dłubać w motocyklu pod warunkiem, że średnica cylindra nie była większa niż milimetr. Pilnowałem tego, bo rywale zarzucali mi niedozwolone przeróbki. To był jeden z warunków sukcesu. Drugi, to nie można było bać się szybkości. Mieliśmy w drużynie kilku jeźdźców, co technicznie może i dobrze jeździli, ale bali się jechać szybciej. Pochwalę się, że w moim przypadku na trybunach kibice zakładali się, czy w jakimś biegu nie przyjadę pierwszy. Mój rekord toru przy ul. Krakusa to 1:50:9 minuty.

  Elbląg, Jerzy Kwietniewski na motorze
Jerzy Kwietniewski na motorze (fot. z książki A. Minkiewicza "Sport w Elblągu 1945 - 2012")

 

- I z jakimi skutkami?

- Jeżeli już przegrywałem, to najczęściej na skutek awarii motocykla. Najgorzej wspominam mistrzostwa Polski, kiedy, myślę, że miałem realną szansę wygrać zawody. Prowadziłem w swoim biegu półfinałowym, mam 300 metrów do mety, nagle motocykl odmówił posłuszeństwa i stanął. Okazało się, że zacięła się iglica w komorze pływakowej, silnik nie dostał paliwa.. Usterkę udało się naprawić na miejscu, ale ja odpadłem z zawodów. Motocykl pożyczyłem klubowemu koledze, mówiąc, że ma na nim realne szanse na tytuł mistrza Polski. Ostatecznie w finale przyjechał drugi, nie chcąc ryzykować walki o mistrzostwo. Ja odwrotnie, lubiłem walkę i walczyłem do końca. Gdańskie środowisko żużlowe czasami zgrzytało zębami, że na mistrzostwach Polski województwo gdańskie reprezentują żużlowcy z Elbląga. Ale w eliminacjach rozjechaliśmy gdańszczan jak chcieliśmy.

 

- Co to była za drużyna?

- Oprócz mnie jeździli w niej Stanisław Marszałkowski, Zdzisław Siedzielnik, Zdzisław Daymentowski, Teofil Kordecki i inni. Janusz Szadkowski nie miał tedy jeszcze 18 lat i przed każdymi zawodami musiał pokazać sędziemu pisemne pozwolenie od rodziców na start. To była wówczas jedna z najlepszych drużyn w kraju. Rywalizowaliśmy m.in. zespołami z Gdańska, Opola, Bydgoszczy, Złotowa. Oni przyjeżdżali do nas, my jeździliśmy do nich. W Lidze Przyjaciół Żołnierza mieliśmy do dyspozycji samochody, na które pakowaliśmy motocykle i jeździliśmy do innych miast. Ciepłe kurtki i czapki kupowaliśmy od pilotów z Malborka. Kiedy się w takiej kurtce zapięło kołnierz, to zostawało tylko miejsce na gogle i można było jeździć.

 

- Jak rodzina przyjęła uprawianie, bądź co bądź, niebezpiecznego sportu?

- Żona była przeciwna od początku. Czasami zastanawiała się, czy wyszła za mężczyznę, czy za dodatek do garażu z motocyklami. Musiałem jakoś pogodzić zonę z motocyklami. Ale np. nie zgodziła się na przeprowadzkę do Gdańska. Stocznia Gdańska proponowała Zamechowi, że mnie „odkupi”, abym tylko jeździł w gdańskim zespole. Postawiła weto, bo się bała, że coś mi się stanie. Podobnie było, kiedy dostałem propozycję pracy jako jeździec w tzw. „beczce” zwanej też ścianą śmierci. [drewniany tor nachylony pod ostrym kątem do podłoża, jazda na nim była bardzo niebezpieczna – przyp. SM]. Tu się jednak jej nie dziwię, to było niebezpieczne. Syna i wnuka zaraziłem pasją do motocykli. Obaj jeżdżą do dziś.

 

- Historia elbląskiego żużla jest stosunkowo krótka.

- Z różnych przyczyn. O boisko przy ul. Krakusa musieliśmy rywalizować z piłkarzami. Dlatego czasowo przenieśliśmy się na stadion przy basenie przy ul. Moniuszki. Były plany zbudowania toru w Bażantarni, ale nic z tego nie wyszło. I żużel umarł. Ja potem sport uprawiałem tylko rekreacyjnie: zrobiłem patent sternika morskiego, sternika motorowodnego. To właśnie żeglarstwo uważam za najpiękniejszy sport i z nim mam najlepsze wspomnienia. Oprócz tego uprawiałem strzelectwo, łyżwiarstwo, narciarstwo, ale to już rekreacyjnie.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

O powstańczych losach Jerzego Kwietniewskiego przeczytasz tutaj.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • Miałem przyjemność pracować z Panem Jerzym w Zamechu. Pracowałem w TP2.To Pan Jerzy zaszczepił we mnie bakcyla żeglarstwa i to Jemu zawdzięczam zdobycie patentu sternika motorowodnego. Był to rok 1968.Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    22
    0
    Marek Daniłowicz(2020-10-31)
  • zaszczepia nas wszystkich, a portel usuwa komentarze
  • czy przyjazne panstwo przekaze srodki na walke z kowidem sieciom sklepow za straty jakie poniasa w skutek zamkniecia cmentarzy, kwiaty sie zmarnuja, lidle kauflandy bioedronki carefory poniosa straty, to jak pomozecie !!! ? pomozemy !!!
  • Już wiem w Kogo się wrodził syn Pana Jerzego, Krzysztof. Był bardzo dobrym sportowcem w SP 21.
  • Bylem świadkem jazdy Pana Kwietniewskiego i pozostałych zawodników wymienionych w felietonie na stadionie przy ul. Krakusa. Jest też ojcem Pani Wandy Kwietniewskiej. z zespołu "Wanda Banda". Pozdrawiam Pana Jerzego.
  • Pamiętam, jak na stadionie wojskowym przy basenie, w czasie zawodów, od WFM -ki przerobionej na "żużlówkę "oderwała się rura wydechowa, a usłużny kibic wziął ją do ręki. .. @SHL
  • stare to czasy ale by ł urok sportu i zamiłowanie społeczensewa pracowało sie szesc dni w tygodniu a niedziela to odpoczynek lub zaw ody na stadi onach w zawodach brało udział duzo młodych ludzi a nzwiska ich były znane pracowali przewaznie w ZAMECHU. NIE BYŁOI dotacji, butów ubran ale zawsze była rywalizacja Na zawody motocyklowe przychodziło setki mieszkanców i, jazdzono na WFM Pamietam jezdzacego i bardzo czesto wygrywajacego KWIETNIEWSKIEGO A JEGO MOTOCYKI TO ZBIERANINA CZESCI po złomowcach pozdrawiam staruszków kibiców
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    były zawodnik(2021-02-23)
Reklama