UWAGA!

Historia zapomnianej katastrofy

 
Elbląg, Krzyże upamiętniające pilotów, którzy zginęli w katastrofie, fot arch. J.Grabania
Krzyże upamiętniające pilotów, którzy zginęli w katastrofie, fot arch. J.Grabania

Wędrując trasą Green Velo od Tolkmicka do Fromborka spotkamy przy drodze, na skraju lasu dwa krzyże. Na tabliczce możemy przeczytać napis: drogi przechodniu, w tej okolicy 5 kwietnia 1983 roku uległ katastrofie samolot sił powietrznych ZSRR Suchoj SU-24. W katastrofie zginęli Pilot NN, Nawigator NN. Prosimy o chwilę zadumy, modlitwę i uszanowanie tego miejsca. Krzyże upamiętniające ofiary katastrofy SU-24 ustawiono tu jesienią 2020 roku, a tę zapomnianą historię poznajemy z Jackiem Grabanią, pasjonatem historii i regionalistą, na co dzień lekarzem anestezjologiem. Zobacz zdjęcia.

Każdy las ma swoje tajemnice, ja natrafiłem na historię trochę nietypową i tragiczną. Cofnijmy się pamięcią do 1983 roku, w Polsce trwa stan wojenny: zawieszony 31 grudnia 1982 roku, odwołany dopiero 22 lipca 1983 roku. Jest to czas innych sojuszy, jesteśmy członkiem Układu Warszawskiego. Polska szykuje się do drugiej pielgrzymki papieża Jana Pawła II. W kraju mamy cenzurę prasy i wzmożoną inwigilację społeczeństwa przez Służbę Bezpieczeństwa.

Jest 5 kwietnia 1983 roku. Na Wysoczyźnie Elbląskiej, w okolicach Tolkmicka pada śnieg z deszczem i mocno wieje. Po drugiej stronie naszej północnej granicy w obwodzie kaliningradzkim, na jednym z lotnisk wojskowych, formacja nowoczesnych samolotów bombowych przygotowuje się do przebazowania na lotnisko w pobliżu Berlina w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej. Po starcie formacja kieruje się na południowy zachód. Na wysokości Braniewa jedna z maszyn ulega awarii, "gubi" części, wówczas kontrola lotów informuje lotników, że w okolicy są trzy miasta, Frombork, Tolkmicko i Elbląg, a najbliższym lotniskiem mogącym przyjąć samolot tej klasy (SU-24) jest Królewo Malborskie, będące wówczas bazą 4 Pomorskiej Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego. Niestety, uszkodzony samolot tam nie doleci. Kontrolerzy, ze względu na dużą gęstość zaludnienia w okolicy, polecają pilotowi wodować na Zalewie Wiślanym nieopodal Tolkmicka. Trudności techniczne, burza śnieżna i być może brak szczęścia przypieczętowują los załogi i samolotu. Lot kończy się w lesie, w pobliżu jednej z leśniczówek. Piloci do Zalewu Wiślanego mieli około 400 m....  Pilot i nawigator katapultują się, niestety robią to, gdy są zbyt nisko i giną. Akcją ratunkową kieruje nadleśniczy Nadleśnictwa Elbląg pan Henryk. Po jakimś czasie przybywają polscy lotnicy z Malborka i lotnicy z Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej z Legnicy. Zabezpieczają teren, zbierają części wraku. Ciała załogi są mocno uszkodzone, wiszą na drzewach w uprzężach spadochronów, drzewa trzeba ściąć. Ze względu na to, że maszyna jest konstrukcją nowoczesną (produkowaną seryjnie od 1979 roku) zbierane są wszystkie możliwe detale. Na miejsce przyjeżdża matka jednego z lotników. Miejscowy leśniczy, pan Bronisław stawia w miejscu katastrofy dwa krzyże i sadzi dwa dęby. Mijają lata, krzyże spróchniały, a dęby uschły, ponieważ gleba była skażona dużą ilością paliwa lotniczego. Przyroda robi swoje i pilnie strzeże tej tajemnicy.

 

37 lat później, czyli Janku, co to był za samolot?

Pewnego jesiennego weekendu, około trzy lata temu, odwiedził mnie przyjaciel mojego ojca, leśnik dr inż. Jan Czart. Janek jest już emerytem, ale nadal jest aktywny zawodowo, ma własne gospodarstwo leśne, hoduje drzewa alejowe i piękne choinki. Siedzieliśmy przy kominku ze szklaneczką czegoś mocniejszego, wspominając dawnych znajomych i dawne czasy. Janek, który wie, że interesuję się historią Warmii i Mazur oraz archeologią wojskową, opowiedział mi wówczas pewną historię. W latach osiemdziesiątych, gdy pracował w Nadleśnictwie Elbląg, w okolicach Tolkmicka rozbił się radziecki samolot. Janek był wówczas przewodnikiem Rosjan, którzy przybyli na miejsce katastrofy. Rosjanie przylecieli do Malborka swoim samolotem, potem korzystali z pojazdów udostępnionych przez tamtejszą polską jednostkę wojskową. Opowieść potraktowałem jako ciekawą dykteryjkę i po pewnym czasie o niej zapomniałem.

2020 rok przyniósł wiele niespodzianek, pandemia zmieniła również moje plany wakacyjne, wybrałem się z rodziną aż do..... Tolkmicka. Lubię jazdę na rowerze, więc tym razem wybór padł na Wysoczyznę Elbląską: Łęcze, Suchacz, Kadyny, Tolkmicko i Frombork. Pewnej nocy spacerując po kempingu i licząc gwiazdy doznałem olśnienia: eureka, przecież w tej okolicy rozbił się samolot, o którym mówił mi Janek. Patrzę na zegarek, była północ - nie będę dzwonił do niego o tej porze - zadzwoniłem rankiem następnego dnia i Jan wytłumaczył mi, jak trafić do leśniczówki, nieopodal której rozbił się samolot. Okazało się, że jest to na trasie rowerowej Green Velo z Tolkmicka do Fromborka. Dotarłem do leśniczówki i okazało się, że schedę po leśniczym panu Bronisławie przejął pan Roman, jego syn. Uzyskałem pomoc w lokalizacji miejsca katastrofy.

 

Miejsce katastrofy, wizja lokalna 

Nawet kilkadziesiąt lat po takim zdarzeniu widać, że z tym lasem jest coś nie tak. Na starych, stuletnich daglezjach widać rany. Uprawa leśna rośnie w tym miejscu opornie, zapewne z powodu wpływu paliwa lotniczego, które dostało się do gruntu. Teren jest trudny: jeżyny, maliny, wysoka trawa i liczne pagórki nie ułatwiają mi rekonesansu. Wspinając się na jedną z górek, chwytam się wystającego korzenia, korzeń urywa się, żeby chwilę później okazać się wiązką przewodów w oplocie z rosyjskimi sygnaturami. Więc trafiłem, to tutaj.

 

Jan i podróż sentymentalna

Jesienią 2020 roku, w słoneczny dzień, udajemy się z Janem w podróż sentymentalną. Wyposażeni w grabie i łopatę penetrujemy poszycie leśne. Na efekty nie czekamy długo, znajdujemy elementy poszycia samolotu. Są to wprawdzie drobne kawałki, ale w charakterystycznym kamuflażu z lat 80. Dostaję też prezent od Jana, który w domu znalazł najprawdopodobniej element osłony dyszy jednego z silników, który przechowywał od lat. Porządny kawałek metalu. Postanowiliśmy, że krzyże,  które stały kiedyś w tym miejscu, a których już nie ma, trzeba odnowić. Jan umawia mnie ze świadkami zdarzenia: emerytowanym nadleśniczym panem Henrykiem i leśniczym panem  Bronisławem. Obaj panowie są już seniorami.

  Elbląg, Od lewej: Wojciech Giecko i Jacek Grabania
Od lewej: Wojciech Giecko i Jacek Grabania

 

Krzyże, tabliczki, chryzantemy i znicze…

Opowiadam o swoim znalezisku Wojtkowi, który jest prawnikiem, piastuje od lat stanowisko wójta w gminie Jonkowo. Postanowiłem zamówić krzyże, dzwonię do pani Asi w olsztyńskim zakładzie pogrzebowym Arkadia: na składzie jest jeden krzyż prawosławny, drugi będzie więc tradycyjny. Układamy tekst, który znajdzie się na tabliczkach, postanawiamy, że ma być neutralny. Tabliczki wykonuje pracownia grawerska z ul. Radiowej. Jedziemy z Wojtkiem na miejsce katastrofy. Przy wiacie GreenVelo umieściliśmy drogowskaz, a w okolicy katastrofy dwa krzyże z tabliczką informującą o tragedii sprzed lat. Przecież bez względu na narodowość zginęli tam czyiś synowie, bracia, mężowie. Uważam, że odnowienie tego miejsca i szacunek do niego jest czynem ze wszech miar humanitarnym. Pamiętam, jak podróżując podczas misji ONZ po Iraku, eskortujący nas oficer askariji, czyli irackiej służby bezpieczeństwa, bardzo mnie zaskoczył. Przejeżdżaliśmy w konwoju przez Mosul. Ni z tego ni z owego zapytał, czy jestem Polakiem. Zdziwiłem się dlaczego pyta, wietrząc podstęp. Powiedział, że na miejscowym cmentarzu są groby polskich żołnierzy. Pojechaliśmy na ten cmentarz, rzeczywiście były tam groby żołnierzy generała Andersa, którzy przez Persję i Irak wycofywali się z ZSRS w roku 1943. 57 lat później na grobach tych leżały świeże kwiaty. Kwiaty od miejscowej ludności arabskiej, w dobie reżimu Saddama Hussaina. Bez względu na wyznanie, kolor skóry i inne zapatrywania apeluję, żeby postępować w swoim życiu roztropnie i humanitarnie.

 

Już niebawem na łamach portel.pl druga części historii katastrofy SU-24 w lesie pod Tolkmickiem.

 

Wojciech Giecko, absolwent wydziału prawa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Obecnie na wójt gminy Jonkowo. Funkcje tą pełni 6. kadencję. Organizator Napoleoniady. Pasjonat historii Warmii i Mazur.

 

Dr n. med. Jacek Grabania, lekarz anestezjolog, pracę zawodową rozpoczął w jednostkach wojskowych 16 Dywizji Pancernej w Elblągu, najpierw przy ul. Saperów, potem przy ul. Łęczyckiej. Obecnie pracuje na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii Miejskiego Szpitala Zespolonego w Olsztynie. Pasjonat historii, regionalista

Jacek Grabania, daw
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama