Igrzyska też są ważne (polemika)

Zgadzam się, budowa stadionu jest zasadniczo łatwiejsza niż zmniejszanie bezrobocia czy zahamowanie odpływu młodych z miasta, choć, co ciekawe, obecnej władzy ani jednego, ani drugiego nie udało się dokonać.
Pan Kamil Traks dość celnie porównał dziś zabiegi polityczne pretendenta do urzędu prezydenta Elbląga do starej rzymskiej metody sprawowania władzy. Chleba i igrzysk chcą obywatele, a władzy łatwiej jest zapewnić igrzyska niż chleb, stąd spory o baseny i boiska, a sporów o bezrobocie, poziom płacy i inwestycje w mieście – brak.
Natomiast nie mogę się zgodzić w kwestii wagi i kolejności. Owszem, „w mieście, w którym nie ma jak zarabiać, średnio sprawdzają się miejsca, gdzie można wydawać” („Teraz ja – Lud chce igrzysk!”), ale z drugiej strony, jaki jest sens zarabiać w miejscu, które po godzinie 18 zamienia się w pustynię?
Moim zdaniem, chleb i igrzyska są parą nierozerwalną. Infrastruktura miejska, poziom bezrobocia, wysokość pensji, możliwości edukacyjne, miejsca spędzania wolnego czasu składają się na szeroko pojętą jakość życia. To nie jest tak, że ludzie stąd wyjeżdżają tylko dlatego, że nie ma pracy. Wyjeżdżają także dlatego, że „nie ma co robić”. Potencjalni inwestorzy też to wiedzą i wolą lokować swoje biznesy w miastach atrakcyjnych, dzięki czemu nie będą mieli problemów z utrzymaniem dobrze wykwalifikowanych pracowników, w miastach, gdzie działają prężne uczelnie wyższe dostarczające kadr, w miastach, które współpracują z otoczeniem. Elbląg nie jest żadnym z nich.
Twierdzę, że obecny stan zawdzięczamy w dużej mierze przestarzałemu sposobowi myślenia administracji. Co z tego, że mamy obwodnicę, ekspresówkę do Królewca, niby-port czy Modrzewinę? Jedyny efekt tych wszystkich wielkich inwestycji jest taki, że kierowcy jadący z Warszawy do Gdańska nie stoją już w korkach pod Elblągiem. Czasem mam wrażenie, że władze cały czas się łudziły, że dzięki inwestycjom infrastrukturalnym do miasta przyjdzie jakiś wielki przemysł, olbrzymia fabryka, która zapewni nam kilka tysięcy miejsc pracy i rozwiąże wszystkie problemy. Nie przyszła. Może czas przestawić się na małe i średnie przedsiębiorstwa, branże usługowe i turystyczne?
Niezależnie od tego, koncepcja rządzenia miastem, jakiej powinniśmy żądać od przyszłego prezydenta, powinna obejmować wszystkie ważne obszary wpływające na jakość życia. Owszem, nie możemy się zadowolić sporem o stadion, ale nie możemy też lekceważyć tego sporu (inną sprawą jest jego jakość, o czym tutaj: „Nie takiej kampanii oczekujemy”).
Ostatecznie zarówno igrzyska bez chleba, jak i chleb bez igrzysk kończyły się zamieszkami i mogły doprowadzić do upadku cezara.
Natomiast nie mogę się zgodzić w kwestii wagi i kolejności. Owszem, „w mieście, w którym nie ma jak zarabiać, średnio sprawdzają się miejsca, gdzie można wydawać” („Teraz ja – Lud chce igrzysk!”), ale z drugiej strony, jaki jest sens zarabiać w miejscu, które po godzinie 18 zamienia się w pustynię?
Moim zdaniem, chleb i igrzyska są parą nierozerwalną. Infrastruktura miejska, poziom bezrobocia, wysokość pensji, możliwości edukacyjne, miejsca spędzania wolnego czasu składają się na szeroko pojętą jakość życia. To nie jest tak, że ludzie stąd wyjeżdżają tylko dlatego, że nie ma pracy. Wyjeżdżają także dlatego, że „nie ma co robić”. Potencjalni inwestorzy też to wiedzą i wolą lokować swoje biznesy w miastach atrakcyjnych, dzięki czemu nie będą mieli problemów z utrzymaniem dobrze wykwalifikowanych pracowników, w miastach, gdzie działają prężne uczelnie wyższe dostarczające kadr, w miastach, które współpracują z otoczeniem. Elbląg nie jest żadnym z nich.
Twierdzę, że obecny stan zawdzięczamy w dużej mierze przestarzałemu sposobowi myślenia administracji. Co z tego, że mamy obwodnicę, ekspresówkę do Królewca, niby-port czy Modrzewinę? Jedyny efekt tych wszystkich wielkich inwestycji jest taki, że kierowcy jadący z Warszawy do Gdańska nie stoją już w korkach pod Elblągiem. Czasem mam wrażenie, że władze cały czas się łudziły, że dzięki inwestycjom infrastrukturalnym do miasta przyjdzie jakiś wielki przemysł, olbrzymia fabryka, która zapewni nam kilka tysięcy miejsc pracy i rozwiąże wszystkie problemy. Nie przyszła. Może czas przestawić się na małe i średnie przedsiębiorstwa, branże usługowe i turystyczne?
Niezależnie od tego, koncepcja rządzenia miastem, jakiej powinniśmy żądać od przyszłego prezydenta, powinna obejmować wszystkie ważne obszary wpływające na jakość życia. Owszem, nie możemy się zadowolić sporem o stadion, ale nie możemy też lekceważyć tego sporu (inną sprawą jest jego jakość, o czym tutaj: „Nie takiej kampanii oczekujemy”).
Ostatecznie zarówno igrzyska bez chleba, jak i chleb bez igrzysk kończyły się zamieszkami i mogły doprowadzić do upadku cezara.
Marcin Derlukiewicz