Dwa lata więzienia za śmiertelne postrzelenie kolegi

Sąd Okręgowy w Elblągu skazał w czwartek (29 stycznia) Wojciecha J. za postrzelenie Andrzeja J. z przerobionej broni hukowej na dwa lata pozbawienia wolności. W wyniku odniesionych ran mężczyzna zmarł. - Postępowanie dowodowe przed sądem nie dało podstaw do ustalenia, że oskarżony popełnił zarzucany mu przez prokuratora czyn, to jest zbrodnię zabójstwa w zamiarze ewentualnym. W ocenie sądu zebrany materiał dowodowy wskazuje, że oskarżony nie działał z wolą i godzeniem się na pozbawienie życia dokonując postrzału pokrzywdzonego – uzasadniał taki wymiar kary sędzia sprawozdawca Tomasz Charzewski.
Sąd Okręgowy w Elblągu wydał w czwartek wyrok w sprawie Wojciecha J., oskarżonego o śmiertelne postrzelenie 31 marca ub. r. w Krzewsku (gm. Markusy) Andrzeja J. z przerobionej broni hukowej. Sąd uznał mężczyznę winnym nie zabójstwa, bo o to oskarżała Wojciecha J. prokuratura, lecz nieumyślnego spowodowania śmierci i wymierzył mu dwa lata pozbawienia wolności. Zaliczył jednocześnie mężczyźnie na poczet tej kary czas spędzony w areszcie tymczasowym - jest w nim od 2 kwietnia ubiegłego roku.
- Uznaję oskarżonego Wojciecha J. w ramach zarzucanego mu aktem oskarżenia czynu za winnego popełnienia tego, że 31 marca 2025 roku miejscowości Krzewsk na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach nieumyślnie spowodował śmierć w ten sposób, że nieostrożnie obchodził się z bronią w postaci pistoletu hukowego Stalker M906, o którym wiedział, że poprzez wyposażenie go w lufę dodatkową, montowaną w miejsce nasadki do wystrzeliwania rac, stanowi on broń palną. Nie upewniając się jaką amunicją jest załadowany i nie trzymając tego pistoletu w bezpiecznym kierunku, doprowadził do wystrzału pocisku z tej broni w stronę na Andrzeja J. – odczytał wyrok sędzia Zdzisław Kawulak.
Sąd znalazł kilka okoliczności łagodzących dla Wojciecha J., m.in. przyznanie się do sprawstwa (ale nie do zabójstwa), wyrażenie skruchy oraz wezwanie pomocy medycznej. Przypomnijmy, iż zdaniem prokuratury Wojciech J. próbował zatrzeć ślady zdarzenia i spalił dowody.
- Prokurator podkreślał matactwo oskarżonego po zdarzeniu, wprowadzenie w błąd policjantów, że to była kontynuacja tego ewentualnego zamiaru zbrodni i te czynności polegały na zacieranie śladów przez sprawcę. Sąd ocenia to zachowanie inaczej. Wynikało ono ze swoistej paniki, w jaką wpadł oskarżony, kiedy dostrzegł, że postrzał powoduje tak poważne konsekwencje w dobrostanie pokrzywdzonego. Wówczas spanikował, przestraszył się, wzburzył i w związku z tym, aby uchylić ryzyko jakiejś odpowiedzialności, zatrzymania, poczynił te czynności matactwa – uzasadniał wyrok sędzia sprawozdawca Tomasz Charzewski.
Sąd zasądził też nawiązkę w wysokości 10 tys. zł dla matki zmarłego Andrzeja J. Uchylił też na wniosek obrony dalsze stosowania wobec Wojciecha J. aresztu tymczasowego.
Przypomnijmy, jak doszło do tego tragicznego zdarzenia. Wojciech J. i Andrzej J. byli dobrymi znajomymi, razem również pracowali wykonując usługi budowlane. Wojciech J. wielokrotnie był w domu Andrzeja J., między innymi 31 marca 2025 roku. Jak opisywała zdarzenie prokuratura, mężczyźni zażyli narkotyki, potem Andrzej J. zaproponował wspólne strzelanie z broni. Najpierw strzelali do śmietnika oraz do tarczy. Potem Andrzej J. zaproponował oddanie z broni, załadowanej gilzą papierosową, strzału do oskarżonego Wojciecha J., aby „sprawdzić czy strzał taki jest dla człowieka bolesny". Wojciech J. nie zgodził się na to.
Wtedy Andrzej J. zaproponował, aby to oskarżony strzelił do niego. Wojciech J. zgodził się, wziął broń załadowaną przez pokrzywdzonego i z odległości 3-4 metrów oddał strzał w stronę jego brzucha w okolicę żeber. Pokrzywdzony od razu źle się poczuł, złapał się za brzuch i ukląkł przy fotelu.
Na miejsce wezwano zespół ratownictwa medycznego. Mimo podjętej akcji reanimacyjnej nie udało się przywrócić funkcji życiowych Andrzeja J. i stwierdzono jego zgon. Prokuratura opisywała, że oskarżony ukrył broń, a przybyłym na miejsce służbom, w tym funkcjonariuszom policji mówił, że przebywał w innym pomieszczeniu kiedy pokrzywdzony przyszedł do niego, złapał się na brzuch i zasłabł z nieznanych mu przyczyn. Pozostałe osoby przebywające na terenie posesji nie były świadkami zdarzenia i nie miały wiedzy na temat przyczyn nagłego zasłabnięcia pokrzywdzonego. Dopiero podczas dalszych czynności ujawniono, że okoliczności zdarzenia były inne, a pokrzywdzony mógł zostać postrzelony.
Wyrok nie jest prawomocny.
Ze względu na charakter sprawy komentowanie artykułu jest wyłączone.