UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Mirosław Kreczman: Zgoda buduje

 
Elbląg, Mirosław Kreczman, elbląski zawodnik, trener i działacz kajakowy
Mirosław Kreczman, elbląski zawodnik, trener i działacz kajakowy (fot. Anna Dembińska)

- W dwa lata, na bazie Sławka Majewskiego i Piotrka Różalskiego, zbudowaliśmy bardzo silną grupę młodzieży, która wywalczyła wysoką pozycję w klasyfikacji sportu dzieci i młodzieży. Energetyk - Polonia Elbląg znalazł się w pierwszej dziesiątce klubów w Polsce na podstawie wyników z mistrzostw Polski - tak Mirosław Kreczman wspomina swoja pracę jako trener kajakarstwa. Z działaczem, trenerem i zawodnikiem rozmawiamy o elbląskich kajakach i kanadyjkach. 

- Jak się zaczęła Pana przygoda z kajakarstwem?

- W 1978 r, za namową kuzyna, przyszedłem na przystań kajakową, która wtedy znajdowała się przy ul. Kotwiczej. Pierwszymi trenerami byli Róża Rumień, zajmująca się szkoleniem dzieci i Jan Raabe, który pełnił rolę trenera koordynatora. W następnym roku, w Olimpii podziękowano im za pracę, a do klubu przyszli Tadeusz Bieliński i Wojciech Jakubowski. Przez jakiś czas trenowałem pod ich okiem. Potem przyszedł Zbigniew Grajkowski i rozpoczęło się kajakarstwo przez duże „K”.

 

- Nastawione na sukces sportowy.

- Zaczęły się solidne treningi, Zbigniew Grajkowski złożył nowy sztab trenerski, jakbyśmy to dziś nazwali, gdzie był m.in. Karol Krzykowski i Wojciech Jakubowski. I oni w trójkę zaczęli robić w Elblągu „duże kajaki”, praktycznie od podstaw. Na przystani pojawili się tacy ludzie jak Piotr Szustek, Mariusz Kosno, Adam Dąbrowski. Później doszli tacy zawodnicy jak Marek Majek, Grzegorz Kaleta. Przychodzili zawodnicy z innych klubów, np. z Malborka – Mirosław Janus, Przemysław Chomicz, Grzegorz Jankowski i powstała w Elblągu bardzo silna grupa kajakarzy, wtedy jedna z najsilniejszych ekip w Polsce. Grupa była na tyle mocna, że postanowił do niej dołączyć mistrz świata juniorów Arkadiusz Byliński z Zawiszy Bydgoszcz. Na początku lat osiemdziesiątych przejęliśmy od harcerzy wyremontowaną przystań przy ul. Radomskiej. Braliśmy czynny udział w powstaniu przystani, pamiętam jak kopaliśmy wykopy pod fundamenty, które później były zbrojone i zalewane betonem.

 

- Medale też przyszły.

- Zbigniew Grajkowski robił doskonała robotę. O jego sukcesach można by mówić długo. Wystarczy wspomnieć o dwukrotnym olimpijczyku Grzegorzu Kalecie. Ja zdobyłem dwa brązowe medale na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w dwójce z Piotrem Szustkiem. Mówię o tym, dlatego że poza Grzegorzem Kaletą nie pamiętam, żeby ktoś z elbląskiego klubu zdobył medal na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski. Owszem, elblążanie zdobywali medale na tych zawodach, ale w barwach „obcych” klubów. W seniorskich mistrzostwach byłem w pierwszej dziesiątce, ale bez sukcesów medalowych. Awansowałem do reprezentacji Polski, wygrywałem eliminacje do kadry narodowej w Wałczu. Poważne kajaki „wybił mi z głowy” Grzegorz Kaleta. Na treningu, kiedy ja byłem u kresu wytrzymałości, po nim nie było widać zmęczenia. W 1989 r. stwierdziłem, że nie widząc możliwości rozwoju trzeba spróbować wykorzystać wieloletnie doświadczenie w roli trenera.

 

- Jakie były początki?

- Poszedłem pracować do szkoły podstawowej nr 8 i zacząłem pracę trenerską w sekcji kajakowej Olimpii. Zostałem asystentem Zbigniewa Grajkowskiego, który powierzył mi opiekę nad grupą dziewcząt. Wtedy w Elblągu mieliśmy sukcesy wśród chłopaków, a u dziewczyn nie mogliśmy się przebić. Udało mi się stworzyć bardzo fajna grupę zawodniczek, które m.in. awansowały do reprezentacji Polski: Ewa Jarosiewicz, Iwona Kreczman i inne. Szczytem sukcesów był wyjazd na mistrzostwa Polski, gdzie każda z dziewięciu kajakarek przywiozła medal. Z ciekawszych wyników to warto wspomnieć o brązie czwórki w składzie: Aneta Borys, Katarzyna Wadecka, Anna Madejska, Katarzyna Jaroszewska na 500 metrów na mistrzostwach Polski Juniorów w 1991 r. Lepiej poszło nam na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży w tym samym roku, gdzie dziewczyny zdobyły cztery medale: Iwona Kreczman srebro w „jedynce” na 3000 metrów i brąz na 500 metrów, Iwona Kreczman i Ewa Jaroszewicz, srebro na 500 metrów w dwójce i brąz w czwórce w składzie Anna Krawczyk, Wioletta Lewińska, Ewa Jarosiewicz i Otylia Jarosiewicz na 500 metrów. To były pierwsze takie poważniejsze sukcesy w kajakarstwie żeńskim lat dziewięćdziesiątych i moje jako trenera.

 

- To był, można powiedzieć, ten pierwszy etap kariery trenerskiej.

- Tak jakoś się złożyło, że odchodziłem i przychodziłem do Elbląga. Jeszcze z czasów kariery zawodniczej miałem epizod w MRKS Gdańsk, gdzie trenowałem w czasach szkoły średniej. W latach 90-tych już jako trener znów miałem krótki epizod w MRKS Gdańsk, kiedy to z różnych przyczyn musiałem odejść z Elbląga. Wróciłem w 1994 r. Już w barwach Energetyka – Polonii zostałem mistrzem Polski w maratonie na Zalewie Zembrzyńskim koło Lublina. Rok później objąłem obowiązki trenera – koordynatora sekcji. W sekcji trenerami byli już Piotr Szustek, Karol Krzykowski, Tomasz Bartnicki. Był wtedy taki okres, kiedy Zbigniewowi Grajkowskiemu nie udało się płynnie zbudować grupy następców Grzegorza Kalety i... klub się z nim rozstał. A my, „młodzi”, w czwórkę zaczęliśmy budować znowu praktycznie od nowa. Tu muszę się pochwalić – w dwa lata, na bazie Sławka Majewskiego i Piotrka Różalskiego zbudowaliśmy bardzo silną grupę młodzieży, która wywalczyła wysoką pozycję w klasyfikacji sportu dzieci i młodzieży. Energetyk - Polonia Elbląg znalazł się w pierwszej dziesiątce klubów w Polsce na podstawie wyników z mistrzostw Polski. W tym czasie do klubu trafiła mała i drobna Agnieszka Wołowik, obecnie Banaś, która „kręci” się po przystani do dziś. W 1996 r. na Ogólnopolskiej Olimpiadzie młodzieży nasi juniorzy młodsi zdobyli pięć medali. Monika Wołowik i Małgorzata Rzezak zdobyły srebro na mistrzostwach Polski młodzików. Do tego trzeba dodać sukcesy w maratonie: na 15 kilometrów mistrzostwo Polski wywalczyły juniorki młodsze Anna Wojtasz i Aniela Kwiatkowska, a seniorki Agnieszka Wołowik i Monika Kalkowska zdobyły brąz na 30 km. Szło nam całkiem nieźle, ale zaczęły się problemy finansowe. Zmienił się Zarząd, który na koniec sezonu uznał jeden medal z MP młodzików i czwarte miejsce drużynowo za porażkę, postanowił wyciągnąć konsekwencje w stosunku do mojej osoby, więc zdecydowałem się na odejściu z klubu i wówczas skupiłem się na kajak-polo w klubie UKS Pirat Elbląg przy SP8, który osobiście zakładałem w 1994r. Niestety niedługo później sytuacja finansowa rodziny zmusiła mnie do rezygnacji z pracy w szkole i w sporcie. To było moje drugie rozstanie z zawodem trenera. Oczywiście ten okres przerwy w karierze trenera i działacza sportowego nie oznaczał przerwy od kajaków. Trudno wszak zerwać z nałogiem. Startowałem w zawodach w kategorii masters, organizowałem spływy kajakowe. Przez wiele lat działałem w kajakarstwie turystycznym.

 

- Żeby po kilku latach znowu wrócić.

- Po śmierci Piotrka Szustka w 2013 r., namówiono mnie, żebym wrócił do klubu.I wtedy razem z Agnieszką Banaś zaczęliśmy budować kolejny zespół. Udało się znaleźć i utrzymać w klubie takich zawodników jak Marta i Adam Witkowscy, Piotr i Marcelina Kreczman, Marek i Józef Głuch, Jakub Żukowski, Przemek Rojek, Marcin Komorowski, Gabriel Gładykowski i inni. Ta grupa chłopaków, którzy teraz przywożą medale i są w reprezentacji Polski, wówczas zaczynała swoją sportową przygodę. Mogę powiedzieć, że dziś elbląskie kajaki wróciły do czasów, kiedy pływał Grzegorz Kaleta. Mieliśmy taką sytuację, kiedy czterech kajakarzy Silvanta było w pierwszej dziesiątce eliminacji do kadry narodowej. Podobna sytuacja była wtedy, kiedy jeszcze ja byłem czynnym zawodnikiem. Wtedy w dziesiątce oprócz mnie byli Piotr Szustek, Mirek Janus i Mariusz Kosno. Fajnie, że ta młodzież nawiązuje do tych wspaniałych czasów z przeszłości. Teraz z biciem serca, już jako kibic, czekam na ich kwalifikacje olimpijskie i być może medale

 

- Dziś jest pan w drugim, nieco zapomnianym mniej znanym elbląskim klubie, Koronie.

- Na skutek różnych okoliczności przekazałem swoje obowiązki i zawodników Wojciechowi Załuskiemu i rozpocząłem działalność w Parafialnym Klubie Sportowym Korona, którą prowadził Stanisław Chmielewski. W Elblągu wytworzyła się rzecz bez precedensu w kajakarskim środowisku w Polsce – na jednej przystani funkcjonuje i bardzo dobrze ze sobą współpracuje pięć grup sportowych – Silvant i Korona – jako dwa kluby wyczynowe, Wir i Drużno – kluby turystyczne oraz grupa mastersów – byłych czynnych kajakarzy, których w dalszym ciągu ciągnie do rywalizacji. W klubach wyczynowych naturalnie zrobił się podział na kajakarzy w Silvancie i kanadyjkarzy w Koronie. Tylko w tym roku młodzicy Korony Hubert Kreczman i Patryk Stasiełowicz zdobyli srebro, a Daniił Adamovich i Jan Brykalski brąz na mistrzostwach polski w maratonie kajakowym na dystansie 9,6 km. Podczas MP na krótkim dystansie tytuł Mistrza Polski zdobył Dominik Stańczewski a w na C_4 razem z Hubertem Kreczmanem, Patrykiem Stasiełowiczem i Janem Brykalskim wywalczyli tytuł wicemistrzów Polski. Podczas mistrzostw Polski na długim dystansie Hubert Kreczman i Jan Brykalski zdobyli złotoi na C-2 na 5000 metrów. Na mistrzostwach międzywojewódzkich, które we wrześniu odbyły się w Elblągu Korona drużynowo była druga, a chłopaki zdobyli cztery medale. Od kilku lat fajnie się dzieje w Koronie. Warto w tym miejscu podkreślić doskonała współpracę z Silvantem. Generalnie, do wieku młodzika kajakarze i kanadyjkarze mogą trenować mniej więcej to samo i zawodnicy obu klubów często trenują razem. Dopiero od juniora młodszego potrzebna jest wysoka specjalizacja: kajakarz będzie szybszy od kanadyjkarza. Trzeba też dodać, że to w Koronie swoje pływania zaczynali m.in. Adam Stefański, Sebastian Głowacki, Bartosz Fałkowski, Szymon Rękawik i obecnie czołowy junior w Polsce Paweł Krause. Z kolei Silvant użyczył Koronie swoje kanadyjki, dzięki czemu mamy na czym trenować.

W Elblągu udało się nam stworzyć środowisko, które wspólnie „pcha” wózek pod tytułem kajaki w jednym kierunku. W innych miejscowościach działacze poszczególnych klubów walczą o swoje. W Elblągu wszyscy trzymamy się razem, wliczając w to „turystów” z Drużna i Wiru. Zgoda buduje, po prostu. Pierwszy przykład z brzegu: z pomocy taty Przemka Rojka, który pracuje w przemyśle metalowym, a z jego pomocy korzystają wszyscy bez względu na przynależność klubową. Nigdy nie odmawia i zawsze jak trzeba coś pospawa, wytnie, czy wytoczy.

 

- Warto w tym miejscu wspomnieć o grupie mastersów.

- To byli sportowcy, którzy już zakończyli czynne kariery zawodnicze, ale wciąż nie mogą odpocząć od rywalizacji. Mamy dość ciekawą grupę. Udało się ściągnąć zapalonego łyżwiarza Ryśka Białkowskiego, jest Krzysiek Wojewoda, który kiedyś trenował kajakarstwo w Elblągu, potem „błąkał się” po okolicznych klubach i na emeryturę wrócił do nas. Są byli sportowcy jak Iwona Kreczman i turyści Jadwiga Nienałtowska, czy Janusz Błasiak. Dla każdego jest miejsce. Spotykamy się 3-4 razy tygodniowo na treningu na przystani. Ciekawym zawodnikiem Maciej Kurbiel z Krakowa, który do Elbląga przyjechał „za pracą”. My przy okazji pozyskaliśmy super zawodnika. Nawiązaliśmy współpracę z zawodnikami z Malborka i Gdańska, dzięki czemu mamy możliwość większej ilości startów. Przykładowo: w Malborku jest kajakarka i dzięki temu, że do nas dołączyła mamy możliwość wystawienia czwórki. Teraz dogadaliśmy się, że jeden sezon będziemy startować jako Gdańsk, w następnym jako Malbork i potem jako Elbląg. Z moich weterańskich startów warto wymienić 8 medali z mistrzostw Polski weteranów z Ostródy w 2013 r., kiedy to z każdy start kończył się zdobyczą medalową. Trzeba też wspomnieć o moich kolegach – mastersach: Ryszard Białkowski jest ubiegłorocznym wicemistrzem świata na 200 metrów w czwórce, a w dwójce z Krzysztofem Wojewodą wywalczyli 7 m-ce w finale. Na mistrzostwa Polski weteranów w 2018 r. pojechaliśmy w dziesięciu. I każdy z nas wrócił z medalem. Od trzech lat jesteśmy „dominatorami” w wyścigach na K-4. Długo by wymieniać. Warto też wspomnieć o tym, co już wcześniej mówiłem, czyli o współpracy kajakarskiego środowiska w Elblągu. Udało nam się pozyskać kajak czwórkę – bardzo dobry model, ale w bardzo złym stanie, do kapitalnego remontu. Własną pracą i kosztem kilku tysięcy zł wyremontowaliśmy go następnie i przekazaliśmy kajakarzom z Silvanta. Teraz chłopaki mają dwie czwórki – jedną od prezydenta, bardzo wysokiej klasy, na której pływają reprezentanci Polski i „naszą” wykorzystywaną przez mniej zaawansowanych zawodników. My z kolei możemy zawsze liczyć na wypożyczenie kajaków typu K-2 z klubu Silvant.

 

- W tym roku na rzekę Elbląg wróciły zawody kajakowe.

- Odbyły się Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików. W naszej strefie rywalizują zawodnicy z województw: mazowieckiego, lubelskiego, podlaskiego i warmińsko – mazurskiego. Zawody rangi mistrzostw Polski mogą się odbywać jedynie w Bydgoszczy lub w Poznaniu, gdyż tylko te miasta mają odpowiednie warunki do przeprowadzania takich zawodów. Odpowiedni tor jest jeszcze w Wałczu, gdzie odbywają się zgrupowania kadry, ale tam z kolei nie ma odpowiedniej bazy hotelowej. Na rzece Elbląg teoretycznie mogłyby się odbywać mistrzostwa Polski w maratonie lub na długim, bo to może zorganizować „każdy”. Ale tu już ruch należy do Silvantu i Wojtka Załuskiego, bo organizacyjnie tylko oni są w stanie przygotować zawody tego typu. Opinie kierowników ekip po Międzywojewódzkich Mistrzostwach Młodzików były na ogół pozytywne. W zasadzie jedynym minusem było niedopatrzenie ze strony miasta i zezwolenie na charytatywną imprezę motorowodniaków w tym samym czasie na rzece. Dziesiątki pływających skuterów wywoływały na rzece fale co w konsekwencji doprowadziło do dużej ilości wywrotek. Mieliśmy 3 – 4 razy więcej niż zwykle. Idea była niezwykle szczytna jednak obie imprezy powinny się odbywać w innych terminach.

 

Dziękuję za rozmowę.

- Dziękując za rozmowę zwracam się z apelem i zachęcam wszystkich do współpracy bez względu na dyscyplinę sportową czy inną działalność społeczną. W naszym wypadku przysłowie „zgoda buduje, a niezgoda rujnuje” sprawdziło się w 100 proc.

 

Wywiad ze Zbigniewem Grajkowskim można przeczytać tutaj.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Reklama